środa, 20 czerwca 2018

„Karawana renegatów”



Przemysław Słowiński „Karawana renegatów”
Od Hieronima Radziejowskiego do Jerzego Urbana


Książka Karawana renegatów nie opowiada o żadnych "kontrowersyjnych postaciach". Jej "bohaterami" - zgodnie z zamysłem i interpretacją autora – są wyłącznie zdrajcy interesów Polski, prezentowani jednak często w szatach wybitnych mężów stanu i wielkich patriotów. W barwnych narracjach Przemysław Słowiński przedstawił postaci z dawnej historii (m.in. Hieronim Radziejowski czy Janusz Radziwiłł), nazistowskich kolaborantów (np. Igo Sym i Helena Mathea) czy komunistycznych aktywistów (jak Helena Wolińska-Brus oraz Józef Światło).

Źródło:

Recenzja książki:


Wydawca: Videograf
ISBN: 978-83-7835-498-7
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 344



wtorek, 19 czerwca 2018

Świętokrzyskie regionalia (cz. 56)



Stanisław Nowak, Alojzy Z. Nowak, Jerzy Jagodziński (red.)
„Almanach Świętokrzyski”

Tom III. Świętokrzyskie obszar rynków finansowo ubezpieczeniowych 
oraz jego rola inwestycyjno-ochronna w procesie uprzemysłowienia regionu





Informacje o poprzednich tomach Almanachu Świętokrzyskiego:


Wydawca: Wydawnictwo Naukowe Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego
ISBN: 978-83-65402-70-7
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 273



poniedziałek, 18 czerwca 2018

„Polski Nowozelandczyk”



John Roy-Wojciechowski, Allan Parker „Polski Nowozelandczyk”
Nadzwyczajna historia życia dziecka z Polesia


„Przejmującą mroźną zimą roku 1940 mały Janek Wojciechowski został wraz z matką i rodzeństwem w nocy wyciągnię­ty z domu przez zwycięskich rosyjskich na­jeźdźców,  aby rozpocząć nieludzką podróż do obozu pracy przymusowej pod Kołem Podbiegunowym. Podobnie jak miliony innych obywateli polskich, wycierpiał lata okrutnego wyzysku i niedoli. Miliony zgi­nęło w tym piekle, ale dzieci rodziny Woj­ciechowskich cudownym zrządzeniem losu przetrwały.”




Książka ta opisuje mało znaną kar­tę wojennego holocaustu, który przywiódł małego Janka w 1944 roku do Nowej Ze­landii. W sercu tej historii znajduje się bo­haterska rodzina, co nie poddała się miaż­dżącemu terrorowi stalinizmu. Książ­ka pozwala też ujrzeć fascynujący świat przedsiębiorczości rozwijającej się na wiel­ką skalę po wojnie w Nowej Zelandii i opi­suje czynniki zewnętrzne, które popchnę­ły Janka, dziś znanego jako John Roy, na drogę życia uwieńczonego sukcesami oso­bistymi i zawodowymi.

Źródło:

O autorze:


Wydawca: Wydawnictwo Naukowe Gabriel Borowski
ISBN: 83-89263-22-X
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 288


niedziela, 17 czerwca 2018

„Baśnie”



Jakub Adam Chrzanowski „Baśnie”


Zbiór ten to utwory na pozór ze sobą niepołączone. Każda baśń ma swojego bohatera i swój plan wydarzeń. I tak czytamy o miłości niewidomego Garlona i pięknej Iliany, o Alwie, która miała tajemnicze jabłka, o Trupigroszu czy o małżeńskich perypetiach Pani i Pana King. Tych historii jest oczywiście więcej i wszystkie łączy znakomity warsztat pisarski Autora, który tematy z kręgu sacrum przeplata wątkami profanum, a całość przez to wcale nie staje się niesmaczna. Wręcz przeciwnie, humor wpleciony w narrację sprawia, że każdy znajdzie w książce coś, co go zauroczy. W utworach widać też szacunek Autora do czytelnika, historie są dopracowane, przemyślane i nieszablonowe. Całość wspaniale uzupełniają wysublimowane ilustracje.

Źródło:

Fragment książki na stronie:

Wydawca: Poligraf
ISBN: 978-83-7856-504-8
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 120



sobota, 16 czerwca 2018

„Krystyna Rudkowska — kustosz pałacu w Rogalinie” (Część I)



Piotr Zaworski „Krystyna Rudkowska — kustosz pałacu w Rogalinie” (Część I)


W lipcu ubiegłego roku na stronach Zapomnianej Biblioteki przypomniałem wydaną w 1939 r. znakomitą, nie wznawianą po wojnie, powieść przygodową Wandy Polankiewicz „Rycerze Wielkiej Przygody”: http://www.zapomnianabiblioteka.pl/2017/07/rycerze-wielkiej-przygody.html
W trakcie poszukiwań informacji o zmarłej w 1964 r. autorce nawiązałem kontakt z Piotrem Zaworskim, wnukiem ciotecznym Krystyny Rudkowskiej (siostry Wandy Polankiewicz). Piotr udostępnił mi opracowany przez siebie obszerny życiorys Krystyny, która po zakończeniu II wojny światowej piastowała m.in. stanowisko kustosza pałacu w Rogalinie. Krystyna Rudkowska była blisko związana z siostrą. Zarówno w wieku dziecięcym jak i w okresie powojennym Wanda i Krystyna wiele czasu spędzały razem i wspierały się w trudnych sytuacjach. W udostępnionej poniżej biografii znajdziemy wiele nie znanych szerzej informacji związanych z losami Wandy Polankiewicz oraz dziejami rodziny Polankiewiczów.

 ---

Krystyna — Polankiewicz, później Szereda, następnie Rudkowska — dawna kustosz pałacu w Rogalinie — występująca w tych notatkach przeważnie i dla uproszczenia właśnie jako „Krystyna”, urodziła się z małżeństwa Zofii i Bolesława Polankiewiczów. Ojciec kształcił się w sztukach plastycznych, m.in. studiował rysunek u Wojciecha Gersona. W pracy zawodowej dał się poznać jako malarz, rysownik, fotograf. W latach 1903–1914 pracował jako projektant i kierownik pracowni dekoracyjnej w fabryce porcelany w Ćmielowie. W czasie I wojny światowej sprowadził się do Sandomierza, gdzie prowadził pracownię artystyczno–litograficzną oraz — ze wspólnikiem — atelier fotograficzne. Właśnie w Sandomierzu 11.12.1917 urodziła się Krystyna, jako siostra starszej o dwa lata Wandy.

W wieku 5 lat późniejsza kustosz pałacu w Rogalinie, wraz z rodziną (i z nianią) przeprowadziła się do Chodzieży, gdzie ojciec pełnił funkcję kierownika malarni w fabryce fajansu Stanisława Mańczaka. Mogłoby zdawać się, że funkcje kierownicze piastowane przez ojca w kolejnych ośrodkach ceramiki dają stabilność finansową. Rodzinę stać było np. na zatrudnienie niani — Antosi, związanej z rodziną Polankiewiczów przez całe jej życie od czasu, gdy ją zatrudnili poprzez czas już po okresie służby. Jednak może to zbyt idylliczne wyobrażenie — kolejne migracje z miasta do miasta za pracą w wolnym zawodzie malarza mogą świadczyć o czymś wręcz przeciwnym. A właśnie ta niania — gdy fabryka fajansu upadała i nie płaciła głowie rodziny za wykonaną pracę — pożyczała pieniądze swoim pracodawcom na ubrania dla córek. Jednak wygląda na to, że były to przejściowe trudności.



Polankiewiczowie: Zofia, Wanda, Krystyna, Bolesław. W środku niania Antonina. 
Zdjęcie wykonane w atelier Jana Leona Kołeckiego (dzisiaj Foto Kołecki w Poznaniu) Sandomierz, 1918 r.


Krystyna była bardzo mocno związana z siostrą: „Była dla mnie, dziecka, autorytetem większym niż rodzice. Później moją wielką troską” — pisze o Wandzie w swoich wspomnieniach spisanych na notesie telefonicznym. Obie wyniosły z domu rodzinnego zamiłowanie do opowiadania historii, a Krystyna — także do sztuk graficznych. Odziedziczyły też jedną przydatną koneksję ojca. To był kapitał, którym dysponowały.

Siostry mieszkały w Chodzieży przez około 10 lat. Zaraz po swoich maturach znalazły się w Poznaniu. Tam około 1932 roku Wanda zaczyna studia dziennikarskie, które — jak pisze Krystyna — „kończy i przy protekcji Stanisława Mańczaka, właściciela fabryki fajansu w Chodzieży, gdzie pracuje ojciec, zostaje przyjęta do redakcji »Dziennika Poznańskiego«. W Poznaniu Mańczak jest właścicielem restauracji »Arkadia« przy pl. Wolności, sklepu jubilerskiego, willi, zna mnóstwo ludzi — redaktora »Dziennika Poznańskiego« Józefa Winiewicza też”. Wanda Polankiewicz została zatrudniona w tym dzienniku oraz w „Kurjerze Zachodnim”. Specjalizowała się w formach dla młodych czytelników. Artykuły, drobne formy literackie, łamigłówki oraz odpowiedzi na listy czytelników podpisywała pseudonimem Ciocia Wandzia. Przed wojną pisała powieści. Krystyna ilustrowała dwie z nich — przejęła po ojcu dryg do rysowania postaci i architektury. Literatura i dziennikarstwo Wandy a sztuka graficzna Krystyny nie zdobyły wielkiego rozgłosu. Pozwoliły jednak na w miarę swobodne życie, a Krystynie zdolności graficzne zapewniły możliwość zarobku w czasie wojny, która nadeszła w jej 22 roku życia.



Publikacje Wandy Polankiewicz z ilustracjami siostry, Krystyny — sygnowanymi „K. Polankiewicz”.


Jeszcze przed wojną Krystyna Polankiewicz wyszła pierwszy raz za mąż — za Stanisława Szeredę. Małżeństwo nie zapowiadało się na nazbyt emocjonujące, noc poślubną Krystyna i Stanisław spędzili grając w karty i — z tego, co słyszałem — raczej nie był to rozbierany poker. Przy okazji tego związku Krystyna poznaje malarza Wacława Taranczewskiego, do którego mieszkania na Rybakach w Poznaniu młoda para zostaje dokwaterowana w czasie wojny. Przez kogo i z racji czego? Nie jest mi to wiadome. Mieszkało tam razem 11 osób: właśnie Taranczewki z rodzicami i jego siostrzeńcem, inna pięcioosobowa rodzina oraz Krystyna z mężem. Pasierb Krystyny, Rysiek, na czas wojny został dla bezpieczeństwa wywieziony z dala od miasta. Podczas bombardowań w mieszkaniu wylatywały szyby, dziury w oknach Taranczewski zabijał swoimi obrazami.

W czasie wojny Krystyna wspólnie z malarzem spieniężała ich miniatury malarskie — widoki nadbałtyckich miast podpisywane przez zaprzyjaźnionego Niemca, który je sprzedawał dalej:  „Wykonywaliśmy, ja i Taranczewski (i jacyś inni), piórkiem fragmenty miast nadbałtyckich z fotografii. On je podpisywał, widywałam je w witrynach sklepowych. Ci Niemcy to kupowali — z nostalgii. Ten Niemiec się chyba ukrywał przed policją, nie chciał iść na front. Przychodził rano, jeszcze nie pracowałam w urzędzie. Jednego razu poprosił mnie, żebym mu usiadła na kolanach. Miałam wtedy 22 lata, ale wyglądałam młodziej. Spłoszyłam się, ale on mnie zapewnił, że jeśli chodzi o seks, to nie ma problemu — tu chodzi o coś innego. Więc siadałam mu na kolanach, on nigdy nie zrobił dwuznacznego gestu. Oglądaliśmy fotografie tych miast, on trochę mówił po polsku, ja trochę rozumiałam po niemiecku. Więc tak rozmawialiśmy z pół godziny. To się powtarzało, aż on zniknął. Albo go dopadli, albo sam gdzieś wyjechał. Czułam dla niego głęboką litość. Wiedziałam, że ta iluzja bliskości ma dla niego znaczenie, że jest rozpaczliwie samotny i nieszczęśliwy, że mu to jakoś daje żyć. Czy ja wiem...”

Inklinacje do współczucia i pomocy słabszym objawiały się u Krystyny co jakiś czas: czy to dla Niemca ukrywającego się przed frontem, czy — po wojnie — dla bociana ze złamanym skrzydłem, czy to przyjaciółce przy sekretnej, nielegalnej ekshumacji. Nie wybierała.



Krystyna z siostrą — w dzieciństwie.


Najwidoczniej malowanie grafik nadbałtyckich miast nie dawało zbyt dużego oparcia finansowego. Nie znanym mi jest, w którym momencie, ale w czasie wojny Krystyna została zatrudniona, przy pomocy koneksji siostry, w biurze pomiarów. Wanda w czasie wojny, jako wcześniejsza dziennikarka, była narażona na aresztowania i na fałszywych dokumentach ukrywała się przed Niemcami. Meandry wojny. „Robiliśmy mapki piwnic i wykreślaliśmy na nich przejścia z domu do domu, z ulicy na ulicę — też w razie bombardowania”. Na początku sierpnia 1944 zostaje wraz z innymi polskimi pracownikami wysłana na kopanie rowów, w okolice Ryczywołu, a później w okolice Płocka. Krystyna: „Chyba nie pierwszego [sierpnia 1944], ale zaraz po nim nasze biuro pomiarów zostało wysłane na kopanie rowów przeciwpancernych. Myślę, że to był pretekst do skoszarowania ludzi, wzięcia ich pod obserwację. Nowe doświadczenie: świadomość, że się nie dysponuje sobą, coś na kształt obozu pracy, ale w bardzo łagodnej formie”. [Pod Płockiem] zostałam grupową. Nie chodziłam z łopatą. Załatwiałam różne sprawy — zgłoszenia chorych itp., a głównie dzieliłam przydział żywności dla mojej grupy. Cieszyło mnie, że moja grupa chwaliła się, że ma największe przydziały. Przecież ja dzieliłam prawie z miarką ten chleb, ser, margarynę, nawet wędlinę! Pilnowali nas niby SS-mani, w czarnych mundurach, ale tylko dojeżdżali. Ewakuowano nas stamtąd, gdy już słychać było działa zbliżającego się frontu. Gdy pociąg z nami przyjechał do Poznania, to zatrzymał się gdzieś na bocznym torze, na peryferiach, na Górczynie. I załadowali nas, z tymi szypami, do jakichś baraków, gdzie były prycze — bez niczego, same deski. Tam spędziłyśmy noc. Rano Mira obeszła teren, niby ogrodzony, ale byle jak. Więc odgięłyśmy siatkę i z szypami na ramionach poszłyśmy do tramwaju. I do domu”. Był listopad 1944. Jak widać państwo niemieckie było już w rozsypce.

Jeszcze kilka miesięcy przed końcem wojny Krystyna zaszła w ciążę. 25.10.1945, mając blisko 28 lat, urodziła Ewę, późniejszą żonę pisarza Bogdana Ruthy — oboje leżą razem na cmentarzu rogalinkowskim. Istnieją przypuszczenia — niepotwierdzone, ale i nie dementowane przez Krystynę — że Ewa była owocem jej romansu z Taranczewskim. Pewne jest natomiast to, że jej małżeństwo się sypało. I to, że jako młoda matka studiuje historię sztuki na UAM-ie. Uniwersytet wznawia działalność zaraz po ustaniu działań wojennych w Poznaniu, a więc już na wiosnę 1945. Nie wiadomo mi jednak, czy studia Krystyny to jej nowa ścieżka nauki, czy też powrót do edukacji rozpoczętej już przed wojną. W tym czasie wraca także jej siostra z Warszawy. Dla niektórych życie powraca na stare, trochę wykrzywione przez wojnę, tory. Dla innych nie powraca, a innym po prostu się rozpoczyna. Studiującej młodej matce musi towarzyszyć ogólny entuzjazm i energia lat powojennych, które tak opisuje: „Wróciła Wanda, podjęła pracę jako sekretarka Teatru Nowego [reaktywacja 13.10.1945 — przyp. red.] — dyr. Szczerbowski był jej dobrym znajomym sprzed wojny. Przybiegła z wiadomością, że zwalnia się miejsce kasjerki, bo panna Gnoińska ma ambicje aktorskie i ma grać w komedii muzycznej. A więc stałam się członkiem zespołu.



Krystyna ze współpracownicą w biurze pomiarów — w czasie wojny.


To było jak rodzina — ten ówczesny teatr. Entuzjazm pracy, radość z odzyskanej wolności, sztuki szły kompletami przez tygodnie. Tak zwane miejsca dostawne wciąż były w robocie, gdy brakło tych w rzędach. Powstał drugi teatr, tak zwany letni. Zaczęłam pracę w maju... Bywało dużo śmiechu. Ja też raz dostarczyłam powodu do niego. Trwał jakiś remont i została odcięta zwykła możliwość przejścia za kulisami do części administracyjnej. Zamykałam kasę i szłam do sekretariatu z pieniędzmi, już gdy trwał spektakl. Pomyliłam drzwi i zamiast za kulisy trafiłam na scenę. Wyszłam zamaszyście i uznałam, że lepiej się nie cofać. Po prostu przemaszerowałam w głębi sceny, nie zagłuszając akcji. Na szczęście sztuka nie była kostiumowa i może nikt z widzów nie zauważył, że to jakaś zbędna osoba dramatu. Gratulowali kasjerce występu”.

Śmiech, ironia, entuzjazm dla życia i sztuki, potrzeba dzielenia się nimi, energia, ale też momenty zwątpienia, współczucie — mieszały się w jej życiu. „Życie trzeba brać po szwoleżersku!” — zagrzewała do działania w jej późnych latach. Była wciąż pełna tej energii — wrodzonej czy nabytej w rodzinie. Miała jednak też chwile naturalnej słabości i wyznawała, że nie chce się jej już żyć bez Ewy — córki zmarłej na raka. Chwilę po jej śmierci była tak rozdarta, że nie uczestniczyła w pogrzebie.




czwartek, 14 czerwca 2018

„Samuel Zborowski i jego czasy”



Magdalena Ujma „Samuel Zborowski i jego czasy”


Dziejom rodziny Zborowskich towarzyszy wiele zagadek, a do najbardziej spektakularnych należy historia porywczego i walecznego rotmistrza królewskiego na Podolu, banity i skazańca Samuela Zborowskiego. Dla jednych wspaniałego rycerza i szermierza wolności szlacheckiej zagrożonej przez despotyczne rządy Stefana Batorego i wybujałe ambicje jego prawej ręki – Jana Zamoyskiego. Dla innych natomiast anarchisty i awanturnika uosabiającego najgorsze cechy szlacheckie, czyli butę, prywatę, nieliczenie się z władzą państwową i bezwzględność w postępowaniu z osobami niżej postawionymi w hierarchii społecznej. Wbrew opiniom romantyków nie był to bowiem jedynie dramat jednostki. Sprawa Samuela Zborowskiego stała się problemem wagi państwowej, wykorzystywanym w równej mierze przez pragnącego rządzić silną ręką Stefana Batorego, jak i przez broniącą swoich uprawnień szlachtę.



Na 22 Poznańskich Targach Książki Naukowej i Popularnonaukowej w Poznaniu 
Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego otrzymało wyróżnienie w konkursie 
o nagrodę Stowarzyszenia Wydawców Szkół Wyższych im. Edwarda Pudelki w roku 2018, 
za publikację "Samuel Zborowski i jego czasy", autorstwa Magdaleny Ujmy.


Książka jest pierwszą naukową biografią Samuela Zborowskiego. Oparta została na dokumentach archiwalnych, źródłach drukowanych i literaturze przedmiotu. Opracowanie jest nie tylko syntetycznym podsumowaniem dotychczasowej wiedzy o wydarzeniach społecznych i politycznych XVI stulecia, ale także analitycznym studium wzbogacającym dotychczasową wiedzę o życiu słynnego banity, z uwzględnieniem realiów jego epoki oraz stosunków rodzinnych i sytuacji majątkowej. Książka jest adresowana do badaczy dziejów nowożytnych Pierwszej Rzeczypospolitej.



Unia Lubelska. Fragment obrazu Jana Matejki przedstawiający Marcina Zborowskiego.


Źródło:


Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego
ISBN: 978-83-7395-771-8
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 388



wtorek, 12 czerwca 2018

„Inne Światy”



„Inne Światy”
Antologia inspirowana pracami Jakuba Różalskiego


Autorzy: Sylwia Chutnik, Jacek Dukaj, Aneta Jadowska, Anna Kańtoch, Jakub Małecki, Remigiusz Mróz, Łukasz Orbitowski, Robert J. Szmidt, Aleksandra Zielińska, Jakub Kulczyk

Mistrzowie słowa i dziesięć całkowicie odmiennych opowieści. Co je łączy? Fascynacja obrazami jednego z najbardziej docenianych polskich artystów współczesnych. Niesamowite obrazy Jakuba Różalskiego i ich nieoczywisty przekaz budzący niepokój, często grozę, znajdują odzwierciedlenie w historiach stworzonych przez znakomitych autorów.

Niesamowite obrazy Jakuba Różalskiego i ich nieoczywisty przekaz budzący niepokój, często grozę, znajdują odzwierciedlenie w historiach stworzonych przez znakomitych autorów.




Opowiadanie Sylwii Chutnik to oniryczny, groteskowy zapis nocy spędzonej w praskim szpitalu. Aneta Jadowska przenosi nas do tatarskich Bahonik z początku XX wieku. Anna Kańtochprzedstawia historię alternatywną Polski roku 1943 – kraju dobrobytu rządzonego przez króla Jana VI Sobieskiego. Aleksandra Zielińska umieściła akcję w górniczej osadzie przy nieczynnej kopalni, w której trzewia zapuszcza się mały chłopiec.

Jacek Dukaj olśniewa kunsztem, opowiadając o Japonii z okresu Meiji, inżynierze z dalekiego Kraju, Którego Nie Ma, i jego latających maszynach z metalu lżejszego od powietrza. Jakub Małecki opisuje tajemnicze szaleństwo wywoływane przez ogromne roboty. Opowieść Łukasza Orbitowskiego to pięć historii, pięć ludzkich losów połączonych przedziwnym artefaktem, który wyzwala w człowieku najsilniejsze instynkty.

Głównymi bohaterami historii Jakuba Żulczyka są rubaszne krasnale, których życie nie jest ani trochę bajkowe. Remigiusz Mróz zabiera nas na wikiński drakkar, na spotkanie z człowiekiem z przyszłości. Robert J. Szmidt pokazuje historię Europy pod japońską dominacją, z latającymi statkami i legendą o smokach, która okazuje się mieć znaczenie także dla Polski.

Źródła:


Więcej o książce:


Wydawca: Wydawnictwo SQN 
ISBN: 978-83-65836-19-9
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 608



poniedziałek, 11 czerwca 2018

„Polskie dzieje Kijowa”



Marian Kałuski „Polskie dzieje Kijowa”


W historiografii rosyjskiej i ukraińskiej w ogóle nie istnieje polska historia Kijowa. Tymczasem stolica Ukrainy ma bogatą polską historię, co powinno być uznane przez Ukraińców za fakt historyczny nie podlegający dyskusji, a tym bardziej przekreślaniu. Bez polskiej historii Kijowa nie ma pełnej i prawdziwej historii tego miasta. Podkreślanie wielokulturowości Kijowa powinno leżeć w ukraińskim interesie narodowym. Zaakcentowanie wieloetnicznego charakteru miasta, szczególnie w przeszłości, do którego posiadania Polska nie rości pretensji, to przeciwstawianie się agresywnej i szowinistycznej propagandzie rosyjskiej, że Kijów w swych dziejach to miasto z „krwi i kości” rosyjskie, że to „matka miast rosyjskich”, a Rosjanie mają prawo do jego posiadania. Historia Polaków w Kijowie i wspólna ukraińsko-polska historia tego miasta, była zazwyczaj harmonijna i ten fakt nie powinien dzielić obu narodów, a raczej zachęcać je do budowania czy pogłębiania przyjaźni.

Źródło:


Wydawca: Oficyna Wydawnicza Kucharski
ISBN: 978-83-64232-07-7
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 234



niedziela, 10 czerwca 2018

„Wołyńskie echa”



Kamil De Pourbaix „Wołyńskie echa”
Historia mojego życia piórem ujęta


Pamiętnik ten, pełen blasków i cieni z lat mojego życia na tak bliskim mojemu sercu Wołyniu, pisałem z myślą o moich dzieciach, wnukach, wnuczkach i ich potomnych, z nadzieją, że przeczytawszy jego stronice, łatwiej im będzie zrozumieć sens swojego istnienia. Chciałbym, by odnaleźli dla siebie swoją najszczęśliwszą ścieżkę życiową i mogli kroczyć nią niezłomnie z honorem, bez lęku, zawsze z podniesionym czołem. Omijali przeszkody, kochali świat i ludzi. Umieli szanować i wybaczać.

Powinniśmy pamiętać o tych, co życie i miłość nam dali. Myślą łączyć się z tymi, co nas na ziemskim padole zostawić musieli. Nie wstydzić się łzy tęsknoty po nich uronić. Ich dusze są z nami, aby zawsze nas chronić. (Kamil de Pourbaix)

Źródło:


Wydawca: Poligraf
ISBN: 978-83-7856-734-9
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 234


sobota, 9 czerwca 2018

„Stary Koń czyli wędrówki ku tajemniczym historiom”



Tomasz Jurasz „Stary Koń czyli wędrówki ku tajemniczym historiom”


Pasją Michała, ucznia szóstej klasy szkoły podstawowej jest fotografia. Nic dziwnego, że dużą radość sprawia chłopcu otrzymany od rodziców prezent – aparat „Start 66”. Chłopiec każdą chwilę poświęca na doskonalenie się w sztuce robienia zdjęć. Pewnego dnia, bawiąc na imieninach kolegi, wykonuje portret przedstawiający wszystkich uczestników przyjęcia. Usadawia gości na kanapie, tło zaś stanowi ściana, na której wisi obraz, ukazujący czcigodną matronę w eleganckim, staroświeckim kapeluszu. Według tradycji rodzinnej, jest to babcia jego kolegi - Grześka. Kiedy jakiś czas później Michał spogląda na świeżo wywołaną fotografię, jego wzrok przykuwa pewien dziwny detal. Mianowicie, pod nosem widniejącej na obrazie babci pojawiły się wąsy! Zdumiony chłopiec, wraz z kolegami próbuje wyjaśnić przyczynę powstania tego dziwnego „zjawiska”.




Wkrótce okazuje się, że z tajemniczym obrazem łączy się historia starej palisandrowej szkatułki, która od lat znajduje się w posiadaniu rodziny Grzegorza. Wewnątrz puzderka znajduje się m.in. list sprzed wielu lat związany z burzliwymi dziejami rodu pieczętującego się herbem Stary Koń a także kartka z zaszyfrowaną wiadomością. Chłopcy postanawiają odcyfrować tajemniczy rebus. Są pewni, że dokonanie tej trudnej sztuki może doprowadzić ich do odkrycia skarbu. Nieocenioną pomoc w rozwiązywaniu zagadki niosą wujek Ksawery oraz konserwator dzieł sztuki Pan Santorius. Pojawia się także czarny charakter, który zapragnie pokrzyżować plany zgranej grupce przyjaciół.




Z racji swoich zainteresowań zawodowych, Tomasz Jurasz był historykiem sztuki, w książce nie brak ciekawostek związanych z dziejami miast, miasteczek oraz budowli, do których docierają młodzi bohaterowie. Zazwyczaj jednak wiadomości historyczne są wplatane w wypowiedzi postaci, przez co nie nużą młodych czytelników, a do takich przecież adresowana jest książka. Niewątpliwy minus należy się natomiast autorowi za zbyt powierzchowne naszkicowanie pierwszoplanowych postaci. Potraktowani po macoszemu bohaterowie, poza drobnymi wyjątkami, różnią się od siebie jedynie imionami. Trudno nie zauważyć, że autor starał się jak mógł, aby zaszczepić w młodych czytelnikach historycznego bakcyla. Kto wie, być może inspirował się serialem „Wakacje z duchami” zrealizowanym w 1970 r., a więc wilka lat wcześniej, na podstawie dzieła Adama Bahdaja?




Zagadka historyczna w niniejszej powieści nie należy do zbyt skomplikowanych. Wraz z bohaterami wędrujemy od jednego zabytkowego obiektu do następnego, odsłaniając przy okazji kolejne elementy zagadkowego rebusu. Chłopcy odwiedzają zamki w Czersku, Tenczynie, Pieskowej Skale i Ujeździe, uczestniczą również w wykopaliskach archeologicznych nieopodal Osieka (region świętokrzyski). Powieść czyta się szybko, jej lektura może sprawić przyjemność miłośnikom starych polskich powieści przygodowych dla młodzieży. W dorobku Tomasza Jurasza znajduje się jeszcze kilka książek, spośród których najbardziej znana jest niewątpliwie również adresowana do młodych czytelników, wydana w 1971 r. „Tajemnica sandomierskich wież”.  


Wydawca: Nasza Księgarnia
Ilustracje: Maria Orłowska-Gabryś
Rok wydania: 1977
Liczba stron: 301