Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warmia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warmia. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lipca 2017

„Zamek biskupów w Lidzbarku Warmińskim”



Małgorzata Jackiewicz-Garniec, Mirosław Garniec
„Zamek biskupów w Lidzbarku Warmińskim”

Przewodnik


Zamek biskupów w Lidzbarku Warmińskim. Zbudowany w latach 1350-1401, należy do najcenniejszych zabytków architektury gotyckiej w Polsce. Jest znakomicie zachowany, w ogromnej części autentyczny. Był główną siedzibą biskupów warmińskich – od 1350 do 1795 roku i stolicą ich księstwa – Warmii, należącej od 1466 roku aż do I rozbioru do Rzeczypospolitej. Wśród rezydujących na zamku biskupów byli wybitni uczeni, mężowie stanu, humaniści, m.in. Stanisław Hozjusz Jan Dantyszek, Ignacy Krasicki. Mieszkał tu również Mikołaj Kopernik, pełniący funkcję sekretarza i lekarza biskupów warmińskich.




Zamek jest oddziałem Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Prezentuje bogate zbiory od sztuki gotyku Warmii i Prus Książęcych, przez dawną broń, rzemiosło artystyczne, po malarstwo polskie, organizuje wystawy czasowe, a co roku na przełomie lipca i sierpnia odbywa się tu festiwal muzyki dawnej.




Wydawca: Studio Wydawnicze ARTA  Mirosław Garniec
 tel./fax: 89 526 55 07, tel. 603 937 317 
ISBN: 978-83-912840-1-8
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 88


wtorek, 4 lipca 2017

„Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich”



Małgorzata Jackiewicz-Garniec, Mirosław Garniec 
„Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich”
Dobra utracone czy ocalone?


Pierwszy tak szeroki katalog zachowanych pałaców i dworów z obszaru południowych dawnych Prus Wschodnich (Warmia i Mazury), od 1945 roku leżącego w granicach Polski. Opisuje 329 rezydencji. Najciekawsze z nich przedstawione zostały w Albumie, bogato ilustrowanym, z szerokimi opisami. Część druga - Katalog - mieści w układzie alfabetycznym wszystkie zachowane pałace i dwory, z opisem i czarno-białą fotografią (obiekty przedstawione wcześniej w Albumiemają stosowne odnośniki). Książka zawiera m.in. prawie 470 fotografii (w tym 229 barwnych), materiały archiwalne, rzuty parterów oraz 56 specjalnie opracowanych - na podstawie przedwojennych map - planów założeń zespołów pałacowo- i dworsko-parkowych. Schematyczna mapa regionu pokazuje usytuowanie poszczególnych obiektów i umożliwia wykorzystanie książki jako przewodnika. Na początku zamieszczone zostały teksty dawnych mieszkanek Prus Wschodnich: dr Marion Gräfin Dönhoff i Adelheid Gräfin Eulenburg oraz historyka sztuki, dr Kamili Wróblewskiej.



Zespół pałacowo-parkowy, Kwitajny.


W obecnym, III wydaniu opisy pałaców i dworów zostały uzupełnione nowymi informacjami uzyskanymi m.in. od przedstawicieli rodów szlachty pruskiej. Ujęto 26 nowych obiektów oraz powiększono liczbę fotografii. W kilku wypadkach, gdzie - w wyniku remontu - wygląd zabytku uległ zmianie, fotografie zostały uaktualnione. Prawie przy wszystkich obiektach zamieszczono informację o stanie własności.



Zespół pałacowo-parkowy, Prosna.


Źródło:

Recenzje publikacji:


Wydawca: Studio Wydawnicze ARTA  Mirosław Garniec
 tel./fax: 89 526 55 07, tel. 603 937 317 
ISBN: 978-83-91-28402-5
Rok wydania: 2001
Liczba stron: 400



wtorek, 27 czerwca 2017

”Zamki państwa krzyżackiego w dawnych Prusach”



Małgorzata Jackiewicz-Garniec, Mirosław Garniec

”Zamki państwa krzyżackiego w dawnych Prusach”
Powiśle, Górne Prusy, Warmia, Mazury


"Zamki państwa krzyżackiego w dawnych Prusach" to kolejna książka z serii zapoczątkowanej doskonale przyjętymi przez recenzentów i Czytelników "Pałacami i dworami dawnych Prus Wschodnich". Tym razem autorzy oprowadzają nas po pięknych i tajemniczych zamczyskach Warmii i Mazur, Powiśla i historycznych Górnych Prus - śladami ich twórców, rycerzy-mnichów.



Zamek krzyżacki komornicki, Bezławki 


Książka łączy zalety albumu, publikacji popularnonaukowej i bedekera. Zawiera 475 fotografii i, absolutne novum, 21 malarskich rekonstrukcji gotyckich zamków w formie średniowiecznych malowideł oraz mapy, plany, rysunki i panoramy starych mistrzów, dzięki którym poznajemy pejzaż dawnych Prus. Ciekawie i szczegółowo opisuje 47 warowni krzyżackich, biskupich i kapitulnych wraz z dziejami powstających wokół nich miast. Historię i architekturę regionu przybliżają artykuły pióra wybitnych uczonych - prof. Mariana Arszyńskiego i dr Janusza Trupindy, a dokładna mapa historyczno-turystyczna ułatwia wykorzystanie książki jako przewodnika.



Zamek kapituły pomezańskiej, Szymbark


Gratką dla pasjonatów historii architektury będzie opis systemu warowni krzyżackich z dokonanym po raz pierwszy wyodrębnieniem modeli zamków, według których wznoszono siedziby niższych urzędników (wójtów, prokuratorów i komorników) - do tej pory znany był jedynie model najważniejszego zamku - komturskiego. (Kajetan Wróblewski)


Źródło:


Wydawca: Studio Wydawnicze ARTA  Mirosław Garniec

tel./fax: 89 526 55 07, tel. 603 937 317 
ISBN: 978-83-912840-5-6
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 456



poniedziałek, 5 grudnia 2016

„Zapiski Hansa Heinricha”



Michał Młotek „Zapiski Hansa Heinricha”

Patronat medialny: ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA


Wkrótce po ukazaniu się zbierającej bardzo pochlebne recenzje książki „Noc patagonów”, na forach internetowych zaczęły gościć pytania, kiedy Michał Młotek spełni swe obietnice i w księgarniach pojawi się jego kolejna powieść adresowana do szerokiego kręgu miłośników historii i poszukiwaczy pamiątek przeszłości[1]. Upłynął ponad rok i do drzwi wielu z nich, do moich również, zapukał listonosz wręczając przesyłkę z „Zapiskami Hansa Heinricha”. Obietnica autora została zatem zrealizowana, i to z nawiązką.

Tym razem bohaterowie powieści będą zmagać się z rozwiązaniem aż dwóch zagadek historycznych. Korzenie pierwszej z nich sięgają początków drugiej dekady XIX stulecia, kiedy to przez tereny Warmii i Mazur powracały niedobitki Wielkiej Armii Napoleona po zakończonej klęską wyprawie na Moskwę. Na ślad wędrówki jednego z takich rozbitych oddziałów napoleońskich natrafia pewien poszukiwacz skarbów. Odszukując krok po kroku kolejne pamiątki sprzed wieków, pragnie aby jego odkrycia „rzuciły nowe światło” na dzieje tak bliskiego mu regionu. Z szeregu mglistych hipotez zaczynają wyłaniać się historie i dramaty żywych ludzi - żołnierzy, który walczyli nie tylko z wrogiem, lecz także z głodem i dokuczliwym mrozem. 

Druga historia związana jest ze schyłkową fazą innego konfliktu zbrojnego. W styczniu 1945 r. przez te same tereny przedzierali żołnierze w niemieckich mundurach. Po kilkudziesięciu latach bohater powieści nawiązuje kontakt z bratem jednego z nich. Sędziwy staruszek zwraca się z prośbą o pomoc w odszukaniu rodzinnych pamiątek ukrytych na zalesionym wzgórzu. Trójka poszukiwaczy, do bohatera dołączają bowiem dwaj koledzy, sprawdzając za pomocą wykrywaczy metali różne miejsca i odnajdując rozmaite artefakty przenosi się myślami do mroźnych zimowych dni, kiedy osaczeni hitlerowcy marzyli tylko o tym aby nie wpaść w ręce czerwonoarmistów. Wyobrażają sobie przy tym jak zmienił się przez te kilka dziesięcioleci od zakończenia wojny obszar objęty ich poszukiwaniami.




Powieść jest bardzo pomysłowo skonstruowana. Michał Młotek opisując przygody poszukiwaczy wplata w treść liczne nawiązania do historii związanych z odkryciami depozytów dokonanych na ziemiach polskich przed wybuchem II wojny światowej. Jest to bez wątpienia podpowiedź dla mniej doświadczonych pasjonatów eksploracji gdzie warto szukać informacji o miejscach, w które należy wybrać się z wykrywaczem metali. Takich wskazówek na kartach książki jest oczywiście o wiele więcej. Są one dawkowane przez autora bardzo subtelnie. Co kilka, lub kilkanaście stron niby mimochodem znajdziemy jedną, dwie sugestie dotyczące np. wykorzystania nowych technologii w poszukiwaniach skarbów, niezbędnego ekwipunku jaki należy zabrać na wyprawę, konserwacji i ewidencjonowania znalezisk czy bezpieczeństwa w czasie eksploracji. Dzięki takim zabiegom nie ulega zaburzeniu dynamika akcji a książkę z napięciem czytamy aż do ostatnich stron.

Doszedłem do miejsca, w którym muszę pochwalić autora za umiejętność stworzenia klimatu, który tak dobrze znany jest licznym rzeszom pasjonatów wykorzystujących każdą wolną chwilę aby udać się w teren i przeczesać go swoim Minelabem, Rutusem, czy popularnym „kanarkiem”[2] w nadziei na dokonanie niezwykłych odkryć. Każda z takich osób niejednokrotnie przeżyła ten niezwykły moment nadziei i niepewności, gdy po usłyszeniu sygnału wykrywacza i wbicia saperki w ziemię lokalizowała artefakt a późnej dokonywała pierwszej identyfikacji znaleziska. Każdy poszukiwacz zmęczony i zniechęcony wielogodzinnym spacerem połączonym z brakiem interesujących znalezisk wie dobrze, że gdy dotrze do miejsca, w którym dźwięczny sygnał wykrywacza oznajmi mu zaleganie cennego numizmatu, odzyska animusz i poczuje nagły przypływ sił, pozwalający na dalszą, długą jeszcze wędrówkę. Takich relacji nie poskąpił oczywiście autor na kartach swej powieści.

Po „Zapiski Hansa Heinricha” warto sięgnąć szczególnie w zimowe dni, kiedy nieprzyjazna poszukiwaczom temperatura nie pozwala na wbicie saperki w zmrożoną ziemię. To idealny czas na lekturę książek, słuchanie wspomnień odchodzących świadków przełomowych wydarzeń w dziejach naszego kraju i na analizy starych map. To czas na pochylenie się nad przedmiotami, które wydarliśmy ziemi w czasie wiosennych, letnich i jesiennych eskapad. Każdy z nich ma swoją historię, o czym zapomina wielu młodych poszukiwaczy zaślepionych znalezieniem odznaki, rzadkiego guzika, medalika czy monety. Za wieloma znaleziskami w naszych zbiorach kryją się bowiem ludzkie dramaty. O poruszeniu i tego aspektu poszukiwań nie zapomniał oczywiście autor w swojej nowej książce. Polecam.


Wydawca: Księgarnia Poszukiwacza
Patronat medialny: Zapomniana Biblioteka
ISBN: 978-83-942534-2-4
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 167

Książkę nabyć można tutaj: http://bit.ly/2gcwhob




[1] Recenzja powieści „Noc patagonów”: http://www.zapomnianabiblioteka.pl/2015/07/noc-patagonow.html
[2] Popularne marki i zwyczajowa nazwa wykrywaczy metali.

środa, 23 listopada 2016

Nowości Pracowni Wydawniczej ElSet



Sebastian Mierzyńki „Muza Krasickiego”


„Muza Krasickiego to kolejna powieść przygodowa, opowiadająca o poszukiwaniu skarbów. Tym razem zapraszam do poznania historii lidzbarskiego zamku oraz okolic tego urokliwego miasteczka. Zachęcam do wędrówki szlakiem wyznaczonym przez przygody głównego bohatera. Czy odnajdziecie skarb? Nie wiem. Ja go znalazłem. Dla mnie jest nim odkrywanie świata, w którym żyli ludzie przed wiekami. Oddaję w Państwa ręce książkę, która powstała z potrzeby przeżycia przygody. W lidzbarskim Hotelu Krasicki gościłem kilka dni na początku pewnej zimy. Odkrywałem na nowo znane mi miejsce i szukałem Muzy. Ona przyszła niespodziewanie. Najpierw wychynęła zza półek hotelowej biblioteki, nawiedzała mnie wieczorem z każdą bajką Krasickiego, pojawiającą się na poduszce w hotelowym pokoju w starannie zwiniętym ruloniku. W końcu dopadła mnie w podziemiach lidzbarskiego zamku. Spojrzała na mnie z fresków na krużgankach. Kim jest ta Muza? Czy jest nią św. Katarzyna, której pomnik stoi na przedzamczu? Czy skrywa się w innej tajemnicy? 

Będę szczęśliwy, jeśli ta powieść stanie się przewodnikiem po choćby fragmencie tej minionej rzeczywistości. Może odnajdziecie Państwo tam to, co i ja znalazłem, a będę uradowany, jeśli odkryjecie więcej. Poznajcie historię miejsca, gdzie przebywali m.in. Mikołaj Kopernik, Ignacy Krasicki czy Napoleon Bonaparte." (Sebastian Mierzyński - autor)

Sebastian Mierzyński – ur. 28 października 1972 r. w Biskupcu. Doktor historii, dziennikarz, pracownik Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Autor książki „Tajemnice zamku w Rynie” oraz 28 tytułów z serii „Pan Samochodzik i...”, pisanych pod pseudonimem Sebastian Miernicki. Wykorzystując wiedzę historyczną i pasję podróżniczą, pokazuje Czytelnikom uroki pięknego regionu Warmii i Mazur, jego skomplikowaną i intrygującą historię. W swoich książkach stara się docierać do ludzi o interesujących życiorysach i ciekawych pasjach.

Książkę wydano z inicjatywy Hotelu Krasicki**** w Lidzbarku Warmińskim.

Źródło:


 Wydawca: Pracownia Wydawnicza ElSet
ISBN: 978-83-64736-64-3
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 240



Janusz Jasiński „Niektóre zwyczaje pogrzebowe na Polskiej Warmii 
w ostatnich dziesięcioleciach XIX i pierwszych XX wieku”


Najnowsza publikacja profesora Janusza Jasińskiego „Niektóre zwyczaje pogrzebowe na Polskiej Warmii w ostatnich dziesięcioleciach XIX i pierwszych XX wieku”, jak sam tytuł wskazuje, dotyczy problematyki tradycyjnego dla naszego regionu obrządku chowania zmarłych.  Autor sięgnął do źródeł archiwalnych i pokazał m.in nekrologii zamieszane w olsztyńskiej prasie, przedstawił, jak wyglądał i ile kosztował tradycyjny pogrzeb. Praca zawiera również zdjęcia cennych, historycznych inskrypcji nagrobnych, które „były i są widomym znakiem pamięci o zmarłych”.

Źródło:


Wydawca: Pracownia Wydawnicza ElSet
ISBN: 978-83-64736-61-2
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 76


Pracownia Wydawnicza ElSet na Facebooku:


sobota, 27 lutego 2016

„Krypta Hindenburga”




Krzysztof Beśka „Krypta Hindenburga”


„Krypta Hindenburga” jest drugą powieścią Krzysztofa Beśki, w trakcie lektury której mamy okazję spotkać się z dziennikarzem Tomaszem Hornem. I tym razem, bohater zmaga się z rozwiązaniem zagadki historycznej, której korzeni należy poszukiwać na Warmii i Mazurach w ostatnich miesiącach II wojny światowej. Nim zimą 1945 r. wycofujące się oddziały niemieckie wysadziły mauzoleum marszałka Hindenburga, wywieziono stamtąd nie tylko trumny ze szczątkami dowódcy zwycięskiej armii spod Tannenbergu i jego żony lecz także tajemniczą skrzynię. Po kilkudziesięciu latach zza Odry do Polski przybywają ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, aby znaleźć się w posiadaniu ukrytego przed nadciągającą Armią Czerwoną depozytu.

Hornowi w jego poczynaniach sekunduje piękna kobieta, młoda i seksowna niemiecka policjantka polskiego pochodzenia, Joanna Klose. Na kartach książki pojawia się także znajoma Horna z powieści „Ornat w Krwi” – pani archeolog Ewa Rimmel, lecz tym razem jej wkład w rozwikłanie tajemnicy sprzed lat jest jedynie epizodyczny. Dziennikarz jak zwykle kilkukrotnie zostaje solidnie poturbowany, na domiar złego traci pracę, a jego przyjaciel zostaje uwikłany w morderstwo ukraińskiej prostytutki.





Znacznie bardziej pasjonujące od przygód Tomasza Horna, są jednak dramatyczne, mroczne i pełne napięcia historie rozgrywające się  przed niemal siedemdziesięciu laty w Tannenberg-Denkmal i okolicach. Karkołomna podroż ciężarówką z bezcennym ładunkiem przez pokryte śniegiem mazurskie bezdroża, na których zaczynają się już pojawiać czołgi z wymalowaną czerwoną gwiazdą na wieżyczce, czy oczekiwanie niemieckich mieszkańców Prus Wschodnich na ostatni pociąg, który może uchronić ich przed nieuchronnie zbliżającymi się sołdatami…  Trochę szkoda, że autor nie powędrował tym tropem i nie stworzył stricte wojennej powieści przygodowej.

Podobnie jak w przypadku pierwszej z książek Krzysztofa Beśki o przygodach Tomasza Horna pt. „Ornat z krwi”[1], również na ponad czterystu stronach niniejszej powieści nie brakuje niespodziewanych zwrotów akcji, pełnych niebezpieczeństw eskapad ciemnymi korytarzami dawnych pruskich budowli, pościgów i strzelanin. Sceneria mazurskich miasteczek, dynamiczna fabuła, kilka splatających się wątków, wszystko to sprawia, że książkę która choć ukazała się w sezonie zimowym, można polecić jako całkiem niezłą lekturę na kilka wakacyjnych wieczorów.


Wydawnictwo: Oficynka
ISBN: 978-83-64307-76-8
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 444

czwartek, 9 lipca 2015

„Skrzynie Sturmbannführera”




Luiza Frosz „Skrzynie Sturmbannführera”


Połowa lipca. Warszawa. Biuro Pawła Dańca, urzędnika Ministerstwa Kultury i Sztuki zajmującego się rozwiązywaniem zagadek związanych z kradzieżami dzieł sztuki i odszukiwaniem zabytków zrabowanych w latach wojny. Zmagania z przemytnikami dzieł sztuki wiążą się z częstymi wyjazdami służbowymi w różne, często odległe zakątki naszego kraju. To bardzo pasjonujące, absorbujące, ale także stresujące zajęcie. Dlatego też Daniec co roku z utęsknieniem oczekuje na nadejście lata, kiedy to ma nadzieję na relaks w malowniczej scenerii mazurskich jezior i lasów. Niestety, zazwyczaj na nadziei się kończy, a w ostatniej chwili przed wyjazdem pojawia się przeszkoda sprawiająca, że zamiast błogiego lenistwa nad którymś z licznych mazurskich akwenów, wakacyjna wycieczka przeradza się pasjonującą, niebezpieczną przygodę.




Ten szablon wykorzystała również Luiza Frosz, autorka powieści „Skrzynie Sturmbannführera.” Jest to kolejna z książek serii „Pan Samochodzik i…” olsztyńskiego wydawnictwa Warmia. Zbyt kurczowe trzymanie się przez autorkę schematu sprawiło, że to właśnie pierwsze strony powieści były dla mnie najtrudniejsze do przebrnięcia. Na szczęście rozwój fabuły zrekompensował mi z nawiązką sztampowy początek. Akcja powieści rozgrywa się nad Jeziorem Narie, gdzie Paweł Daniec przy pomocy swego przyjaciela, detektywa Kamila Podworskiego, uczennicy klasy maturalnej – Kornelii oraz niezwykłego oryginała – Kompozytora usiłuje rozwiązać zagadkę, której korzenie sięgają  czasów okupacji niemieckiej. Historia prowadzi do Sturmbannführera Heinricha Winkle, który tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej ukrył gdzieś w okolicy skrzynie z tajemniczą zawartością. Oczywiście ochotę na odnalezienie depozytu ma jeszcze kilka innych osób, stąd też Daniec oraz jego przyjaciele muszą mieć oczy szeroko otwarte.

Luizie Frosz udało się dość wiernie odtworzyć klimat znany z klasycznych „samochodzików” autorstwa Zbigniewa Nienackiego. Moja ocena byłaby zapewne nieco wyższa, gdyby nie przeładowanie fabuły dynamiczną akcją. Bohaterowie niemal nie znajdują czasu, aby usiąść na chwilę przy ognisku, porozmawiać, nacieszyć się rześkością mazurskich nocy. Autorka zastosowała ciekawy zabieg, wplatając w fabułę powieści dramatyczne historie z lat II wojny światowej. Choć nie uniknęła kilku potknięć i nieścisłości, książka zasługuje na dość wysoką ocenę i może stanowić przyjemną lekturę podczas kilku wakacyjnych wieczorów.

Powieść Luizy Frosz „Skrzynie Sturmbannführera” zwyciężyła w drugiej edycji konkursu na Najlepszą Samochodzikową Książkę 2014 roku.[1]


Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 978-83-60586-36-6
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 179





[1] O powieści Luizy Frosz możecie podyskutować na Forum Miłośników Pana Samochodzika: http://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=2649 Zapraszam.

środa, 3 czerwca 2015

„Ciechocińska macewa”



Paweł Wiliński „Ciechocińska macewa”


„Ciechocińska macewa” jest już piątą powieścią Pawła Wilińskiego wydaną w serii „Pan Samochodzik i…” przez olsztyńskie wydawnictwo Warmia. Jedna z poprzednich książek autora – „Sekret drewnianej kapliczki”[1] została doceniona przez kapitułę konkursu na najlepszą Samochodzikową Książkę 2013 r., w którym została sklasyfikowana na wysokim, piątym miejscu.[2] Paweł Wiliński lubi umieszczać akcję powieści w doskonale znanych sobie miejscach. Stąd też często jego bohater rozwiązuje skomplikowane zagadki historyczno-kryminalne w Toruniu, Włocławku oraz pobliskich miejscowościach. Tak też jest w niniejszej książce. W jednym z wywiadów autor wspomniał, że do jej napisania zainspirowała go historia cmentarza żydowskiego w Ciechocinku, zniszczonego przez żołnierzy niemieckich w czasie II wojny światowej.[3]

Schemat fabuły „Ciechocińskiej macewy” jest nieco zbliżony do innej książki autora, którą nie tak dawno przeczytałem „Dwór Artusa w Toruniu.”[4] W obydwu powieściach impulsem do zmiany wakacyjnych planów Pawła Dańca jest niespodziewane wydarzenie pośrednio związane ze śmiercią. Jak pamiętamy w „Dworze Artusa”, w trudnych do wyjaśnienia okolicznościach rozstaje się z życiem słynny pianista, natomiast w niniejszej powieści autor na tamten świat wysyła pewnego ciechocińskiego antykwariusza. W obydwu książkach na plan pierwszy wysuwa się sprawa kryminalna, spychając na dalszy zagadkę historyczną.

Nim jednak pan Edward Różycki spojrzał w twarz św. Piotra, zdążył dotrzeć do niewielkiego pokoiku w Ministerstwie Kultury i Sztuki, zajmowanego przez detektywa specjalizującego się w poszukiwaniu zaginionych zabytków. To wspomniany wcześniej Paweł Daniec. Różycki opowiada mu historię o odnalezieniu przez pewnego osobnika macewy z cmentarza żydowskiego. Obiekt jest unikatem, dotychczas uważano bowiem, że nie zachowała się żadna macewa z ciechocińskiego kirkutu. Posiadacz macewy zamierzał ją sprzedać za niebagatelną sumę stu tysięcy zł. Nie znalazł  jednak kupca i wkrótce ślad po nim zaginął. Pan Edward prosi naszego bohatera, aby przyjechał do Ciechocinka i spróbował odnaleźć tajemniczego handlarza. Sytuacja w ministerstwie sprawia jednak, że Daniec nie może natychmiast zająć się sprawą, lecz obiecuje przyjechać za dwa tygodnie. Niestety wkrótce po spotkaniu muzealnik słyszy przykry komunikat radiowy, z którego wynika że antykwariusz popełnił samobójstwo. Daniec zaczyna podejrzewać, że za samobójstwem Edward Różyckiego coś się kryje. Odbiera telefon od siostry zmarłego, która chce aby pomógł jej wyjaśnić sprawę śmierci brata, po czym wyjeżdża do słynnego nadwiślańskiego uzdrowiska.

Autor starał się dopracować wszelkie detale powieści. Jeśli bohaterowie gotują obiad, nie jest on określony tylko jednym słowem – „pyszny”, ale nad stołem unosi się zapach gotowanego mięsa, pietruszki i przypraw. Znacznie mniej jest także w książce „encyklopedycznych” wstawek historycznych, niekoniecznie mających istotny wpływ na przebieg akcji. Wśród postaci występujących na kartach książki pojawiają się tradycyjnie piękna kobieta i dwójka nastolatków a razem z nimi pretekst do wplecenia w fabułę kilku moralizujących pogadanek. Jak widzimy, pod tym względem Paweł Daniec nie odbiega zbytnio od pana Tomasza. Dynamiczna, wartka akcja powieści rozgrywa się niemal w całości w Ciechocinku i najbliższych okolicach. Bohater ma także okazję sprawdzić jak sprawuje się wehikuł, kiedy po długiej przerwie zanurzy się w wartkim nurcie rzeki. Niestety przysnęli nieco redaktorzy w wydawnictwie i nie poprawili kilkunastu błędów literowych w tekście. Z trzech powieści Pawła Wilińskiego wydanych w samochodzikowej serii, które dotychczas przeczytałem „Ciechocińską macewę” umieściłbym na drugim miejscu, zaraz za „Dworem Artusa w Toruniu” a przed „Sekretem drewnianej kapliczki.” Polecam.


Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 978-83-60586-45-7
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 175


czwartek, 23 kwietnia 2015

„Dwór Artusa w Toruniu”




Paweł Wiliński „Dwór Artusa w Toruniu”


W Ministerstwie Kultury i Sztuki istnieje komórka, do której zadań należy poszukiwanie zaginionych dzieł sztuki. Jedynym jej pracownikiem jest Paweł Daniec, bohater powieści „Dwór Artusa w Toruniu.” Kiedy pewnego letniego poranka do biura zajmowanego przez Pawła wchodzi sekretarka z prośbą aby zgłosił się do gabinetu wiceministra, zdziwiony urzędnik jest pełen nienajlepszych przeczuć. Wkrótce potem dowiaduje się, że przełożony ma dla niego bardzo nietypowe zlecenie. Daniec ma reprezentować ministerstwo na uroczystych obchodach osiemdziesięciolecia urodzin znanego pianisty Ambrożego Bilewicza. Recital artysty zostanie zorganizowany w toruńskim Dworze Artusa. Kilka dni później Paweł Daniec wsiada do wehikułu i wyrusza do malowniczego nadwiślańskiego grodu.

Nie jest mu jednak dane wysłuchać koncertu Bilewicza. Niestety, tuż przed występem muzyk w zagadkowych okolicznościach rozstaje się z życiem. Na domiar złego, ktoś kradnie obraz utalentowanego, młodego malarza ze znajdującej się w tym samym budynku galerii. Po sekcji zwłok, która wykazała, że przyczyną śmierci pianisty był atak serca, miejscowa policja umarza śledztwo. Podkomisarz Palka jest jednak przekonany, że ktoś przyczynił się do zgonu Bilewicza. Prosi więc Dańca o pomoc w rozwiązaniu zagadki jego śmierci, a w zasadzie zleca mu prowadzenie nieformalnego śledztwa w tej sprawie.

„Dwór Artusa w Toruniu” to druga książka Pawła Wilińskiego wydana w „samochodzikowej serii,” z którą miałem okazję spędzić kilka wieczorów. W ubiegłym roku autor przyznał w wywiadzie, że to najlepsza powieść w jego dotychczasowym dorobku.[1] Być może tak jest, choć inna jego książka, którą przeczytałem („Sekret drewnianej kapliczki”) również zasługuje na wysoką ocenę.[2] Trzeba jednak przyznać, że autorowi udało się sprawić czytelnikom dość dużą niespodziankę. Zamiast spodziewanych żmudnych i pełnych niebezpieczeństw poszukiwań dóbr kultury ukrytych w latach ostatniej wojny, osią fabuły jest nieformalne śledztwo związane z tajemniczą śmiercią wirtuoza klawiatury, prowadzone oczywiście przez detektywa-muzealnika z Warszawy.

Powieść jest także zaproszeniem do urokliwego Torunia, którego uliczkami spacerujemy wraz z bohaterami książki. Paweł Wiliński znalazł miejsce na przedstawienie rysów historycznych wielu zabytkowych obiektów, w sąsiedztwie których pojawiają się postacie występujące na kartach książki. Myślę, że część tych opisów można by pominąć, a część skrócić bez większego uszczerbku dla rozwoju fabuły. Musimy także przymknąć oko na zalążek powieści, czyli na fakt powierzenia zwykłemu ministerialnemu urzędnikowi nieformalnego śledztwa w sprawie kryminalnej. Zapewne żaden policjant nigdy by tego nie uczynił, a jeśli znalazłby się taki ryzykant, byłby to zapewne ostatni dzień jego kariery zawodowej.

Mimo to trzeba przyznać, że w powieści nie brakuje składników dzięki którym chętnie sięgamy po powieści Zbigniewa Nienackiego oraz jego licznych kontynuatorów. W towarzystwie Pawła pojawiają się piękne kobiety. Nie brakuje pościgu, porwań, szczypty humoru. Paweł Daniec jest tu sympatyczną, choć rozbrajająco naiwną postacią, bardzo podobną do swego słynnego poprzednika i mentora Tomasza NN. To obok ciepłego, nastrojowego klimatu, chyba jeden z największych plusów niniejszej książki.  Choć de facto „Dwór Artusa w Toruniu” jest powieścią kryminalną, to jednak zdradzę, że imponująca budowla nie jest jedynie miejscem śmierci Ambrożego Bilewicza, lecz skrywa także historyczną zagadkę, z której rozwiązaniem będą musieli zmierzyć się bohaterowie powieści. Polecam.


Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 978-83-60586-42-6
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 170


piątek, 14 listopada 2014

„Leśna Samotnia”




Andrzej Irski „Leśna Samotnia”


„Leśna Samotnia” to już trzecia książka Andrzeja Irskiego, którą miałem przyjemność przeczytać. I tym razem urodzony w Lipsku nad Biebrzą autor wysłał bohatera powieści na doskonale sobie znane tereny Suwalszczyzny. Powodem wyprawy Pawła Dańca do Puszczy Augustowskiej nie jest jednak zaginiony zabytek czy też zagadka historyczna, w których lubuje się pracownik Ministerstwa Kultury i Sztuki. Daniec otrzymuje wiadomość o śmierci swego przyjaciela zwanego przez znajomych Gubernatorem. W pożegnalnym liście znajduje się prośba, aby Paweł zaopiekował się jego psem Dropsem i kotem Bigosem.

Wyrusza więc nasz muzealnik do chatki w puszczy nie przeczuwając, że będzie zajmował się bardziej pasjonującymi i tajemniczymi sprawami niż opieka nad dwójką niesfornych zwierzaków. Nie wierząc w samobójczą śmierć przyjaciela i podejrzewając, że coś się za nią kryje zamierza wyjaśnić okoliczności tego smutnego wydarzenia. Okazuje się, że sprawa wiąże się z dramatyczną historią sprzed trzydziestu lat, która miała miejsce we Francji oraz ze służbami specjalnymi PRL-u. Wykorzystując pozostawione przez Gubernatora wskazówki, wraz z Pawłem prowadzimy prywatne śledztwo, zwiedzając przy okazji miasteczka i malownicze lasy północno-wschodniej Polski.

Paweł Daniec wykreowany przez Andrzeja Irskiego to typowy Polak obdarzony słabym charakterem, nie znający słowa asertywność. Kiedy w pobliżu pojawia amator jakiegokolwiek trunku, możemy być pewni, że i on nie uchyli się przed wychyleniem kielicha. Gdyby został dłużej w leśnej głuszy zapewne szybko znalazłby wspólny język z odurzającym się walerianą kotem Gubernatora.

Akcja powieści rozgrywa się głównie w tytułowej leśnej samotni oraz jej okolicach. Autorowi udało się wpleść fabułę w tajemniczy, mokry klimat suwalskich jezior, lasów i mokradeł. W przeciwieństwie do „Depozytu hrabiego Paca” Andrzej Irski nie inspirował się tym razem aż tak dosłownie książkami Zbigniewa Nienackiego (choć imię kota zapewne nie jest dziełem przypadku).[1] Dobrze skonstruowane postacie bohaterów, dynamiczna akcja plus „to coś” sprawiają, że o książce nie zapominamy zaraz po odłożeniu na półkę. Nie miałbym nic przeciwko, aby powieść była nieco bardziej rozbudowana. Niektóre wątki, np. poszukiwanie bunkra partyzantów niemal proszą się aby autor poświecił im więcej miejsca.

Powieść Andrzeja Irskiego „Leśna samotnia” została zgłoszona do konkursu na najlepszą samochodzikową książkę 2013 r. organizowanego przez Forum Miłośników Pana Samochodzika. W finale konkursu zajęła 2 miejsce. Polecam.


Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 978-83-60586-29-7
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 184



[1] Już po opublikowaniu recenzji Andrzej Irski wyjaśnił: „Imię kota nie jest przypadkowe, ale nie ma nic wspólnego z bohaterem "Niesamowitego dworu". Tak się nazywa mój szary dachowiec (teraz już trojga imion Bigos-Biskup-Lucyfer). A Drops to był mój foksterier. Niestety, nie żyje od lat.” http://pansamochodzik.ok1.pl/viewtopic.php?p=224959#224959  


środa, 15 października 2014

Siedem pytań do Pawła Wilińskiego



PAWEŁ WILIŃSKI, autor książek przygodowych. Jego powieść „Sekret drewnianej kapliczki” zajęła 5 miejsce w finale konkursu na najlepszą samochodzikową książkę 2013 roku organizowanego przez Forum Miłośników Pana Samochodzika.




ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: Twoja powieść znalazła się w piątce najlepszych „samochodzikowych” książek 2013 roku. Czy czytałeś inne zgłoszone do konkursu książki, a jeśli tak, która z nich wg Ciebie zasłużyła na zwycięstwo w konkursie?

PAWEŁ WILIŃSKI: Czytałem powieści Andrzeja Irskiego oraz podczytywałem fragmenty „Perły Będzina” Emilii Nowak. Trochę znam także twórczość Petka, ale zgłoszonego do konkursu „Zaklęcia dla Golema” nie miałem okazji przeczytać… Myślę, że wybór „Duchów piramidy w Rapie” Irskiego jest jak najbardziej zasłużony; wszystkie książki autora w „samochodzikowym” klimacie trzymają stały, wysoki poziom, są bardzo interesujące jeśli chodzi o fabułę i styl. Powieść „Duchy piramidy w Rapie” jak najbardziej zasłużyła na ten tytuł, bo najlepiej oddaje – nomen omen – ducha dawnych powieści Nienackiego.

ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: W jednym z rozdziałów „Sekretu drewnianej kapliczki” Paweł Daniec z nostalgią wspomina swoje letnie wizyty u dziadków. Czy pisząc ten rozdział posiłkowałeś się własnymi przeżyciami z dawnych wakacyjnych wypraw na wieś?

PAWEŁ WILIŃSKI: Poniekąd tak, choć do napisania tego rozdziału posłużyły mi pewne obserwacje, a nie wspomnienia. Ów fragment był kiedyś opowiadaniem w zupełnie innym klimacie – chciałem napisać coś w stylu, nazwijmy to, „wiejskiego horroru”. Oczywiście Czytelników „samochodzików” nie chcę narażać na palpitacje serca, bo konwencja mi na to nie pozwala, więc rozdział nie kończy się wylewem litrów krwi i napadem strzyg… Druga sprawa – chciałem nadać Pawłowi Dańcowi bardziej „ludzki” charakter. W wielu książkach niemal zupełnie nie pisze się o tym, co czuje czy w jaki sposób myśli i przeżywa – trochę mi tego zawsze brakowało, więc postanowiłem to napisać po swojemu.

ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: Jesteś autorem trzech książek przygodowych („Sekret drewnianej kapliczki,” „Pałac w Samostrzelu” i „Wieczne miasto”) wydanych przez „Warmię.” Jakie są Twoje dalsze plany pisarskie: kolejny tom przygód Pawła Dańca, czy może korci Cię napisanie „całkowicie własnej” powieści?

PAWEŁ WILIŃSKI: W listopadzie lub na początku grudnia ukaże się „Dwór Artusa w Toruniu”. Tę książkę uważam za najlepszą, jaką napisałem. Będą przygody małoletnich przyjaciół Pawła, pewnego toruńskiego profesora i niesympatycznej przewodniczki turystycznej. Będzie także duże śledztwo, kryminalna historia z muzyką w tle, ale myślę, że napisana dość lekko. Jak to odbiorą Czytelnicy? Trudno powiedzieć. Zawsze staram się pisać jak najlepiej potrafię, ale, jak to w życiu bywa, nie zawsze wszystkim to odpowiada. Co do „własnej” powieści – tak, mam taką w planach. Nie będzie to jednak książka stricte przygodowa, ponieważ bardzo chciałbym pisać kryminały z elementami science-fiction albo horrory. Mam w planach taką powieść, nawet kilkanaście stron napisałem, ale niestety, brak czasu nie pozwala mi pisać tyle, ile bym chciał.


ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: Jaka jest Twoja ulubiona polska powieść przygodowa?

PAWEŁ WILIŃSKI: Mam dwie ulubione powieści przygodowe. To „Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców” Nienackiego oraz „Naprzód, Wspaniali!” Niziurskiego. Kiedy byłem dzieckiem, zaczytywałem się w obu tych autorach, choć przyznam, że lepiej czytało mi się Niziurskiego. Może to wynika ze specyficznego języka, jakim posługiwał się autor? Albo z nieraz absurdalnych przygód głównych bohaterów? Nie wiem.

ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: Czy zdarza Ci się po latach wracać do książek z dzieciństwa?

PAWEŁ WILIŃSKI: Czasami zdarza mi się zajrzeć do „samochodzików” (również kontynuacji). Czytam Olszakowskiego, Niemirskiego, a także powieści Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Bardzo lubię „Koniec wakacji” Janusza Domagalika – ta książka to również jedna z moich ulubionych powieści. Książkami mojego dzieciństwa były jednak przede wszystkim powieści dla dorosłych – przeczytałem mnóstwo Stephena Kinga, Andrzeja Pilipiuka, Stanisława Grzesiuka, Dana Browna czy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza.

ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: Przed napisaniem samochodzikowej „trylogii” nagrałeś dwie płyty z muzyką rap. Co sprawia Ci większą twórczość przyjemność: pisanie, czy komponowanie? I ciąg dalszy pytania: skąd taki przeskok: od rapu do literatury?

PAWEŁ WILIŃSKI: Ujmijmy to tak: pisać zacząłem wcześniej, bo w wieku około 10 lat i ta przygoda trwa do dziś. Nieco później zainteresowałem się muzyką i akurat ta pasja raz jest, raz jej nie ma. Tak czy siak, jedno i drugie sprawia mi radość od wielu lat, choć fakt faktem, w rapie udało mi się szybciej „błysnąć”, przez co ludzie odbierają to jako ów „przeskok”. Napisanie powieści było jednak moim marzeniem od lat i 2 lata temu podjąłem decyzję, że najwyższy czas wreszcie to zrobić. Moje zainteresowania nie są jakimś ewenementem; na gitarze w zespole gra Stephen King, Jo Nesbo w rockowej kapeli również gra od lat i nawet w przerwach od pisania jeździ w długie trasy koncertowe po świecie. 2 solowe płyty z muzyką pop nagrał również Dan Brown, choć akurat on dziś się tego wstydzi. Ja nie. Obecnie skupiam się jednak przede wszystkim na pisaniu prozy.

ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: We wrześniu minęła dwudziesta rocznica śmierci Zbigniewa Nienackiego. W tym czasie różni autorzy napisali ponad sto tomów kontynuacji przygód Pana Samochodzika. Ktoś te książki więc czyta, skoro opłaca się je wydawać. Największe forum internetowe poświęcone tej postaci literackiej skupia już ponad tysiąc zarejestrowanych użytkowników. Co takiego mają w sobie powieści Nienackiego, że mimo upływu lat wciąż sięga po nie tak duże grono czytelników?

PAWEŁ WILIŃSKI: Myślę, że brak dziś tak dobrych książek przygodowych, jakie pisano przed laty. Wiem to z doświadczenia, bo sam jako dziecko wolałem czytać powieści Niziurskiego czy Nienackiego, których akcja rozgrywała się w czasach, kiedy mnie nie było nawet na świecie. Po drugie, część czytelników zapewne tęskni za swoim dzieciństwem, za latami, kiedy wszystko było prostsze i wolniejsze… „Samochodziki” pozwalają na chwilę zatopić się w świecie, gdzie źli są źli, a dobrzy są dobrzy – i dobro zawsze zwycięża. Pan Tomasz nie przeklina, jest prawym obywatelem, szanuje kobiety, ma poczucie humoru i potrafi wyjść z najgorszych kłopotów. Jak więc go nie lubić?

ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych literackich sukcesów.





wtorek, 7 października 2014

„Sekret drewnianej kapliczki”




Paweł Wiliński „Sekret drewnianej kapliczki”


Nie wszyscy są stworzeni do pracy za biurkiem. Jednym z tych, którzy odczuwają głęboki wstręt do papierkowej roboty jest urzędnik Ministerstwa Kultury i Sztuki zajmujący się poszukiwaniem zaginionych dzieł sztuki – Paweł Daniec. Dlatego co roku z utęsknieniem oczekuje wakacji, podczas których może wreszcie odpocząć nad ulubionymi mazurskimi jeziorami. Ale kiedy w lipcu 2014 roku wraz oddanym mu pod opiekę synem swego przyjaciela, jedenastoletnim Antkiem wsiada do wehikułu z zamiarem wyjazdu nad Jezioro Nidzkie, nie przypuszcza, że tym razem dwutygodniowy urlop spędzi w zupełnie innym miejscu.

A wszystko to za sprawą spotkanej nieopodal Włocławka młodej autostopowiczki. Paweł z Antkiem postanawiają pomóc Magdzie i podwieźć ją do domu w Kosinowie. Rodzice dziewczyny rewanżują się za przysługę obiadem. Ojciec Magdy, miejscowy nauczyciel i pasjonat historii opowiada Pawłowi historię sprzed II wojny światowej. Opowieść dotyczy zbezczeszczenia przez dwóch przestępców starej kapliczki i odnalezienia przez nich schowanego w niej tajemniczego skarbu. Skarb ów zostaje ponownie ukryty i po dziś dzień nikt nie natrafił na wiadomość o jego dalszych losach. Możemy się łatwo domyślić, że to jest właśnie moment, w którym Paweł Daniec stoczy wewnętrzną walkę, a chęć rozwiązania historycznej zagadki wygra z marzeniami o błogim leniuchowaniu nad błękitnymi taflami mazurskich akwenów.



Województwo włocławskie. Pocztówka z pierwszej połowy lat 80-tych ubiegłego wieku. 
(Archiwum Zapomnianej Biblioteki)


„Sekret drewnianej kapliczki” to jedna z lepszych kontynuacji przygód Pana Samochodzika jakie czytałem. Gwoli sprawiedliwości przyznam jednak, że zbyt często po owe kontynuacje nie sięgam. Paweł Daniec wykreowany przez Pawła Wilińskiego na szczęście nie wykorzystuje nadzwyczajnych umiejętności, z których słynął w wydawanych przed laty kontynuacjach. Dzięki temu w powieści niemal nie ma przemocy, strzelanin i okładania się pięściami. Bohaterowie starają się odnaleźć nić prowadzącą do skarbu wykorzystując jedynie szare komórki. Muszę jednak zauważyć, że część informacji historycznych wplecionych w wartką fabułę jest chyba zupełnie zbyteczna i może nieco nużyć czytelnika. Ta solidna warsztatowo powieść zapewne zyskała  by także przez nieco solidniejsze okraszenie dialogów pierwiastkami humorystycznymi.

Na uwagę zasługują natomiast postacie drugoplanowe z krewką mieszkanką Kosinowa, panią Lucyną na czele. Autor pokusił się również o wprowadzenie do powieści naprawdę groźnego przeciwnika dla głównego bohatera. Klimatyczne sceny w lesie, czy przy ognisku sprawiają, że nie odczuwamy niedosytu z powodu braku takowych umiejscowionych w Krainie Wielkich Jezior. Zapomniałbym dodać, że Paweł Daniec ma w powieści okazję do przetestowania możliwości swego pojazdu w rwącym nurcie Wisły.

Paweł Wiliński pozytywnie mnie zaskoczył, rezygnując z wysłania Dańca na Mazury i decydując się na umieszczenie akcji powieści w dość mało wyeksploatowanych przez pisarzy okolicach. To chyba dobry kierunek i warto aby pozostali kontynuatorzy podjęli wyzwanie zabierając czytelników w inne zapomniane zakątki naszego uroczego kraju.

Powieść „Sekret drewnianej kapliczki” została zgłoszona do konkursu na najlepszą samochodzikową książkę 2013 r. organizowanego przez Forum Miłośników Pana Samochodzika. W finale konkursu zajęła 5 miejsce. Polecam.


Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 978-83-60586-33-4
Rok wydania: 2013

Liczba stron: 166

piątek, 3 października 2014

Andrzej Irski „Duchy piramidy w Rapie”




Andrzej Irski „Duchy piramidy w Rapie”


W połowie sierpnia Paweł Daniec, urzędnik Ministerstwa Kultury i Sztuki specjalizujący się w poszukiwaniach zaginionych dzieł sztuki otrzymuje list od mieszkańca niewielkiej wioski w Puszczy Boreckiej. Człowiek ten wiedząc, że Paweł rozwikłał wiele historycznych tajemnic informuje go aktach wandalizmu, które miały miejsce w leżącej nieopodal Rapie. Ktoś dokonał włamania do piramidy i zdemolował znajdujące się w niej trumny. Adresat listu zachęca Dańca aby odwiedził Rapę i zajął się tą sprawą. O to samo prosi Pawła jego przełożony z ministerstwa, dyrektor Hipolit Wróbel. Chcąc nie chcąc nasz bohater wsiada do wehikułu i wyrusza na Mazury. Towarzyszy mu Krzysztof - student historii sztuki odbywający praktyki w ministerstwie.

Okazuje się, że piramida w Rapie kryje w sobie niejedną tajemnicę, a włamania do obiektu mają związek z historią z czasów II wojny światowej oraz legendą o ukrytych w starych trumnach złotych posążkach. Jak możemy się domyślić chętnych do odnalezienia posążków jest wielu, a więc dwójkę historyków czeka bardzo trudne zadanie.  


Wywiad z autorem powieści - Andrzejem Irskim

Andrzej Irski udowodnił po raz kolejny, że jest specjalistą w kreowaniu „samochodzikowego” klimatu. O ile jednak podczas lektury „Depozytu hrabiego Paca” można mieć zastrzeżenia do nadmiernych inspiracji dziełami Nienackiego, to w niniejszej powieści inspiracje owe są dużo bardziej zawoalowane.




W powieści występuje cała galeria wyrazistych bohaterów drugoplanowych. Policjant, profesor z Kaliningradu, miejscowi amatorzy mocnych trunków czy dwaj nieźle zakręceni osobnicy - Don Antonio i Admirał. Na chwilę pojawia się także piękna dziewczyna oraz grupka harcerzy. Nie mamy tu co prawda spektakularnego pościgu, ale Paweł Daniec ma okazję zaprezentować możliwości wehikułu w znacznie bardziej oryginalny sposób. Akcja jest dynamiczna. Bohaterowie często przenoszą się z miejsca na miejsce a my wraz z nimi uczestniczymy w nocnych eskapadach po lesie, grzybobraniu oraz wycieczkach po pełnych uroku mazurskich miasteczkach.

Jak widzimy, na niespełna dwustu stronach autor  w doskonały sposób wykorzystał  wszystkie sprawdzone składniki powieści przygodowej wymyślone przed laty przez Zbigniewa Nienackiego. Zagadka historyczna, będąca osią opowieści nie budzi tym razem niedosytu, jaki odczułem czytając „Leśną samotnię” oraz wspomniany wcześniej „Depozyt hrabiego Paca.”

Powieść Andrzeja Irskiego „Duchy piramidy w Rapie” została zgłoszona do konkursu na najlepszą samochodzikową książkę 2013 r. organizowanego przez Forum Miłośników Pana Samochodzika. W konkursie zasłużenie zajęła 1 miejsce. Polecam.


Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 978-83-60586-31-0
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 179


czwartek, 19 czerwca 2014

"Depozyt hrabiego Paca"


Andrzej Irski "Depozyt hrabiego Paca"


Do biura Pawła Dańca urzędnika zajmującego się poszukiwaniem zabytków pracującego w Ministerstwie Kultury i Sztuki zgłasza pewna kobieta. Milady (prosi aby się do niej tak zwracać) pokazuje Pawłowi dziewiętnastowieczny list zawierający informację o ukryciu cennego przedmiotu. Tajemnicza rzecz ma być ukryta gdzieś w okolicach Biebrzy, a skarb ma związek z  hrabią Ludwikiem Michałem Pacem, który opuścił swoje ziemie po klęsce Powstania Listopadowego. Daniec nie przyjmuje jej propozycji udziału we wspólnych poszukiwaniach depozytu i późniejszym jego podziale.

Kilka miesięcy później Paweł wraz z dwójką młodych przyjaciół bliźniakami Jackiem i Maćkiem udaje się na urlop właśnie w okolice wymienione w liście Milady. Postanawiają rozwikłać tajemnicę zagadkowego depozytu. Wynajmują tratwę i leniwie płyną wodami Biebrzy główkując od czasu do czasu, na której z licznych wysepek może być ukryty skarb. Podczas wycieczki spotykają Milady, która również przebywa nad Biebrzą w tym samym celu. Chrapkę na depozyt ma także Albert – przebiegły i inteligentny poszukiwacz skarbów balansujący niejednokrotnie na granicy prawa.

Powieść Andrzeja Irskiego jest wyraźnie inspirowana „Nowymi przygodami Pana Samochodzika.”[1] Zbigniew Nienacki tworząc postacie harcerzy, Marty, fałszywego ornitologa czy też pana Anatola nie spodziewał się zapewne, że czterdzieści lat później inny pisarz wyposaży w ich cechy kilku bohaterów swojej książki. Bo przecież nie trudno zauważyć, że bliźniacy, Magda, Mefistofeles i Misiaczek z „Depozytu” naprawdę narodzili się przed wielu  laty nad Jeziorkiem. Miłośnicy literatury przygodowej spostrzegą zapewne, że humorystyczna scena meczu piłkarskiego rozgrywanego w małej miejscowości również wygląda znajomo. To prawda. Podobną przedstawił w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku Jerzy Putrament w znakomitej powieści „Wakacje.”[2]

Niezbyt pasjonująco Autor zarysował sam przebieg poszukiwań depozytu. Nie natrafimy w powieści na niespodziewane zwroty akcji, czy bardziej dramatyczne momenty. Jesteśmy co prawda świadkami groźnego ataku komarów na bohaterów, ale chyba nie takich emocji szukamy zazwyczaj w książkach. Choć Biebrza wije się malowniczo wśród olsów i torfowisk, to niestety fabuła powieści jest prosta jak most kolejowy przecinający tę rzekę w pobliżu Lipska. Trochę szkoda, że Autor nie odcisnął bardziej swojego piętna na powieści zadowalając się sklejaniem miejsc, scen i charakterów, które ktoś przed nim już stworzył. Mimo tych mankamentów „Depozyt hrabiego Paca” to lekka, pełna wakacyjnego klimatu optymistyczna opowieść na dwa wakacyjne wieczory. Polecam ją głównie czytelnikom, którzy nie znają powieści Zbigniewa Nienackiego. Może dzięki lekturze tej recenzji i po przeczytaniu „Depozytu” złaknieni nowych przygód sięgną po książki klasyka znad Jezioraka.

Powieść Andrzeja Irskiego „Depozyt hrabiego Paca” została zgłoszona do konkursu na najlepszą samochodzikową książkę 2013 r. organizowanego przez Forum Miłośników Pana Samochodzika. W finale konkursu zajęła 3 miejsce. 


Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 978-83-60586-30-3
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 176




[1] Recenzja powieści  "Nowe przygody Pana Samochodzika" Zbigniewa Nienackiego: http://ksiazkiprzygodowe.blogspot.com/2013/09/blog-post_4.html

wtorek, 15 października 2013

"Pan Samochodzik i Zamek w Chęcinach"


Tomasz Olszakowski "Pan Samochodzik i Zamek w Chęcinach"


Niezbyt często czytuję kontynuacje przygód Pana Samochodzika, które nie wyszły spod pióra Zbigniewa Nienackiego. „Pan Samochodzik i Zamek w Chęcinach” to chyba trzecia pozycja z około stu wydanych przez wydawnictwo Warmia, na którą poświęciłem trochę czasu. Nienacki najczęściej wysyłał swojego bohatera na Pojezierze Mazurskie, kontynuatorzy jego dzieła są bardziej „rozrzutni.” Pan Tomasz lub jego odświeżone wcielenie – Paweł Daniec odwiedzają różne tajemnicze zakamarki naszego kraju. Kilka razy odwiedzili bliski memu sercu region świętokrzyski, w tym położone nieopodal Kielc urokliwe miasteczko – Chęciny.

Z miasteczkiem tym wiąże się wiele legend, m.in. o skarbach z czasów Królowej Bony, które zostały ukryte gdzieś w podziemiach zamku. Wokół wąskich uliczek Chęcin przycupnęły malownicze kamieniczki. W miasteczku znajdują się kościółki, klasztory oraz szkoły. I to właśnie nauczyciel pracujący w jednej z nich, pasjonat latania stracił przytomność po wypadku motolotni. Do jego domu dokonano włamania. Nie wiadomo co zostało skradzione, na miejscu przestępstwa znaleziono jedynie bardzo stary, złoty widelec. Czy to część większego skarbu?

Celem rozwiązania tej sprawy do wiekowych Chęcin zostaje wysłany nasz bohater Paweł Daniec. Odtwarza on ostatnie poczynania nauczyciela, przeszukuje sztolnie wokół górującego nad miejscowością zamku królewskiego z przełomu XIII i XIV wieku. Zapuszcza się także do tajemniczych piwnic chęcińskich kamieniczek. W powieści pojawia się także zagadkowy przybysz z Dagestanu. Również kilku osobników utrudni naszemu bohaterowi rozwiązanie zagadki. Na kartach powieści zagości także mentor Pawła Dańca, a nasz stary znajomy Pan Tomasz.

Mimo dobrze zarysowanej akcji, książka sprawia wrażenie, że Tomasz Olszakowski musiał zmieścić się w ściśle określonej liczbie znaków i nie mógł jej przekroczyć. Szkoda, bo wyszedł nam z tego zalążek dobrej książki a nie gotowa powieść. Odniosłem wrażenie, że ostatnie strony książki były pisane w pośpiechu, a autor nie bardzo wiedząc jak rozwiązać sprawę zakończenia, wprowadził do akcji Pana Samochodzika i wszystkie zagadki niemal od razu zostały rozwikłane. Autor prawdopodobnie odwiedził Chęciny, choć w książce  trafiają się niewielkie nieścisłości natury geograficzno-lokalizacyjnej.  

Mam jeszcze w planach lekturę dwóch powieści o Panu Samochodziku, których akcja toczy się na Ziemi Świętokrzyskiej: „Zamek w Baranowie Sandomierskim” oraz „Święty Graal.” Pewnie ich recenzje pojawią za jakiś czas na blogu.


(Książka przeczytana w marcu 2013 r.)
 
Wydawnictwo: Warmia
Seria wydawnicza: Pan Samochodzik i …
ISBN: 8385875921
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 161

Moja ocena: 3+/6


Ruiny średniowiecznego zamku w Chęcinach skrywają wiele tajemnic. Poniższe zdjęcie wykonałem kilka lat przed przeczytaniem książki.