Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lipca 2017

„Niezwykłe wakacje A.B.C.”



Stanisława Platówna „Niezwykłe wakacje A.B.C.”


Rodzina Ciekońskich nie jest tak zupełnie zwyczajna. Imiona i nazwisko każdego z jej członków rozpoczynają się trzema pierwszymi literami alfabetu. I tak: głowa rodziny to Andrzej Bronisław, mama – Anna Barbara, syn - Artur Bogdan, a dwie córki noszą imiona Agnieszka Beata oraz Alicja Bożena. Ale to nie wszystko, ulubieniec rodziny – pies zwie się Ali Baba. Rodzina A.B.C. mieszka w domku z ogródkiem we Wrocławiu, w dzielnicy Sępólno. Pan Andrzej pracuje w biurze konserwacji zabytków, pani Anna jest absolwentką historii sztuki specjalizującą się w malarstwie ściennym. To właśnie za jej sprawą wakacje 1967 r. na długo zapisały się w pamięci tej niezwykłej familii.




W celu przeprowadzenia badań fresków pani Ciekońska ma udać się do ruin starego zamczyska w Czarnym Stoku. W pracy ma pomagać jej oczywiście mąż. Rodzice korzystając z faktu, że rok szkolny dobiegł końca i za pasem wakacje postanawiają zabrać ze sobą także trójkę latorośli. Przed wyjazdem, do domu rodziny A.B.C. ktoś dokonuje włamania. Dzieci ukrywają to wydarzenie przed rodzicami, obawiając się opóźnienia wakacyjnego wyjazdu.

Po przyjeździe do Czarnego Stoku, Ciekońscy rozbijają namioty u stóp zamkowych ruin. Z zamkiem wiąże się romantyczna i tragiczna legenda o okrutnym rycerzu Arnoldzie von Schwarzenberg oraz jego małżonce Bercie. Młodzież oczywiście zaczyna podejrzewać, że gdzieś w podziemiach zrujnowanego zabytku znajduje się ukryty skarb. Wkrótce w pobliże obozowiska przybywa dwóch tajemniczych osobników. Artur oraz dziewczynki są przekonani, że włamanie do ich domu nie było tak zupełnie przypadkowe…




Choć „Niezwykłe wakacje A.B.C.” to znakomita wakacyjna lektura, znajdziemy w niej też nieco poważniejszy wątek poświęcony trudnościom piętrzącym się przed marzącym o dalszej nauce w liceum i studiach medycznych kilkunastoletnim chłopcem Adasiem.  W bibliografii zmarłej w 1975 r. Stanisławy Platówny nie brakuje zresztą powieści poruszających problemy nastolatków. W książce wydanej ponad 40 lat temu nie mogło oczywiście zabraknąć inteligentnego przedstawiciela milicji obywatelskiej. Autorka, unikając nadmiernego moralizowania, skoncentrowała się na stworzeniu historii przygodowej dla młodego czytelnika. Udało się jej to wyśmienicie. Szkoda, że powieść ta została już niemal zupełnie zapomniana.
           
Pierwsze wydanie „Niezwykłych wakacji A.B.C.” ukazało się w 1968 r., a więc dwa lata po bardziej znanej powieści Jerzego Broszkiewicza „Długi deszczowy tydzień.” Obydwie książki cechuje bardzo zbliżony, wakacyjny klimat. Również bohaterowie: garstka dzieciaków, rodzice, stróż prawa oraz zagadka historyczna z wątkiem sensacyjnym sprawiają, że książki te  można postawić obok siebie na bibliotecznej półce. Polecam.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1973
Liczba stron: 230


piątek, 26 września 2014

„Tajemnica niemieckiej papierośnicy”




Arkadiusz Jankowski „Tajemnica niemieckiej papierośnicy”


II wojna światowa dobiega końca. Wojska niemieckie wycofują się przed nacierającą Armią Czerwoną. Jeden z niemieckich oficerów Wehrmachtu August Waltherot zostaje oskarżony o niewykonanie rozkazu i skazany na rozstrzelanie. Przed śmiercią prosi nadzorującego egzekucję żołnierza o przekazanie synowi pamiątkowej papierośnicy. Padają strzały, pada Waltherot. Hauptmann nie zadośćuczyni prośbie rozstrzelanego. Papierośnicę wdeptuje w ziemię.

Kilkadziesiąt lat później czterdziestoletni architekt Aleksander Berens zamierza spełnić swoje marzenie i wybudować własny dom. Kupując działkę na peryferiach Wrocławia, nie zdaje sobie jednak sprawy, że od realizacji marzenia dzieli go długa, pełna niespodzianek droga. Wykopany na placu budowy ludzki szkielet sprawia, że ekipa budowlana zmuszona jest przerwać prace. Berens wraz z przyjacielem Karolem Mencem znajdują na placu budowy starą, srebrną papierośnicę…

Wstrzymana budowa to nie jedyny problem architekta. Szkieletem zainteresowała się prokuratura a papierośnica okazała się kluczem do rozwiązania zagadki skarbu ukrytego pod koniec wojny przez hitlerowców.  Chrapkę na jego odnalezienie mają nie tylko Aleksander i Karol. Interesują się nim także potomkowie żołnierzy, którzy przed sześćdziesięcioma laty uczestniczyli w przedstawionych wcześniej dramatycznych wydarzeniach.

„Tajemnica niemieckiej papierośnicy” to książka, w której wątek sensacyjny związany z poszukiwaniem kosztowności przeplata się z licznymi wątkami obyczajowymi. Myślę, że powieść zyskałaby wiele na dynamice gdyby pominąć w niej te właśnie wątki. Choć moja ocena instytucji jaką jest Narodowy Fundusz Zdrowia jest zbliżona do tej jaką przedstawił w krzywym zwierciadle Arkadiusz Jankowski, to jednak poświęcenie kilkunastu stron na wizytę jednego z bohaterów w przychodni przyszpitalnej wydaje się zupełnie zbyteczne. Podobnie, bez większego uszczerbku dla fabuły można byłoby postąpić z problemami ojca głównego bohatera, emerytowanego lekarza, który jesienią życia realizuje swoje aktorskie pasje i przeżywa niespodziewane miłosne zauroczenie. Z drugiej strony jednak, dzięki tym właśnie wątkom autorowi udało się wykreować bardzo wyraziste postacie bohaterów.

Pełna humoru powieść Arkadiusza Jankowskiego jest dowodem na to, że przygoda może nas spotkać w najbardziej niespodziewanym momencie. Mimo to lektura książki może sprawić przyjemność nie tylko poszukiwaczom przygód, lecz także tym, którzy chętnie sięgają na półkę wypełnioną romansami i literaturą obyczajową.


Wydawnictwo: Videograf
ISBN: 978-83-7835-096-5
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 352


niedziela, 6 lipca 2014

"Duchy Inków"


Jolanta Maria Kaleta "Duchy Inków"


Burzliwe były dzieje malowniczo położonego na prawym brzegu Zbiornika Czorsztyńskiego zamku w Niedzicy. Na przestrzeni kilku stuleci swego istnienia wielokrotnie zmieniał właścicieli. W latach siedemdziesiątych XX wieku średniowieczna warownia była tłem kultowego serialu dla młodzieży „Wakacje z duchami,” zrealizowanego przez Stanisława Jędrykę na podstawie książki Adama Bahdaja. Dlatego też bardzo chętnie sięgnąłem po powieść „Duchy Inków,” której akcja rozgrywa się w tym właśnie miejscu.

Bohaterką książki jest Inka Złotnicka. To młoda, piękna kobieta po przejściach, matka 10-letniego chłopca, zdolna i ambitna doktor archeologii. Trudno uwierzyć, ale żyły niegdyś takie kobiety na ziemiach polskich. Złotnicka odwiedza niedzicki zamek, zamierza bowiem rozwikłać zagadkę rodzinną. Pragnie sprawdzić ile prawdy jest w opowieściach jej ojca i dziadka, mówiących o tym, iż ich ród wywodzi się od inkaskiej księżniczki Uminy, której trumna ma się znajdować w podziemiach niedzickiego zamku. 




Zadania nie ułatwiają ją oficer służb bezpieczeństwa kapitan Sobol oraz peruwiański rewolucjonista Komandante Eduardo, których zadaniem jest odnalezienie w Niedzicy legendarnego skarbu. Szukając wskazówek, które mogłyby ich do niego doprowadzić, usiłują porwać syna Inki. Esbek i jego fajtłapowaty, lubiący zaglądać do kieliszka towarzysz nie przepadają za sobą. Za to ich zabawne perypetie i przekomarzania się z pewnością wywołają uśmiech na twarzy niejednego czytelnika.




Z lewej strony: zamek w Niedzicy w jesiennej odsłonie,
 po prawej: okno przez które kapitan Sobol włamał się do zamku. Fot. Autor Bloga.

Powieść zawiera niemal wszystkie składniki, jakich poszukują miłośnicy literatury przygodowej: nocne wędrówki po zamkowych kryptach, komnatach i korytarzach, wycieczki na stary cmentarz czy też tajemnicze teksty będące zaszyfrowaną wskazówką niezbędną do odnalezienia skarbu. Trzeba też wspomnieć o wątku miłosnym umiejętnie wplecionym w fabułę powieści, oraz o pierwiastkach fantastycznych, dzięki którym można tu znaleźć pewne dalekie analogie z powieścią Zbigniewa Nienackiego „Pan Samochodzik i człowiek z UFO.” Bez uszczerbku dla fabuły mogłaby jednak Autorka pominąć opisy miłosnych uniesień oraz usunąć kilka zbyt soczystych przekleństw, które raczej  nie powinny znaleźć się w powieści przygodowej, po którą może sięgnąć duża grupa młodych czytelników. Trudno też uwierzyć, aby chłop na schwał, jakim był Sobol po wypiciu trzech kieliszków wódki czuł mdłości a „cały świat latał mu przed oczyma.”[1] Dla pewności wykonałem podobny eksperyment i po wypiciu zbliżonej ilości alkoholu nie stwierdziłem u siebie wyżej wymienionych objawów.

„Duchy Inków” to druga po „Wrocławskiej Madonnie”[2] powieść Jolanty Marii Kalety, którą miałem okazję przeczytać. Muszę podkreślić, że Autorka potrafi przenieść czytelnika w czasy PRL-u. Akcja powieści rozgrywa się pomiędzy 1986 a 1989 rokiem. Łatwo to ustalić na podstawie „muzycznych wskazówek” zamieszczonych w książce. Inka przebywając w Niedzicy nuciła pod nosem przebój Madonny „Papa Don`t Preach” a agent służby bezpieczeństwa śledzący główną bohaterkę, siedząc w Polonezie rozmarzył się słuchając Beaty Kozidrak śpiewającej hit Bajmu „Dwa serca, dwa smutki.”

Jolanta Maria Kaleta sięgnęła po legendę o odnalezieniu po II wojnie światowej inkaskiego kipu, rzekomo zawierającego informację o ukrytym skarbie i zbudowała wokół niej historię, którą trudno porównać z dziełem Adama Bahdaja, ale możemy spędzić przy niej kilka całkiem udanych, pełnych przygód wakacyjnych wieczorów.



Wydawnictwo: Psychoskok
ISBN: 978-83-7900-186-6
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 383




[1] Jolanta Maria Kaleta „Duchy Inków,” s. 286.

piątek, 14 marca 2014

"Pawie pióro"


Zofia Bogusławska, Celina Tatarkiewicz "Pawie pióro"



Zofia Bogusławska i Celina Tatarkiewicz są autorkami kilku powieści dla młodszych czytelników. Nie przypominam sobie jednak, abym w czasach szkoły podstawowej miał okazję zapoznać się z którąkolwiek z ich książek. Z tym większą ciekawością sięgnąłem po „Pawie pióro.” Okładka powieści przedstawia młodą osobę (po przeczytaniu kilkunastu stron dowiadujemy się, że jest to chłopiec), która ze starego kufra pełnego wiekowych ksiąg wyjmuje tajemniczą kartkę. Na stoliku widzimy lampę naftową. Sufit zdobią pajęczyny i pęki suszonych ziół. Mamy więc strych niemal idealny. I tylko strych, bo samej książce do ideału dużo brakuje.

Tłem powieści „Pawie pióro” są urokliwe uliczki i kamieniczki Kazimierza nad Wisłą, w którym grupka dzieciaków: Kuba, Zdzich, Karolek, Kazek, Franuś, Tomek i Elka spędza wakacje. Tomek, z racji zamiłowania do literatury zwany przez kolegów „Myślicielem” odnajduje w kufrze (tym z okładki) kartkę z wiadomością, która sprawi że zwykłe wakacje nabiorą niespodziewanej dramaturgii. Kartka zawiera informację z lat wojny o haniebnym czynie, jakiego dopuścił się sąsiad dziadków Tomka, Edmund Miller. Osobnik ten doniósł Niemcom na syna dziadków a stryjka chłopca. Chłopiec dzieli się swym odkryciem z pozostałymi dzieciakami. W tajemnicy przed dziadkami młodzi detektywi postanawiają wykryć konfidenta i postawić go przed obliczem sprawiedliwości.

W tym samym czasie do Kazimierza przyjeżdża dwóch letników, z których jeden sprawia bardzo podejrzane wrażenie. Dzieciaki podejrzewają, że tajemniczy grubas przyjechał do miasta szukać ukrytego skarbu. Zaczynają go śledzić. Wkrótce okazuje się, że ma on także coś wspólnego z kartką odnalezioną przez Tomka.

W powieści „Pawie pióro” widzimy wysiłek włożony przez autorki w przedstawienie życia mieszkańców Kazimierza w połowie lat 60-tych ubiegłego wieku. Dzieci biorą udział popularnej wówczas akcji Niewidzialna Ręka. Wędrują uliczkami miasteczka, przeprawiają się na drugi brzeg rzeki do Janowca. Pomagają rodzicom, dziadkom, trochę psocą. Niestety, zbyt łatwo dostrzec, że w powstaniu powieści brały udział dwie osoby. Czytając, miałem wrażenie, że pisały każda po kilka rozdziałów a następnie złożyły całość bez należytej dbałości o spójność powieści. Akcja książki jest przewidywalna i toczy się jak lokomotywa prowadzona przez smutnego maszynistę po rozkręconych szynach. Daleko powieści pań Bugusławskiej i Tatarkiewicz do lekkości i humoru klasycznych książek Hanny Ożogowskiej czy Marty Tomaszewskiej, nie mówiąc już dziełach Edmunda Niziurskiego. Mimo to książkę polecam jako ciekawostkę wszystkim miłośnikom Kazimierza nad Wisłą. To doskonały przewodnik po jednym z najpiękniejszych miasteczek w naszym kraju.

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX
Rok wydania: 1972
Liczba stron: 155

Moja ocena: 3/6

środa, 5 marca 2014

"Wakacje"


Jerzy Putrament "Wakacje"


Rok szkolny 1953/1954 dobiega końca. Czterej licealiści Andrzej, Kucyk, Zdzisio i Wojtek postanawiają wybrać się na Mazury. Daleki krewny jednego z chłopców ma udostępnić im jacht. Chłopcy nieco obawiają się, czy poradzą sobie na wodzie, gdyż dotychczas nie mieli żadnych doświadczeń związanych z żeglowaniem. Kucyk przekonuje pozostałą trójkę, że w ciągu kilku dni nabędą koniecznych umiejętności.

W pierwszych dniach lipca wsiadają więc do zatłoczonego pociągu i po uciążliwej podróży docierają do stacji Stobiec. Po noclegu w leśnej głuszy udają się nad jezioro, gdzie czeka na nich wspaniały jacht. Jak było do przewidzenia, mają olbrzymie problemy z okiełznaniem lin i żagli. W końcu udaje im się jednak odbić od brzegu. Po kilku dniach okraszonych szeregiem zabawnych przygód, młodzieńcy docierają do tajemniczej miejscowości Gorzyjałki. Wszystkie spotkane po drodze osoby nazywają wieś przeklętym miejscem.

I tam właśnie rozpoczyna się najbardziej smakowita dla mnie część powieści. Chłopcy zostają zakwaterowani w wieży starego pałacu. W okolicy dochodzi do wielu tajemniczych, trudnych do wyjaśnienia wydarzeń. Pojawia się cały szereg nowych postaci. Niektóre z nich dość dwuznacznie się zachowują. Akcja dramatycznie przyspiesza. Mamy do rozwiązania historyczną zagadkę. Mimo, że pierwsza część powieści również jest atrakcyjna dla czytelnika trochę żałowałem, że do deseru musiałem żeglować aż przez trzysta stron.

Na „Wakacje” z Jerzym Putramentem wybrałem się po raz pierwszy ponad 25 lat temu. Pamiętam, że wówczas książka wywarła na mnie dość duże wrażenie. Po latach ocena ta nie obniżyła się znacząco. Powieść wytrzymała próbę czasu. Kontrowersyjny autor stworzył bardzo plastyczną, wakacyjną opowieść. Nie ma tu nadmiernej propagandy politycznej, która położyła na łopatki tak wiele książek dla młodzieży w tamtych czasach. Powieść Putramenta, co dziwne, jest owinięta w znacznie cieńszą warstwę ideologiczną niż przedstawiona nie tak dawno na Blogu ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA „Zatoka Żarłocznego Szczupaka.” Książka Eugeniusza Paukszty niewątpliwie jest znacznie bardziej wykwintna literacko, ale mimo wszystko „Wakacje” zasługują na miejsce na tej samej półce.

W powieści odnajdziemy oczywiście echa wojny, te zresztą obecne są w większości utworów powstałych w latach 50-tych i 60-tych. Młodzi bohaterowie powieści borykają się z problemami finansowymi i starają się dorobić przy sianokosach w miejscowym PGR. Ale możemy też dostrzec pierwsze, nieśmiałe jeszcze próby krytyki lokalnej biurokracji. Ciekawostką jest epizodyczny udział w powieści początkującego wtedy literata Tadeusza Konwickiego. Przede wszystkim jednak „Wakacje” Putramenta to kawał dobrej literatury przygodowej, która choć powstała ponad 60 lat temu nadal wciąga tajemniczością, humorem i klimatem. Polecam.

Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1956
Liczba stron: 689

Moja ocena: 6/6

piątek, 28 lutego 2014

"Elektryczne perły"


Konrad T. Lewandowski "Elektryczne perły"



Powieść „Elektryczne perły” Konrada T. Lewandowskiego to bardzo przyjemna, lekka kryminalna podróż po międzywojennej Warszawie i Poznaniu. Jest to już moje czwarte spotkanie z nadkomisarzem Jerzym Drwęckim, asem stołecznej policji lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Sylwetkę nadkomisarza nakreśliłem w trzech poprzednich recenzjach zamieszczonych na blogu.

Akcja powieści rozpoczyna się 1929 r. W budynku transformatorowi zajezdni tramwajowej przy ulicy Kawęczyńskiej w Warszawie ginie jeden z pracowników. Ciało mężczyzny zostaje niemal całkowicie spalone, a z kości denata pod wpływem bardzo wysokiej temperatury  zostały wytopione krople fosforanu wapnia przypominające wyglądem perły. Jedną z pereł znajduje nadkomisarz Drwęcki. Po pewnym czasie okazuje się, że drugą perłę otrzymał Tadeusz Boy-Żeleński. Drwęcki odkrywa, że przyczyną morderstwa mogą nadużycia finansowe w przedsiębiorstwie. W wyniku odgórnych nacisków zostaje odsunięty od sprawy i oddelegowany do Poznania, gdzie ma zajmować się zabezpieczaniem dzieł sztuki podczas mającej się niebawem rozpocząć Powszechnej Wystawy Krajowej.

Jednak w stolicy Wielkopolski nadkomisarz nadal prowadzi nieformalne śledztwo. Pomaga mu w tym tamtejszy komisarz Michał Witkowiak, z którego gościny korzysta Jerzy podczas pobytu „na zesłaniu.” Nie będę więcej zdradzał szczegółów fabuły, dodam tylko, że sprawa ma związek z wieloma postaciami świata ówczesnej kultury, które możemy spotkać na kartach powieści.

Konrad T. Lewandowski pieczołowicie odtwarza życie mieszkańców przedwojennego Poznania. Wyczuwa się ich dumę z organizacji tak ważnej dla kraju imprezy. Przedstawione są antagonizmy między stronnictwami politycznymi jak również mieszkańcami dwóch miast. Już wtedy można zauważyć, że za kilkadziesiąt lat kibice poznańskiego Lecha i warszawskiej Legii nie będą do siebie pałali nadmierną sympatią. Poznajemy problemy rodzinne komisarza Witkowiaka, którego zbuntowana młodsza siostra przyprawia o codzienne bóle głowy. Wreszcie i nam jest dane zwiedzić pawilony wystawiennicze PeWuKi.

„Elektryczne perły” to moim zdaniem najlepsza z powieści Konrada T. Lewandowskiego, które przeczytałem. Na lekturę czeka jeszcze ostatni (jak dotąd) tom serii: „Śląskie dziękczynienie.” Mam nadzieję, że i tym razem spędzę przy nim miło kilka wieczorów.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-245-8593-9
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 317

Moja ocena: 5/6

środa, 19 lutego 2014

"Tajemnica podziemnego lochu"


Ryszard Doroba "Tajemnica podziemnego lochu"


Kilkunastoletni Marek przyjeżdża do swoich kuzynów na wakacje. W niewielkim miasteczku nie ma zbyt wielu atrakcji. Chłopiec pasjonuje się historią. Stąd też jego uwagę przykuwają ruiny zamku znajdujące się na niewielkim wzgórzu. Marek próbuje wyobrazić sobie jak wyglądała budowla w czasach swojej świetności. Zaciekawia go także informacja o tym, że zamek połączony był podziemnym korytarzem z położoną w odległości kilkuset metrów kolegiatą. W czasie zagrożenia korytarzem tym przenoszono kosztowności ze skarbca kolegiaty za zamkowe mury, które dobrze chroniły kościelne precjoza przed żołdakami łupiącymi co jakiś czas miasteczko.

Chłopcy postanawiają odnaleźć wejście do tunelu i przedostać się nim do kolegiaty. Obawiają się jednak, że podziemne przejście może być częściowo zasypane. Marek dowiaduje się od kuzynów, że mieszkający w pobliżu stary nauczyciel historii może udzielić wielu cennych wiadomości niezbędnych do przygotowania wyprawy. W trójkę udają się więc do niego i z wypiekami na twarzy wsłuchują się w bogatą historię czternastowiecznego zamku, który przez długi okres czasu był siedzibą biskupów a podczas wielu wojen został zniszczony przez obce wojska.

Tuż przed planowanymi poszukiwaniami młodzieńcy spostrzegają błękitny namiot rozbity miedzy kolegiatą a zamkiem. Okazuje się, że nie tylko oni zamierzają zejść do podziemnego korytarza, lecz muszą zmierzyć się z dwoma podejrzanymi typami. Chłopcy podejrzewają przybyszów o niecne zamiary i chęć ograbienia skarbca kolegiaty. Postanawiają do tego nie dopuścić, a że odwagi i pomysłowości im nie brakuje możemy być pewni, iż nielegalnym amatorom dóbr kultury problemów nie zabraknie. Do akcji włączą się również dzielni i błyskotliwi funkcjonariusze z miejscowego posterunku Milicji Obywatelskiej.

Powieść zawiera wiele walorów dydaktycznych. Autor próbuje uświadomić młodym czytelnikom, żeby „tworząc teraźniejszość i przyszłość nie zapominać o przeszłości.”[1] W jednym z serwisów internetowych przeczytałem, że książka ta jest gorszą wersją „Wakacji z duchami.” Niestety, muszę się z tym zgodzić. Przewidywalna akcja a szczególnie wyidealizowane postacie funkcjonariuszy MO, nawet mnie (miłośnikowi kryminałów milicyjnych) niezbyt przypadły do gustu. Do dzieła Adama Bahdaja, powieści tej bardzo dużo brakuje.

Zamek opisany przez Ryszarda Dorobę wybudował arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria Skotnicki. Łatwo można ustalić, że jest to jeden z zamków: w Łowiczu, Uniejowie, Kamieniu Pomorskim lub Opatówku. We wszystkich tych miejscowościach istniały wcześniej drewniane grody, w trzech z nich znajdują się kolegiaty, w jednej kościół. Do którego z tych zamków prowadzi tajemniczy podziemny korytarz? Rozwiązanie tej prostej zagadki pozostawiam Czytelnikom powieści „Tajemnica podziemnego lochu.”


[1] „Tajemnica podziemnego lochu,” s. 17.


Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie
ISBN: 83-218-0110-2
Rok wydania: 1972
Liczba stron: 130

Moja ocena: 4-/6

poniedziałek, 3 lutego 2014

"Cień słońca"


Jan Piepka "Cień słońca"


Bohaterem zbiorowym powieści Jana Piepki jest grupka dzieci mieszkających w niewielkiej kaszubskiej wiosce położonej nieopodal Wejherowa. Jeden z chłopców o przezwisku Kolumb znajduje w dziupli starej wierzby butelkę, w której ukryty jest zielony notes z tajemniczymi zapiskami. Znalezisko rozpala wyobraźnię, dzieci są przekonane, że już wkrótce uda im się znaleźć skarb. Postanawiają więc rozszyfrować to co zostało zapisane w notesie. Każde z nich inaczej odczytuje niewyraźnie słowa sprzed lat. Udaje im się ustalić, że zapiski sporządzono 16 lipca 1944 r.  Okazuje się także „skarb” zlokalizowany jest w pobliżu starego kopca. Młodzi poszukiwacze korzystają z pomocy Torbusa, bohaterskiego psa, który kiedyś uratował z pożaru dwoje dzieci.

W trakcie poszukiwań w wiosce zjawia się pracownik sekcji dokumentów historycznych pobliskiego muzeum. Od niego dzieci dowiadują się, że w ostatnim roku II wojny  światowej we wzgórku, którym zainteresowały się dzieci ukryto skrzynkę z dokumentami partyzanckimi. Skrzynia zostaje odnaleziona i zabrana do zbadania przez pana z muzeum.

Wkrótce potem chłopcy odkrywają, że to nie jedyna tajemnica, jaką kryje rozkopany wzgórek. W kopcu znajduje się jeszcze bunkier. Jego odsłonięcie omal nie doprowadziło do tragedii. Jeden z młodzieńców został zasypany i dopiero dzięki ofiarnej akcji jego kolegów udało się uratować mu życie. Do wioski przyjechała także pisarka, która opowiedziała dzieciom dramatyczną wojenną historię Franka, dzielnego chłopca, autora zapisków w notesie.

Powieść Jana Piepki przedstawia świat widziany oczami dziecka. Dwie „dziecięce” definicje tajemnicy możemy również znaleźć na kartach książki: „Tajemnica jest wszędzie i jest nigdzie, jeżeli jest tajemnicą” oraz „W nocy wiele spraw zwykłych staje się niezwykłymi, czyli normalnie nabierają tajemniczości, a małe stają się dużymi.”

Mimo, że wydarzenia w książce rozgrywają się latem ok. 1980 r., znajdziemy w niej bardzo wiele odniesień do lat wojny. Traumatyczne przeżycia wojenne są jeszcze bardzo żywe we wspomnieniach starszych mieszkańców wioski.

Na okładce książki znalazłem informację, że „Cień słońca” to kontynuacja powieści "Torbus i reszta zgrai" (opowiadającej zapewne historię wspomnianego wcześniej psa)  lecz stanowi odrębną całość. Niestety, książka którą streściłem powyżej, nie wciągnęła mnie na tyle, abym skusił się na przeczytanie kolejnej pozycji tego autora. Przewidywalna i momentami naiwna opowieść dla dzieci, mimo niewątpliwych wartości literackich nie wytrzymała próby czasu.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej
ISBN: 83-11-07021-0
Rok wydania: 1984
Liczba stron: 232

Moja ocena: 3/6

wtorek, 28 stycznia 2014

"Czarna Hańcza"


Wanda Miłaszewska "Czarna Hańcza"

Powieści Wandy Miłaszewskiej, zapomnianej już dziś pisarki cieszyły w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku dużą popularnością. Pisała o życiu na kresach, wsi, dworach i przyrodzie. Po 1951 r. wszystkie jej książki zostały wycofane z bibliotek i objęto je zapisem cenzury. Do niewielu powieści wznowionych po 1989 r. należy „Czarna Hańcza,” której zamierzam poświęcić kilka akapitów. Udało mi się zdobyć przedwojenne wydanie. Egzemplarz mimo, że mocno nadgryziony zębem czasu ma jednak wiele uroku.

„Czarna Hańcza” to sielankowa opowieść o wycieczce kajakowej, którą pod koniec sierpnia 1929 r. odbyła autorka wodami Pojezierza Suwalsko – Augustowskiego, Kanale Augustowskim i Czarnej Hańczy. Towarzyszył jej Tadeusz Tomaszewski, właściciel dóbr położonych pod Sokółką, któremu pisarka dedykowała tę książkę.

Podobną wyprawę kilka lat później opisał w „Na tropach Smętka” Melchior Wańkowicz. W przeciwieństwie do niego, Miłaszewska nie poruszyła w swej powieści skomplikowanych problemów politycznych dotyczących polskości tych ziem. Skupiła się na przedstawieniu uroków wędrówki. Sama pisarka określiła swą powieść jako pełną „literackich-esów floresów.” Autorka kocha przyrodę, pisze o borach malowniczo rozciągających się wzdłuż brzegów rzeki, wschodach i zachodach słońca, ucieczce przed burzą. Przedstawia wizyty u gościnnych gospodarzy, którzy z otwartym sercem przyjmowali wędrowców zatrzymujących się na noclegi.

Dawno nie pisałem o książce, w której ktoś kogoś nie zabił, nie okradł, nie oszukał. Ta powieść pozwala się wyciszyć, płynąc Bobrem (tak autorka ochrzciła swój kajak) po wigierskiej krainie.


Wanda Miłaszewska (Źródło: „Tęcza” zeszyt 31 z 4 sierpnia 1928 r., s. 6)

Z powieści, niczym z tytułowej rzeki możemy wyłowić wiele aforyzmów:

O życiu: „Życie jednak ma bystry prąd i piaskiem trosk powszednich zamula najpiękniejsze wspomnienia. Trudno później, nawet w jakieś słoneczne święto duszy, odnaleźć ich pierwotną barwę i smak” oraz  „Galopujemy przez życie, ot, jak teraz przez fale. I ciągle, ciągle jedynie na powierzchni. I ciągle ocieramy się tylko naskórkiem naszych uczuć, myśli, serc – o rzeczy najważniejsze, o rzeczy, które są cudem życia i jego najwspanialszym przejawem, jego istotną treścią.”

O lampie naftowej i nie tylko: „Naftowa lampa, mimo że nieraz „filuje”, kopci, albo zaczyna dogasać właśnie w chwili najmniej do tego odpowiedniej, ma jeden cudowny dar: skupia wokoło siebie mieszkańców domu.”

O szczęściu: „Lubię przeżywać naprzód, lub wstecz chwile szczęśliwe. W ten sposób miewam ich więcej, niż inni ludzie: jeśli marzenie się spełniło, mnożę je we wspomnieniu tyle razy, ile tylko zapragnę, a jeżeli zawiedzie – zostanie na pociechę jasny obraz przyszłości oglądanej oczyma duszy.”

O szczęściu (nigdy za wiele): „Szczęście jest tylko wtedy doskonałe, gdy je można rozsiać pełnymi garściami wkoło siebie. Ukrywane zazdrośnie, zagrabione na własność, przestanie świecić, nie ogrzeje nikogo.”

O żeglowaniu o zachodzie słońca i ludzkich pragnieniach: „Cudownie jest płynąć w ostatnich blaskach i myśleć, że pierwszy dzień się kończy. I cudownie jest myśleć, że nadejdzie następny.”

Ozdobą powieści są czarno-białe zdjęcia klasyka polskiej fotografii Jana Bułhaka. Do książki załączone są dwie wkładki z mapami: Jezior Wigierskich oraz „Szlakiem Bobra” – od Augustowa do Augustowa. Powieść „Czarna Hańcza” Wandy Miłaszewskiej jest dostępna również na stronach Podlaskiej Biblioteki Cyfrowej: http://pbc.biaman.pl/dlibra/docmetadata?id=18046 

Wanda Miłaszewska zginęła wraz z mężem pod gruzami zawalonego domu podczas Powstania Warszawskiego w dniu 10 sierpnia 1944 r. 

Wydawnictwo: Księgarnia Świętego Wojciecha. Poznań – Warszawa – Wilno - Lublin
Rok wydania: 1931
Liczba stron: 233

poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Magnetyzer"


Konrad T. Lewandowski "Magnetyzer"


„Magnetyzer” to pierwsza część kryminalnego cyklu powieściowego Konrada T. Lewandowskiego, którego bohaterem jest młody, zdolny warszawski policjant Jerzy Drwęcki. Podobnie jak w pozostałych książkach serii, akcja utworu toczy się w Warszawie pod koniec laty dwudziestych ubiegłego wieku. Miałem już okazję zapoznać się z przygodami komisarza przy okazji lektury „Bogini z labradoru” oraz „Perkalowego dybuka.” Recenzje tych powieści Czytelnik znajdzie w listopadowych i grudniowych postach na blogu.

Tym razem Jerzy Drwęcki tropi tajemniczego zakonnika, posiadającego nieziemską moc wpływania na ludzi. Zakonnik wszedł posiadanie tajemniczej księgi z zapiskami Władimira Iwanowicza Razguninowa, osobistego cesarskiego magnetyzera. Korzystając z zawartej w niej wiedzy ów zakonnik doprowadził wiele młodych kobiety do popełnienia samobójstwa.

Nie zdradzę wiele pisząc, że kluczowe znaczenie dla rozwikłania sprawy mają opowieści weterana powstania styczniowego – wujaszka Hiacyntusa. Historia przodka starego wiarusa, podporucznika Jana Fedorczyka okazuje się mieć związek z prowadzonym śledztwem, a ściślej mówiąc z zapiskami Razguninowa. Lewandowski bardzo sprawnie wplata w treść historię sprzed lat, ubarwiając fabułę powieści i napędzając jednocześnie ślamazarnie prowadzoną przez komisarza sprawę.

Podobnie jak w wymienionych wcześniej powieściach, Jerzy Drwęcki „korzysta z usług” warszawskiego podziemia przestępczego. Okazuje się, że czasem łatwiej się dogadać z rzezimieszkami niż uzyskać pomoc ze strony przedstawicieli władzy duchownej z kardynałem Aleksandrem Kakowskim na czele.

Na kartach „Magnetyzera” mamy okazję wraz z komisarzem do zapoznania się ze śmietanką kulturalną stolicy dwudziestolecia międzywojennego. Tym razem w powieści zagościli m.in. poeci Julian Tuwim, Tadeusz Boy-Żelenski, Antoni Słonimski, rzeźbiarz Xawery Dunikowski, lekkoatleta Janusz Kusociński oraz stali bywalcy cyklu: pułkownik Bolesław Wieniawa-Długoszowski, filozof Franciszek Fiszer oraz sam komendant Józef Piłsudski. Warto odnotować także, że oprócz wymienionych wyżej znakomitości, w książce pojawia się urocza Marysia, przyszła małżonka komisarza Drwęckiego.

Jak wspomniałem na początku, recenzje kryminałów Konrada T. Lewandowskiego zamieszczam w porządku w jakim miałem przyjemność je przeczytać, a nie w jakim zostały wydane. Sugeruję jednak Czytelnikom lekturę cyklu we właściwej kolejności i rozpoczęcie jej właśnie od "Magnetyzera."

Książka przeczytana w grudniu 2013 r.
 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-7384-597-8
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 235

Moja ocena: 4/6

czwartek, 5 grudnia 2013

"Bogini z labradoru"


Konrad T. Lewandowski "Bogini z labradoru"


Zbrodnie, okultyzm, intrygi i seks wypełniają powieść Konrada T. Lewandowskiego „Bogini z labradoru.” Dużo się dzieje a zaczyna dość banalnie. Z podróży poślubnej wraca świeżo upieczony małżonek, nadkomisarz policji Jerzy Drwęcki. Na warszawskim dworcu kolejowym czeka na niego pułkownik Wieniawa-Długoszowski. Mamy jesień 1928 r. Wkrótce rozpoczną się uroczystości dziesiątej rocznicy odzyskania niepodległości. Wieniawa obawia się, że przygotowania do obchodów może zakłócić sekta okultystów, w skład której wchodzi wielu stołecznych prominentów. Okazuje się, że stowarzyszenie okultystów-patriotów Astral Narodu do swojej działalności wciągnęło samą panią Komendantową. Pułkownik prosi Drwęckiego aby zajął się tą sprawą. Działać trzeba dyskretnie, gdyż okultyści wszędzie mają swoich ludzi. Po pewnym czasie okazuje się, że kluczowe znaczenie dla sprawy ma tajemniczy posąg bogini wykonany z minerału zwanego labradorem. 

Konrad T. Lewandowski wiele miejsca poświęcił sekretom alkowy młodego małżeństwa. Marysia Drwęcka nie należy do kobiet pruderyjnych. Kiedy mąż jest w pracy, ona dokształca się czytając „Kamasutrę.” Śmiało eksperymentuje w łóżku a jej rozciągliwe, ponętne ciało kusi Jerzego każdego ranka i wieczora. Co ciekawe, po upojnych uniesieniach małżonka nadal jest głodna wrażeń. Nie chodzi jej jednak o kolejne łóżkowe wygibasy a o wojenne przeżycia małżonka. Okazuje się bowiem, że przedmałżeńskie życie Drwęckiego pełne jest skrywanych przed nią mrocznych tajemnic. Kilka lat przed objęciem stanowiska nadkomisarza, mąż Marysi brał udział w krwawych walkach w obronie Lwowa. Z jego ręki padło kilkudziesięciu żołnierzy. Niejednokrotnie otarł się o śmierć. 

W powieści przewija się szereg barwnych postaci. Niektóre z nich, jak babcia i wujaszek Hiacyntus znamy z innych tomów serii. Oprócz nich na pierwszy plan wysuwa się członkini sekty, dyrektorowa  Zasławska oraz Gryfek, lwowski złodziejaszek, który pod kuratelą nadkomisarza toczy walkę o zejście z niecnej drogi przestępstwa. Ci dwoje są dawnymi towarzyszami walk Jerzego Drwęckiego. O odzyskanie posążku bogini stara się przybyły z Anglii detektyw Pulteney. Po ulicach Warszawy grasuje psychopatyczny morderca, który siejąc postrach wśród prostytutek spędza sen z powiek organizatorom obchodów rocznicowych, obawiających się wybuchu paniki wśród mieszkańców miasta. Również i temu psychopacie zależy na zdobyciu posągu bogini. Pod nadkomisarzem kopią dołki jego podkomendni, którzy tylko czyhają na to aby Drwęckiemu podwinęła mu się noga. Prym w tym wiedzie jego były zwierzchnik Sawilski. Jerzy ma również okazję do spotkania z dwiema postaciami historycznymi. Kilkakrotnie rozmawia z poetą Witoldem Gombrowiczem, jest mu dany także zaszczyt uściśnięcia dłoni marszałka Piłsudskiego.

Sam wątek kryminalny w powieści nie jest zbyt rozbudowany. Mimo, że w podtytule nieco mniejszą czcionką wydrukowano napis: „powieść kryminalna” po zakończeniu lektury miałem wrażenie, że przeczytałem książkę przygodową. Bardzo dobrą, z wartką akcją, doprawioną sporą porcją humoru, ale jednak przygodową. Polecam.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-7384-655-5
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 262

Moja ocena: 5/6

sobota, 2 listopada 2013

"Młodość i gwiazdy"


Eugeniusz Paukszta "Młodość i gwiazdy"


Początek lat 70-tych ubiegłego wieku. Wrzesień. Ostatni miesiąc studenckich wakacji. Jola, Zośka, Bożena, Antek i Marek przybywają do leśniczówki zagubionej w puszczy nieopodal Złocieńca. Stąd zamierzają wyruszyć na wędrówkę szlakiem walk na Wale Pomorskim. Nie jest to jednak zwykła wyprawa studencka. Historia o opowiedziana przez starego leśniczego sprawia, że studenci postanawiają przywrócić tożsamość dwojgu żołnierzy pochowanych w bezimiennych grobach. Tymczasowo nazywają ich Cecylią i Janem. Razem z poznanym na zlocie kombatanckim starym wiarusem Wiernikiem starają się, aby na tabliczki przybite na brzozowych krzyżach wróciły prawdziwe imiona tych, którzy polegli za Polskę.

Kilka dziewczyn i chłopaków, sami w lesie… romantyczne spacery, wyznania. Wydawałoby się, że natury nie da się oszukać. A jednak Eugeniusz Pauszta tak skomplikował wzajemne relacje pomiędzy bohaterami, że aby udało uszczknąć coś więcej niż pocałunek biedna Zośka musiała szukać adoratorów poza skromnym gronem kolegów, a Marek tak zapatrzył się na woltyżerkę z cyrku, który zawitał do miasteczka, że podążał jej śladem, zapominając o pozostawionych w leśniczówce przyjaciołach. Pięknie potrafi Paukszta pisać o miłości i moralności.  Odważnie nawet, jak na czasy późnego Gomułki. O wyborach, dylematach i postawach życiowych młodych ludzi, którym pęd do kariery nie przesłonił do końca spojrzenia na życie, również możemy poczytać w powieści.

Eugeniusz Paukszta pisał o sobie: "Sporo lat param się piórem. Niezła sterta książczyn wyrosła na półce. Pojmuję pisarstwo jako bezpośrednio i zawsze związane z ludźmi, stąd potrzeba wiedzy o nich i ukochania ich. Jest tu zawarty bezwzględny postulat uczciwości wewnętrznej, pełnej wiary, w to co się pisze, bez oglądania się na koniunkturę prawa, do indywidualnego wyboru, żądania zaufanie do pisarza.”.[1]

Pisarz  w swoich utworach często poruszał problematykę związaną z Ziemiami Odzyskanymi. W powieści „Młodość i gwiazdy” mamy ponadto wiele odniesień do II wojny światowej, wspomnienia kombatantów przeplatają się z refleksjami młodych ludzi. Autor zadbał również o urozmaicenie książki wątkami sensacyjnymi. Studenci pomagają leśniczemu w walce z kłusownikami oraz wnoszą spory wkład w rozpracowanie afery szpiegowskiej. Uczestniczą także jako statyści w zdjęciach do filmu realizowanego w pobliskim miasteczku.[2] Wszystko to dzieje się w malowniczej scenerii pomorskich lasów i jezior tak ukochanych przez Eugeniusza Pauksztę.



Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Rok wydania: 1972
Liczba stron: 386

Moja ocena: 4+/6


[2] Prawdopodobnie chodzi tu o film „Kierunek Berlin.”





wtorek, 15 października 2013

"Pan Samochodzik i Zamek w Chęcinach"


Tomasz Olszakowski "Pan Samochodzik i Zamek w Chęcinach"


Niezbyt często czytuję kontynuacje przygód Pana Samochodzika, które nie wyszły spod pióra Zbigniewa Nienackiego. „Pan Samochodzik i Zamek w Chęcinach” to chyba trzecia pozycja z około stu wydanych przez wydawnictwo Warmia, na którą poświęciłem trochę czasu. Nienacki najczęściej wysyłał swojego bohatera na Pojezierze Mazurskie, kontynuatorzy jego dzieła są bardziej „rozrzutni.” Pan Tomasz lub jego odświeżone wcielenie – Paweł Daniec odwiedzają różne tajemnicze zakamarki naszego kraju. Kilka razy odwiedzili bliski memu sercu region świętokrzyski, w tym położone nieopodal Kielc urokliwe miasteczko – Chęciny.

Z miasteczkiem tym wiąże się wiele legend, m.in. o skarbach z czasów Królowej Bony, które zostały ukryte gdzieś w podziemiach zamku. Wokół wąskich uliczek Chęcin przycupnęły malownicze kamieniczki. W miasteczku znajdują się kościółki, klasztory oraz szkoły. I to właśnie nauczyciel pracujący w jednej z nich, pasjonat latania stracił przytomność po wypadku motolotni. Do jego domu dokonano włamania. Nie wiadomo co zostało skradzione, na miejscu przestępstwa znaleziono jedynie bardzo stary, złoty widelec. Czy to część większego skarbu?

Celem rozwiązania tej sprawy do wiekowych Chęcin zostaje wysłany nasz bohater Paweł Daniec. Odtwarza on ostatnie poczynania nauczyciela, przeszukuje sztolnie wokół górującego nad miejscowością zamku królewskiego z przełomu XIII i XIV wieku. Zapuszcza się także do tajemniczych piwnic chęcińskich kamieniczek. W powieści pojawia się także zagadkowy przybysz z Dagestanu. Również kilku osobników utrudni naszemu bohaterowi rozwiązanie zagadki. Na kartach powieści zagości także mentor Pawła Dańca, a nasz stary znajomy Pan Tomasz.

Mimo dobrze zarysowanej akcji, książka sprawia wrażenie, że Tomasz Olszakowski musiał zmieścić się w ściśle określonej liczbie znaków i nie mógł jej przekroczyć. Szkoda, bo wyszedł nam z tego zalążek dobrej książki a nie gotowa powieść. Odniosłem wrażenie, że ostatnie strony książki były pisane w pośpiechu, a autor nie bardzo wiedząc jak rozwiązać sprawę zakończenia, wprowadził do akcji Pana Samochodzika i wszystkie zagadki niemal od razu zostały rozwikłane. Autor prawdopodobnie odwiedził Chęciny, choć w książce  trafiają się niewielkie nieścisłości natury geograficzno-lokalizacyjnej.  

Mam jeszcze w planach lekturę dwóch powieści o Panu Samochodziku, których akcja toczy się na Ziemi Świętokrzyskiej: „Zamek w Baranowie Sandomierskim” oraz „Święty Graal.” Pewnie ich recenzje pojawią za jakiś czas na blogu.


(Książka przeczytana w marcu 2013 r.)
 
Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 8385875921
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 161

Moja ocena: 3+/6


Ruiny średniowiecznego zamku w Chęcinach skrywają wiele tajemnic. Poniższe zdjęcie wykonałem kilka lat przed przeczytaniem książki.



wtorek, 8 października 2013

Mariusz Jaksa Czoba - komentarz do recenzji "Tajemnicy Starych Dunajczysk"


Mariusz Jaksa Czoba to pierwszy autor, który odwiedził naszego bloga. Na początku września miałem przyjemność zrecenzowania jego debiutu literackiego - książki „Tajemnica Starych Dunajczysk.” Zapytałem również autora o jego dalsze plany pisarskie, w tym o to czy jest w nich ujęta praca nad kontynuacją powieści. A oto co Mariusz napisał w komentarzu do recenzji:

Bardzo dziękuję za tak wysoką ocenę powieści. Cieszy mnie ona straszliwie. Dobre słowo o książce jest dla autora jak kroplówka ratująca życie.

Nie jest pewne, czy powstanie kontynuacja. Na razie nie powstaje... Po ukończeniu "Dunajczysk", jakby z rozpędu rozpisałem szczegółowy plan drugiej części (rozgrywającej się w innym zakątku Polski), ale pisanie powieści porzuciłem i tak jest do dzisiaj...

Samo pisanie lubię, bo to bardzo przyjemny stan, kiedy jest się "Tam" (np. w Starych Dunajczyskach) i ma się wpływ dosłownie na wszystko, np. czy bohater skręci w prawo, w lewo, czy skręci nogę. Słowem, można tworzyć własne, lepsze (?) światy, do których potem przychodzą inni (czytelnicy).

Ale pisanie książki - jeśli wszystko ma się w niej trzymać kupy - trwa długo, a potem trzeba znaleźć wydawcę, wypromować ją i sprzedać. A to jest dla mnie trudniejsze niż napisanie książki. No i wynik jest taki, że "Tajemnica Starych Dunajczysk" nie ma żadnej reklamy, promocji, patronatów medialnych. O jej istnieniu nie wie prawie nikt, nawet ci, którzy chcieliby przeczytać ciekawą książkę przygodową w dobrym stylu.

Gdyby nie łańcuch informacyjny kolejnych czytelników, którzy polecają książkę następnym, o "TSD" nie wiedziałby zupełnie nikt. Może coś się zmieni dzięki takim miejscom w sieci jak ten blog.

Podobno w sercu afrykańskiej dżungli istnieje fabryka samochodów lepszych od rolls royce. Co z tego, skoro nikt na świecie o niej nie wie... ;D

Twórcy tego bloga gratuluję świetnego pomysłu, życzę wytrwałości i sukcesów w budowaniu projektu. Niech ten adres w sieci stanie się podręcznym kompendium książki przygodowej dla każdego (jeśli nie encyklopedią gatunku). I jeszcze raz dziękuję za sympatyczną i wartościową recenzję.


m.j. czoba

http://ksiazkiprzygodowe.blogspot.com/2013/09/tajemnica-starych-dunajczysk-mariusz.html 


O książce „Tajemnica Starych Dunajczysk” możecie również pogawędzić na forum:

http://pansamochodzik.ok1.pl/viewtopic.php?t=1915