Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygody. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 września 2017

„Wóz wagantów”



Tadeusz Kraszewski „Wóz wagantów”


Moje pierwsze spotkanie z twórczością zapomnianego już dziś poznańskiego pisarza i dziennikarza Tadeusza Kraszewskiego miało miejsce przy okazji lektury wydanej tuż przed wybuchem II wojny światowej powieści przygodowej dla młodzieży „Skarb w starym zamku”[1]. Ta urokliwa historia o wakacyjnych przygodach grupki dzieci zachęciła mnie do poznania innych dzieł tego autora. W jego dorobku pośród licznych wierszy i drobnych utworów dla dzieci znalazłem kilka powieści. Zerknąłem na ich okładki, na jednej z nich urzekły mnie stare wierzby rosnące na niewielkim pagórku, obok którego toczy się z wolna zaprzężony w dwa konie maści kasztanowej wóz z połataną budą. Na koźle siedzą ubrane w kolorowe stroje postacie. Powozi wystrojony w fantazyjny kostium mężczyzna w czerwonym kapeluszu z piórkiem. Obok wozu maszeruje jego kompan w podobnym nakryciu głowy. Ten jest równie osobliwie wystrojony, dwukolorowe nogawice wpuszczonych w wysokie buty spodni i instrument do gitary wyglądem zbliżony w dłoniach, pozwalają przypuszczać, że podróżnicy owi zawód jakiś ze sztuką związany zapewne uprawiają.




W istocie tak jest. To waganci, czyli jak definicja podaje: „łazicy włóczący się od miasta do miasta w poszukiwaniu łatwego zarobku”[2]. Z książki Tadeusza Kraszewskiego możemy się dowiedzieć, że prawdziwe życie wędrownych aktorów nie było jednakże wcale różami usłane. Aby jakikolwiek grosz wpadł do trzosika, każdy z wagantów musiał wykazać się niepospolitymi umiejętnościami. A to nieprzeciętną krzepą, a to znajomością sztuczek magicznych czy też śpiewem lub grą na scenie. Wędrująca z trupą czarnowłosa Krysta na pierwszy rzut oka była zwykłą dziewczyną, kiedy zaś wstąpiła na z desek zbitą scenę i przyoblekła suknię wyjętą z kufra podróżnego, wnet przemieniała się w tajemniczą, dumną kobietę (czytaj wampa) o niepokojąco pociągającym spojrzeniu. Nawet dziesięcioletni, terminujący u wagantów brzdąc Maciek, obdarzony był ponadprzeciętnym talentem krasomówczym, i w czasach kiedy nie rozlepiano jeszcze afiszy na drzewach i parkanach zachęcał gawiedź by tłumnie przybywała do stojącej na przedmieściach miasta, zaadoptowanej na salę teatralną drewnianej szopy. Nad taką kompanią przyjaciół o artystycznych duszach, musi ktoś czuwać, ktoś poprowadzić próby, program występów ułożyć, czy też wreszcie trasę przejazdu zaplanować, zadbać o wikt i opierunek. Przywódcą wesołej kompanii, która latem 1692 r. zawitała do Poznania, Tadeusz Kraszewski uczynił niejakiego Kaspra Mrugałę, gawędziarza niezrównanego, na którego każdy ze współtowarzyszy wędrówki w potrzebie niezawodnie może liczyć.




Choć minęło już około 40 lat od czasu kiedy Szwedzi złupili wielkopolskie miasto, tu i ówdzie można jeszcze dostrzec ślady po wizycie nieproszonych gości. Dzięki przedsiębiorczości mieszczan gród nad Wartą rozwija się jednak i pięknieje z każdym rokiem. Tak się szczęśliwie złożyło, że w czasie gdy waganci docierali do Poznania, w mieście odbywał się jarmark. Aktorzy liczyli więc, że pośród tłumów kupujących i sprzedających znajdzie się wielu chętnych aby mieszkiem potrząsnąć, na przedstawienie się wybrać, a tym samym sowitego zarobku ubogim aktorom przysposobić. W mieście trudno już znaleźć nocleg, ale i z tym Kasper sobie radzi, a waganci zatrzymują się u możnego mistrza murarskiego Błażeja Darmopycha.  Nie przypuszczają nawet, że spędzą tu znacznie więcej czasu niż zamierzali. Wszystkiemu winna kapryśna Warta, której wezbrane wody wdzierając się do miasta, niosąc grozę oraz zniszczenie, zmuszają wagantów do pozostania na wynajętej u muratora kwaterze…
                         
     

                     
Utwór zbudowany został w oparciu o kilka wątków, które wzajemnie się przeplatając i uzupełniając tworzą kunsztowną całość. Osią powieści jest konflikt pomiędzy czeladnikiem Piotrem Wydrzyoko a szlachcicem – warchołem, panem Rostarzyckim. Jest również wątek miłosny związany z tymże Piotrem i Jagusią, córką mistrza Błażeja Darmopycha, (jest i ta trzecia, piękna wagantka Krysta). Nie można zapomnieć także o wątku osnutym wokół losów podróżującego z wagantami sympatycznego chłopca Maćka. W miarę postępu akcji drugoplanowi pierwotnie bohaterowie zyskują coraz więcej miejsca na kartach książki, a kiedy spełnią założone przez autora zadanie ponownie schodzą ze sceny, aby dalej grać swą  rolę, tym razem już na dalszym planie. A bohaterów jest bez liku. I waganci, i rodzina mistrza Darmopycha, jest sławny i mądry doktor Mikołaj, jest wreszcie imć pan Rostarzycki wraz ze skłonnymi do bójek i intryg zausznikami. Wszak bez udziału czarnych charakterów znacznie trudniej odmalować autorowi barwy bohaterów pozytywnych. A ów szlachcic-zabijaka jest uosobieniem wszystkich niemal stereotypowych cech jakie przypisywano przedstawicielom tego stanu społecznego. Zadufany w sobie panek swymi postępkami wzbudza niechęć i przyczynia się do siania fermentu pośród mieszczan.




Autor posługuje się przepyszną polszczyzną. Starannie dobiera słowa, od czasu do czasu przyprawiając zdania określeniami, które można znaleźć głównie w słowniku wyrazów zapomnianych. Postacie stworzone przez Kraszewskiego żyją, buzują emocjami, rozterkami, tęsknotami, niepokojami i nadziejami. Wartka akcja czasem zwalnia tempo, by kiedy trzeba znów przyspieszyć i ponieść bohaterów ku kolejnej przygodzie. Konflikt o dziewkę, urażona szlachecka duma, wyznania miłosne, bijatyki, fortele, dramaty, scenki wzruszające i komiczne… Nie sposób nie ulec czarowi pióra Tadeusza Kraszewskiego. Przeczytałem w tym roku kilka urokliwych, starych powieści dla młodzieży. Jednak to z wagantami, których powódź zatrzymała w Poznaniu ponad trzy stulecia temu, najtrudniej było mi się rozstać. Józef Ignacy Kraszewski, autor dziesiątków historycznych powieści byłby dumny bez wątpienia, gdyby dane mu było wiedzieć, że po jego odejściu ze świata doczesnego, inny noszący to same nazwisko literat powieść historyczną dorównującą jego twórczości wyrychtuje. Polecam.


Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
Ilustracje: Włodzimierz Bartoszewicz
Rok wydania: 1973
Liczba stron: 314



poniedziałek, 4 września 2017

„Mataszkowie i mazurska przygoda”



Tomasz Stochmal „Mataszkowie i mazurska przygoda”


„Mataszkowie i mazurska przygoda” to już trzecia powieść Tomasza Stochmala, na kartach której spotykamy się z sympatycznymi bohaterami: trójką rozmiłowanych w historii chłopców Mataszkiem, Kasztankiem, Grzybciem oraz ich rodzicami i wujkiem. W poprzednich dwóch tomach serii Mataszkowie rozwiązywali zagadki historyczne związane z Helem i Toruniem[1]. Przemierzali uliczki miast wypatrując tajemniczych znaków i napisów, które mogłyby ich naprowadzić na tropy umożliwiające odkrycie skarbów. Kolejne wakacje chłopcy postanawiają spędzić z dala od gwaru i cywilizacji. Ich wybór pada na Mazury. Jak przed każdą wyprawą, także i do tej skrupulatnie się przygotowują. Wertując przewodniki, mapy i atlasy zamierzają zdobyć jak najwięcej informacji o miejscowościach, które znajdą się na trasie ich wędrówek i o zabytkowych obiektach, które warto odwiedzić.




Rodzina Mataszków zatrzymuje się na kwaterę we wsi Wojnowo. To miejscowość o wspaniałej historii. Znajduje się tutaj dawny klasztor staroobrzędowców. W klasztornej kaplicy pośród wielu zabytkowych przedmiotów zachowały się cenne, stare ikony. Pierwotnie w kaplicy wiekowych malowideł było znacznie więcej. Niestety ich los jest nieznany. Nie wiadomo czy zostały skradzione, zniszczone lub ukryte w jakimś tajemniczym miejscu. Mataszek wraz pozostałymi chłopcami postanawiają rozwikłać tajemnicę zniknięcia ikon. Pragną je odnaleźć i sprawić aby ponownie przyozdobiły ściany kaplicy.




Młodzi czytelnicy, którzy sięgną po nową książkę Tomasza Stochmala, mogą zaczerpnąć z niej garść ciekawostek o społeczności staroobrzędowców, którzy w pierwszej połowie XIX stulecia osiedlili się na Mazurach. Bohaterowie odwiedzają miejsca związane z życiem i działalnością wyznawców tej doktryny. Przed Mataszkami trudne zadanie, dlatego kiedy poznają mieszkającą w okolicy dziewczynkę Olę, szybko się z nią zaprzyjaźniają. Chętnie korzystają z jej wiedzy i znajomości terenu. Jej pomoc okazuje się niezwykle wartościowa, gdyż dziewczynka także należy do staroobrzędowców.




Na końcowych stronach powieści autor zamieścił słowniczek wyjaśniający trudniejsze pojęcia zawarte w tekście. Na szczęście nie ma ich zbyt dużo, wszak książka, tak jak poprzednie tomiki serii adresowana jest przede wszystkim do młodych czytelników. W książce znajduje się także mapka Doliny Krutyni z zaznaczonymi miejscami, do których docierają młodzi odkrywcy. Dzieciaki, które miały już okazję poznać przygody Mataszków na Helu i w Toruniu, z pewnością nie rozczarują się kolejnym spotkaniem z rezolutną trójką chłopców i z przyjemnością wraz z nimi przemierzać będą urokliwe zakątki Mazur odsłaniając tajemnice w jakie obfituje ten malowniczy i nadal nie do końca poznany region naszego kraju. Polecam.


Wydawca: Stotom
Ilustracje: Paulina Lewandowska
ISBN: 978-83-943175-4-6
Liczba stron: 88
Rok wydania: 2017




[1] Recenzje powieści „Mataszkowie i tajemnice Helu” oraz „Mataszkowie i skarby Torunia”: http://www.zapomnianabiblioteka.pl/search/label/Tomasz%20Stochmal

piątek, 1 września 2017

„Baszta Szarej Sowy”



Ryszard Doroba „Baszta Szarej Sowy”


Niemal każdemu z dzisiejszych czterdziesto i pięćdziesięciolatków nieobce są powieści przygodowe, których akcja rozgrywa się w latach II wojny światowej. Do klasyków takiej literatury zaliczani bywają m.in. autor „Kaktusów z Zielonej ulicy” Wiktor Zawada, czy Cezary Leżeński, twórca postaci bohaterskich chłopców Jarka i Marka. Nie można tu pominąć Janusza Przymanowskiego autora zekranizowanego dzieła „Czterej pancerni i pies”. Nowelka „Filip i jego załoga na kółkach” była natomiast przez długie lata lekturą obowiązkową w jednej z pierwszych klas szkoły podstawowej. Przygody dzielnych żołnierzy i konia ciągnącego, o ile dobrze pamiętam, wóz z kuchnią polową poznałem jako kilkuletni chłopiec, mając w nosie ideologiczny sos jakim autorka Janina Broniewska obficie zaprawiła fabułę tego utworu.

Ryszard Doroba napisał kilka książek dla młodzieży, z których najbardziej znana jest powieść w wakacyjnych klimatach „Tajemnica podziemnego lochu”[1] (wyd. 1972 r.). Jego kolejna, opublikowana tym razem w 1974 r. książka „Baszta Szarej Sowy” to wojenna opowieść o kilku chłopcach, którzy marzą o tym aby dostać się do partyzantki i wraz z leśnymi ramię w ramię bić się o wyzwolenie ojczyzny spod niemieckiej okupacji. Wzorem dla nich są rówieśnicy walczący kilkadziesiąt kilometrów dalej w Powstaniu Warszawskim. Linia frontu zatrzymała się tuż tuż za Wisłą. Z każdym dniem coraz głośniejsze salwy armatnie zwiastują nieuchronne nadejście przełomowego momentu w wojnie…

Lolek i jego koledzy o przezwiskach Zyga, Tyka oraz Serdel mieszkają w niewielkiej wsi położonej pośród rozległych lasów. Najroztropniejszy z chłopców - Lolek wraz z matką zamieszkuje w dworku, przylegającym do kamiennej baszty stanowiącej jedyną pozostałość po starym zamczysku. Jego matka pracowała tu niegdyś jako kucharka. Przed wybuchem wojny w sąsiedztwie Baszty Szarej Sowy chłopcy lubili bawić się w Indian. Basztę zaś wykorzystywali jako miejsce spotkań i narad.

Chłopcy dowiadują się, że partyzanci nie zamierzają przyjąć ich do swojego oddziału. Uważają, że są zbyt młodzi na walkę z bronią w ręku i powinni się jeszcze uczyć, aby w przyszłości odbudowywać ojczyznę ze zniszczeń wojennych. Nadarza się jednak okazja aby w inny sposób osłabić okupanta. Do dworu przyjeżdża na kwaterę oddział niemieckich żołnierzy. Hitlerowcy magazynują w baszcie skrzynie z amunicją. Czwórka kolegów postanawia wykraść amunicję ze skrzyń i przekazać ją do oddziału partyzanckiego. Drzwi baszty strzeże uzbrojony strażnik. Chłopcy muszą działać niezwykle ostrożnie. Zdają sobie sprawę, że odkrycie ich poczynań może skończyć się dla nich i dla mieszkańców dworku tragicznie. Opracowują jednak dokładny plan działania i przystępują do akcji…

Niewątpliwie dużym minusem powieści jest zredukowanie roli żołnierzy niemieckich do roli statystów, biernie obserwujących kręcących się po okolicy chłopców. Trzeba jednak zrozumieć postępowanie autora, wszak książka adresowana jest do młodych czytelników i niewskazane byłoby w niej epatowanie przemocą i okrucieństwem. Powieść jest sprawnie napisana. Kiedy powoli zbliżałem się do ostatniej strony, ze zdziwieniem zauważyłem, że Ryszardowi Dorobie niemal udało się uniknąć obowiązkowych w latach PRL-u nawiązań do braterstwa broni i wkładu sojuszniczej armii ze wschodu w wyzwolenie naszego kraju. Niestety, w krótkim epilogu pojawia się zdanie przypominające w jakich latach powstała książka: „A już po czterech spokojnych miesiącach we wsi pojawiły się czołgi z czerwonymi gwiazdami na pancerzach – zwiastuny upragnionej, od dawna wyczekiwanej wolności”[2]. Mimo wszystko, polecam.


Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie
Rok wydania: 1974
Liczba stron: 237




[2] Ryszard Doroba „Baszta Szarej Sowy”, s. 237.

niedziela, 27 sierpnia 2017

„Dwie noce”



Walery Łoziński „Dwie noce”


Zmarły w 1861 r. w wieku 24 lat Walery Łoziński pozostawił po sobie kilka utworów, które cieszyły się popularnością czytelników oraz uznaniem krytyków. Najpopularniejszym, wielokrotnie wznawianym dziełem tego niezwykle pracowitego autora i dziennikarza jest niewątpliwie „Zaklęty dwór”[1]. Powieść ta po wielu, wielu latach trafiła nawet na szklane ekrany. Była to pierwsza część planowanej przez Łozińskiego trylogii. Pan Walery rozstał się z życiem w wyniku ran odniesionych w pojedynku i spoczął na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Trylogii nie zdążył ukończyć, powstał jedynie jej drugi tom „Dwie noce”.

Warto odświeżyć sobie „Zaklęty dwór”, warto także przeczytać „Dwie noce”. Można po nią sięgnąć nawet bez znajomości pierwszego z tytułów. W drugiej książce Łozińskiego mimo oczywistych nawiązań do „Zaklętego dworu” pojawia się zaledwie jeden ze znanych nam bohaterów, i to prawdę mówiąc w roli drugoplanowej. Główną rolę odgrywa tu natomiast bohater zbiorowy -  mieszkańcy niewielkiego, leżącego nieopodal Sambora, miasteczka Oltenice. Wśród nich prym wiodą piękną dziewczyna zwana Rybitwą oraz zakochany w niej młodzieniec Tadeusz. Niezwykle ważna dla rozwoju fabuły jest tajemnicza historia zabójstwa pewnego policjanta oraz związana z tym sprawa obrabowania kasy miejskiej.



Walery Łoziński „Zaklęty dwór”


Walery Łoziński był znakomitym obserwatorem, mistrzem w odmalowywaniu sylwetek przedstawicieli drobnomieszczaństwa oraz szlachty zaściankowej. W „Dwóch nocach” znajdziemy jeszcze bardziej krwiste i przerysowane portrety bohaterów niż w „Zaklętym dworze”. Postacie przez niego wykreowane wyposażone są potężny bagaż przywar i niedoskonałości, który wystarczyłby do obdarowania bohaterów nie jednego lecz kilku  opasłych tomów. Łoziński operuje przepiękną polszczyzną, potrafi przy tym wytworzyć nastrój grozy i tajemniczości.

„Dwie noce” to utwór pełen humoru, utwór w którym krzyżują się wątki miłosny i awanturniczy. Bardzo wyraźnie brakuje jednak dopełniających całość, wyciętych przez gorliwych urzędników treści patriotycznych nawiązujących zapewne do Wiosny Ludów. Kto wie, być może gdyby nie austriacka cenzura, która wykreśliła obszerne fragmenty powieści, otrzymalibyśmy dzieło równie znakomite jak „Zaklęty dwór”. Mimo to autorowi udało się od czasu do czasu przemycić jakąś aluzję, która umożliwiała spojrzenie na poczynania bohaterów pod właściwym kątem. Polecam.


Wydawca: Książka i Wiedza
Rok wydania: 1950
Liczba stron: 196

sobota, 29 lipca 2017

„Tajemnica białego kamienia”



Mieczysława Buczkówna „Tajemnica białego kamienia”


Uczeń klasy piątej Jacek oraz jego dziesięcioletnia siostra Ewa wyjeżdżają na wakacje. Najbliższe dwa miesiące spędzą w wiosce Biały Kamień. Mieszka tam dziadek, wujostwo, a co najważniejsze rówieśnik Jacka - Bolek oraz mały Maciuś. Gospodarstwo położone jest nad malowniczym jeziorem, w centrum którego znajduje się niewielka wyspa. W chaszczach na wyspie ukryte są ruiny zamku oraz znajduje się olbrzymi głaz, z którym związana jest tajemnicza legenda. Dzieciaki postanawiają wybrać się na wyspę. Są przekonane, że w dawno zapomnianych lochach uda im się odnaleźć skarb.




Pobyt dzieci u rodziny na wsi obfituje w wiele przygód. Dla wychowanych na warszawskim osiedlu młodych ludzi jest to pierwsza wizyta w miejscu, w którym przyroda wręcz puka do okien. Dzieci poznają najbliższą okolicę. Szukają grzybów i jagód, poznają nowe gatunki roślin i zwierząt, pomagają wujkowi w żniwach, wypływają z dziadkiem na jezioro. Każda wycieczka lub przechadzka odsłania przed nimi kolejne sekrety natury. Nie brakuje w powieści bardziej emocjonujących wydarzeń, jak np. nocna wyprawa do lasu, czy eksploracja ruin starego zamczyska.




Akacja powieści rozgrywa się latem 1960 r., a więc siedemnaście lat po zakończeniu II wojny światowej. Echa tych tragicznych czasów nadal pobrzmiewają w tle powieści. Mimo, że dzieciaki chętnie wysłuchałyby wspomnień dziadka z tego okresu, ten niechętnie do nich wraca. Nic dziwnego, wielu jego przyjaciół i sąsiadów nie przeżyło niemieckiej okupacji[1]. Książka nasączona jest mnóstwem edukacyjnych ciekawostek, które są jednak podane w tak subtelny i plastyczny sposób, że zagadka historyczna i poszukiwanie skarbu nie stają się wcale najważniejszym punktem powieści, lecz są równorzędnymi elementami fabuły. Upłynęło kilkadziesiąt lat, trudno już na wsi spotkać krowę, a o przejażdżce wozem wypełnionym stertą snopków można jedynie pomarzyć. Smsy wyparły pisanie listów, dzieciaki oczekują innych prezentów na urodziny, nie zadowala ich byle drobiazg. Nie ma już dziadków, którzy mogliby zaciekawić wnuków wojennymi historiami… Jakże rożni się ta powieść od książek dla dzieci i młodzieży, które trafiają dziś na półki księgarskie.




W dorobku zmarłej w 2015 r. autorki, prywatnie żony poety Mieczysława Jastruna, dominują zbiory wierszy dla młodych czytelników[2]. Kiedy zerkniemy na tytuły tych tomików, nie sposób nie dostrzec faktu, że spoiwem twórczości Buczkówny jest miłość i odkrywanie piękna przyrody ojczystej a głównym adresatem jej utworów - dziecko. Wrażliwość, kultura języka, poetyka i niespieszne tempo akcji zapewne sprawiłyby, że „Tajemnica białego kamienia” nie znalazłaby wielu czytelników, gdyby jakieś wydawnictwo zdecydowało się dziś na jej wznowienie. A szkoda bo to jedna z najpiękniejszych powieści dla dzieci jaka powstała w latach PRL-u. Trudno znaleźć w niej jakikolwiek słaby punkt. Polecam ją szczególnie osobom pokolenia dzisiejszych czterdziesto i pięćdziesięciolatków, dla których podobnie jak dla Jacka i Ewy spędzanie wakacji u dziadków na wsi było zawsze niezapomnianą przygodą.


Wydawca: Czytelnik
Ilustracje: Jan Wilkoń
Data wydania: 1966


sobota, 22 lipca 2017

„Rycerze Wielkiej Przygody”



Wanda Polankiewicz „Rycerze Wielkiej Przygody”


Druga połowa lat trzydziestych ubiegłego wieku. Rok szkolny dobiega końca. Wśród milionów dzieci, które z utęsknieniem wyczekują chwili wręczenia świadectw jest kilkoro uczniów jednej z poznańskich szkół: Jerzy oraz jego rodzeństwo, Zbyszek, Alinka i Jacek. Młodzi ludzie marzą o wyjeździe wraz z rodzicami na upragnione wakacje. Niestety, w ostatniej chwili dowiadują się, że z powodu ważnych spraw mama i tata zmuszeni są pozostać w Poznaniu. Bohaterowie są bardzo rozczarowani tym faktem. Ich niezadowolenie wzrasta, kiedy dowiadują się, że rodzice zaplanowali już miejsce, w którym spędzą najbliższe dwa miesiące. Nie będą to wymarzone góry lub morze lecz daleki Sandomierz. Dzieciaki uważają, że w nadwiślańskim mieście nie czekają ich żadne atrakcje i nie mogą liczyć aby przeżyć w nim jakąkolwiek przygodę. Już wkrótce przekonają się, jak bardo się mylili, a na brak licznych pasjonujących przygód nie będą mogli narzekać.



Zamek w Sandomierzu na okładce wydanego w czerwcu 2017 r. Przewodnika 
„Zamki świętokrzyskie. Skarby – legendy - tajemnice”.


W Sandomierzu mieszka ciocia Zosia, a wraz z nią jej dzieci Wacek, Basia, Karolina i Urszulka. Możliwość spotkania dawno nie widzianych, bardzo lubianych rówieśników sprawia, że na twarze poznańskiej czwórki powraca uśmiech. Pewnego dnia młodzi ludzie znajdują w lochach pod dawnym kolegium jezuickim małe zardzewiałe pudełko, w którym znajduje się bardzo stary, postrzępiony papier. Z trudem odczytują zatartą już mocno treść. Na dokumencie widnieje data - 1656 r. W treści zawarta jest natomiast informacja o ukrytej w podziemiach szkatułce pełnej dukatów. Jak łatwo można się domyślić rozentuzjazmowani poznaniacy i ich sandomierscy kuzyni niezwłocznie rozpoczynają poszukiwania skarbu.

Autorka wplotła w fabułę powieści wiele ciekawostek związanych z dziejami Sandomierza oraz informacji przybliżających czytelnikom rozwój Centralnego Okręgu Przemysłowego, w którego sercu leży to prastare miasto. Wraz z bohaterami wędrujemy sandomierskimi uliczkami i odwiedzamy najbardziej znane zabytki. Spotykamy dawnych mieszkańców Sandomierza, pośród których nie brakuje przedstawicieli społeczności żydowskiej, harcerzy oraz wędrujących w taborze Cyganów. Przybysze z Poznania są zachwyceni nadwiślańskim miasteczkiem, jego niezwykłą atmosferą, wielowiekową historią i legendami. Liczne wspólne przygody, częste tarapaty w jakie pakują się dzieciaki wzmacniają więzy przyjaźni między nimi. Nic dziwnego, że wakacje w Sandomierzu na długo pozostaną w ich pamięci.


Poszukuję wszelkich informacji o Wandzie Polankiewicz 
oraz o działającym w Poznaniu przed II wojną światową 
wydawnictwie NURT.


Miłośnicy „Szatana z siódmej klasy” bez trudu wyłowią pewien motyw, być może zapożyczony z wydanej dwa lata wcześniej książki Kornela Makuszyńskiego. Mam tu na myśli uwięzienie przez  złoczyńców jednego z głównych bohaterów. Książka została napisana bardzo przystępnym, niemal współczesnym językiem. Akcja jest wartka, autorka genialnie oddała słoneczny, wakacyjny klimat, a sympatycznych bohaterów powieści nie sposób nie polubić. Tym bardziej szkoda, że książka ta jest dość trudna do zdobycia, i od pierwszego wydania w 1939  r. nigdy nie była wznawiana. Jest to niestety jedyna książka przygodowa adresowana do młodych czytelników w dorobku Wandy Polankiewicz tajemniczej, zapomnianej już dziś pisarki. Polecam.


Wydawca: Wydawnictwo NURT
Rok wydania: 1939
Liczba stron: 272


czwartek, 20 lipca 2017

„Dzika Mrówka i tajemnice gdańskiego Wybrzeża”



Andrzej Perepeczko „Dzika Mrówka i tajemnice gdańskiego Wybrzeża”


Nowe przygody Dzikiej Mrówki i Jego Brata, którzy razem z przyjaciółmi odkrywają swoje, okazuje się nie całkiem znane, miasto i jego okolice. Książka Dzika Mrówka i tajemnice gdańskiego Wybrzeża jest ósmą częścią niezwykłych i bardzo ciekawych przygód dwóch braci bliźniaków: Marka o przezwisku Dzika Mrówka i Jarka nazywanego Jego Bratem oraz ich przyjaciółek – Uli i Marieny. Tym razem do ekipy odkrywców dołączył pan Tomek chcący pokazać młodzieży ciekawe rzeczy w Gdańsku, Sopocie, Gdyni i okolicach zgodnie z powiedzeniem: „Cudze chwalicie, a swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. Młodzi poznali wiele tajemnic Trójmiasta i okolic, zobaczyli mnóstwo ciekawych zabytków i skorzystali z wielu atrakcji dostępnych nad polskim morzem, a przy okazji raz po raz musieli wyciągać z tarapatów Dziką Mrówkę, który potrafi się w nie wpakować o każdej porze i w każdym miejscu. Powieść napisana jest wesoło i z wielką życzliwością zarówno dla bohaterów, jak i czytelników, spodoba się wszystkim – i starszym, i młodszym.



Andrzej Perepeczko, urodzony we Lwowie w 1930 r. Oficer mechanik – poznał morza i porty niemal całego świata, pływał na polskich i obcych statkach. Wykładowca Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Pisarz, autor wielu książek, twórca jednego z najsympatyczniejszych bohaterów polskiej literatury dla dzieci i młodzieży – Dzikiej Mrówki.


Źródło:


Wydawca: Bernardinum
ISBN: 978-83-7823-869-0
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 232


wtorek, 11 lipca 2017

„Tajemnica Starego Lasu”



Halina Wiktor „Tajemnica Starego Lasu”


Pradawne dęby w Tajemniczym Lesie kryją zadziwiające tajemnice, nieznane przestrzenie i światy. Przekonała się o tym Teofila, mała dziewczynka z rodziny czarodziejów. Wyruszając wraz ze swym przemądrzałym gadatliwym kotem Klemensem na wyprawę do lasu, natrafiła w dziupli potężnego dębu na zwykłą starą patelnię. Jednak nic nie jest takie, jak się wydaje. Patelnia przenosi naszych bohaterów do innego, choć równie realnego świata. Przeżywają w nim mnóstwo przygód, poznają sekret gadającej skrzynki, fruwają latającym dywanem. Towarzyszy im nowy znajomy, ciekawski stworek Andronik. Czy zdołają powrócić do domu? Wszak patelnia, która przeniosła ich w inny świat, gdzieś przepadła…


Źródło:


Wydawca: Bernardinum
ISBN: 978-83-7823-906-2
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 112


piątek, 30 czerwca 2017

Wywiad z Krzysztofem Beśką




Krzysztof Beśka - autor wielu powieści przygodowo-sensacyjnych z wątkami historycznymi oraz kryminałów retro. Książka Krzysztofa Beśki „Konstelacja zbrodni” została objęta patronatem medialnym przez Zapomnianą Bibliotekę oraz Forum Miłośników Pana Samochodzika.


1. Tomasz Horn rozwiązuje zagadki historyczne niczym kilkadziesiąt lat wcześniej Pan Samochodzik. W wywiadach przyznaje Pan, że doskonale znana jest Panu twórczość Zbigniewa Nienackiego. Które powieści tego pisarza z serii o przygodach detektywa-muzealnika należą do Pana ulubionych?

Wszystkie! Mówię to bez kokieterii. W każdej z nich naprawdę mogę znaleźć coś innego. Zanim jednak rozwinę temat, chciałby zastrzec, iż za jedyną właściwą serię o przygodach Pana Samochodzika uznaję tylko tę, którą zaczyna Wyspa złoczyńców, a kończy Pan Samochodzik i człowiek z UFO. Reszta to historie naciągane, choć jestem w stanie jeszcze skłonić się do dwóch pozycji autorstwa Jerzego Ignaciuka. Cała reszta, książki innych autorów, to czysta hochsztaplerka. Swoją przygodę zacząłem, mając lat 11. Przeczytałem książkę Pan Samochodzik i templariusze, zachęcony serialem. A potem już poszło. Do dziś wracam do tych pozycji, które kojarzą mi się z dzieciństwem i wakacjami. 

2. Czy imię bohatera „Konstelacji zbrodni” ma coś wspólnego z Tomaszem NN, czyli Panem Samochodzikiem Nienackiego?

Oczywiście. Ale to mój Tomasz. Tomasz Horn. Lubię takie zapożyczenia, puszczanie oka do czytelnika. Jeśli ktoś to zauważy, to mam wielką satysfakcję. Horn jest dziennikarzem, pasjonatem historii, ale ma też wojskową przeszłość, co mało kto z recenzentów zauważa. Jest to ukłon w stronę bohaterów innej mojej powieści, nagradzanej Fabryki frajerów. Temat wojskowości wciąż krąży blisko mnie i ponownie będzie poruszony w powieści Cień na piasku, która ukaże się już we wrześniu w nowej serii Literatura z Pociskiem. A poza tym Tomasz Horn jest postacią skrojoną na potrzeby dzisiejszego odbiorcy. Tomasz Nienackiego był trochę safandułą, Tomasz Beśki jest chyba bardziej męski, bardziej zdecydowany.

3. Czy znana jest Panu twórczość Zbigniewa Nienackiego adresowana do dorosłych czytelników?  

Oczywiście! Ledwo zacząłem czytać „Samochodziki”, już dowiedziałem się o Skiroławkach, powieści-skandalu, z momentami. Potem był Wielki Las i Uwodziciel. Lubię też powieści łódzkie Zbigniewa Nienackiego, czyli Sumienie, Z głębokości, a także czytany całkiem niedawno kryminał Laseczka i tajemnica. Z kolei Mężczyzna czterdziestoletni jest swoistym pomostem między Łodzią a Mazurami. Nigdy za to nie czytałem trylogii Dagome Iudex. Może też dlatego, że kiedy jako student współpracowałem ze Stowarzyszeniem Społeczno-Kulturalnym Pojezierze, które dysponowało książkami po upadłym wydawnictwie o takiej samej nazwie, zajmowałem się transportem ton paczek z książkami. Między innymi z  Dagome Iudex. Może to śmiesznie zabrzmi, ale się chyba wtedy zniechęciłem do tej trylogii.

4. Jakie książki czytywał Pan w dzieciństwie?

Prócz Nienackiego był to oczywiście drugi pan „N”, czyli Edmund Niziurski, jego powieści o szkole, dzięki którym moja edukacja była bardziej znośna. Sięgałem też po powieści Aleksandra Minkowskiego, Janusza Domagalika i Adama Bahdaja. Lubiłem trylogię książek o Indianach Złoto Gór Czarnych autorstwa Szklarskich i trylogię Longina Jana Okonia, przeczytałem też kilka „Tomków” Alfreda Szklarskiego.  Za to po większość lektur szkolnych sięgałem z obrzydzeniem. Może źle to brzmi z ust polonisty z dyplomem, ale tak było. Nie trawiłem na przykład Sienkiewicza. Trylogię ominąłem bardzo szerokim łukiem, przepraszam. Ale za to po latach z przyjemnością sięgnąłem po nieliczne powieści współczesne tego autora, czyli Rodzinę Połanieckich i Bez dogmatu.

5. „Konstelacja zbrodni” jest trzecim tomem poświęconym przygodom Tomasza Horna. Pana dwie inne główne serie powieściowe także liczą po trzy tomy. Czy zatem było to już ostatnie spotkanie czytelników z tym bohaterem?

Nie wiem. Czas pokaże. Jeśli chodzi o cykl kryminałów retro o XIX-wiecznym detektywie z Łodzi, Stanisławie Bergu, to powstała już część czwarta, a w tej chwili kończę piątą. Przeniosłem tylko bohatera z Łodzi do Królewca. Jest też wola wydawcy, by kontynuować przygody wojenne Antka, bohatera Autoportretu z samowarem. Ale pojawiła się też inna propozycja, żebym napisał kryminał rozgrywający się w Warszawie tuż po odzyskaniu niepodległości. Jak znam siebie, na jednej powieści się nie skończy. Co poradzę na to, że lubię cykle, lubię bawić się z bohaterem, wpuszczać go w coraz to nowe kłopoty? 


6. W „Konstelacji zbrodni”, „Ornacie z krwi” oraz „Krypcie Hindenburga” współczesna akcja przeplata się z wydarzeniami sprzed wieków. Czy nie korci Pana, aby przenieść całą akcję którejś z kolejnych Pana książek o kilka wieków wstecz, np. do czasów Kopernika?

Nie. Aż tak daleko nie jestem w stanie się cofnąć. Jak już wspominałem, jestem autorem kryminałów retro, których akcja rozgrywa się pod koniec XIX wieku. I to chyba jest granica, której nie przekraczam. Chyba szybko bym się znudził, gdyby operował tylko ma jednej płaszczyźnie czasowej. 

7. W Pana dorobku znajdziemy także kryminały retro. Pisząc tego typu książki autor musi znacznie więcej czasu poświęcić na pracę z materiałami archiwalnymi. Co sprawia najwięcej trudności w pracy nad książką, której znaczna część akcji rozgrywa się kilkadziesiąt lub kilkaset lat temu? Czy może Pan zdradzić trochę z tajników swojego warsztatu pisarskiego?  

Na tym etapie mojej pisarskiej drogi już nic nie sprawia kłopotów, mówiąc nieskromnie. Ale tak jest: nie napiszę, że bohater gonił złoczyńcę przed dwa kilometry, ale przez nieco ponad wiorstę, skoro akcja rozgrywa się na terenie zaboru rosyjskiego w roku 1892. Muszę wiedzieć, jakiego cara portret wisi na ścianie urzędu. Ważne są pieniądze, którymi płacą bohaterowie, jak i gazety, które czytają. To wszystko jest tylko tłem, owszem, ale jest też bardzo ważne. Trzeba się pilnować. Akurat czytam znaną powieść pewnego znanego pisarza. Powiem tylko, że jest z Gdańska. Akcja powieści rozgrywa się w roku 1900, bohaterowie chodzą do kościoła Zbawiciela w Warszawie, choć został on konsekrowany dopiero w roku 1927. 

8. Akcja Pana powieści rozgrywa się w wielu miastach. Frombork, Gdańsk, Toruń, Olsztyn, Łódź, Warszawa… Do których z tych miast ma Pan największy sentyment? O których najlepiej się pisze?

Wszystkie są mi w jakiś sposób bliskie, a każde oznacza dla mnie coś innego, wiąże się z innym okresem w moim życiu. W niektórych mieszkałem dłużej, w innych krócej, jeszcze inne jedynie odwiedzałem, ale wychowali się tam na przykład moi bliscy. W Warszawie mieszkam od 19 lat, bo tutaj są największe możliwości, choć z drugiej strony czas za szybko mija. Ale wciąż jeżdżę i będę jeździł samochodem na iławskich tablicach, wciąż czuję się człowiekiem z północy. Niełatwo odpowiedzieć na pytanie, o którym z tych miast najlepiej się pisze. O każdym na pewno inaczej. Najpierw pisałem o Warszawie współczesnej, potem o tej czasu wojny, a czeka mnie pisanie o mieście z 1918 roku. Nie wystarczą więc same spacery, potrzebna będzie solidna dokumentacja. 

9. Który z Pana trzech cykli powieściowych cieszył się największym zainteresowaniem czytelników?

Sądząc po ich ilości na stronie Lubimy Czytać, chyba ten o łódzkim detektywie Stanisławie Bergu. Ale pozostałe dwa już go gonią! 

Dziękuję za rozmowę.


Zapraszam do dyskusji o powieściach Krzysztofa Beśki 
na Forum Miłośników Pana Samochodzika:



czwartek, 29 czerwca 2017

„Kierdej”



Irena Gajewska „Kierdej”


Nieopodal kresowego miasteczka Buczacz od kilku wieków wznosiło się stare zamczysko, które od nazwiska właścicieli nazywane było Kierdejem. W mocno już nadgryzionych zębem czasu murach mieszkała wraz z chorą matką Zula Kierdejówna. Młoda, to była, piękna, szlachetna i dobroduszna dziewczyna. Niestety sen z jej powiek spędzał stan zdrowia ukochanej matki. Nie mogła biedaczka pozwolić sobie na leczenie najdroższej osoby, bo mimo iż prastare nosiła nazwisko i zamieszkiwała w komnatach zamkowych, w skarbcu rodowym od dawna widać było jedynie zakurzone dno. Wiodła sobie Zula wraz z matką i dwojgiem wiernych służących skromne i spokojne życie. Od czasu do czasu wspominała tylko przekazywaną z pokolenia na pokolenie legendę o ukrytym w tajemniczej skrytce przez stryja Zuli Edwarda Kierdeja ogromnym skarbie. Odnalezienie legendarnych kosztowności rozwiązałoby szereg problemów i pozwoliłoby na wysłanie matki dziewczyny na kosztowną kurację.


W tym samym mniej więcej czasie we Lwowie, na pensji prowadzonej przez panią Rozwowską, dochodzi do poważnej awarii sieci wodociągowej. Trzydzieści podopiecznych wraz z wychowawczyniami wyjeżdża na czas remontu urządzeń do zamku Kierdej. Tam bowiem wynajęto kwatery, w których przez najbliższe kilka miesięcy dziewczynki będą mieszkać i zdobywać wiedzę. Wśród pensjonarek, które przybywają do rodowej rezydencji Kierdejów są Hela i Lola, które gdy tylko dowiadują się o kłopotach Zuli postanawiają jej pomóc. Każdą wolną od zajęć chwilę poświęcają na myszkowanie w zamkowych zakamarkach. Odkrywają tajemnicze korytarze, strychy i pomieszczenia, do których od lat nikt nie zaglądał. Celem ich zabiegów jest oczywiście odszukanie skarbu. W trakcie poszukiwań muszą uważać aby nie wpaść w oko starej klucznicy pani Wańkowiczowej oraz ogrodnikowi Szymonowi. Zachowanie tej dwójki wydaje się zresztą dziewczynkom niezwykle podejrzane. Wskazówka mogąca pomóc w odnalezieniu skarbu zaszyfrowana jest w akrostychu napisanym na marginesie jednej ze starych ksiąg przez pasjonującego się botaniką pana Edwarda. Księga znajduje się oczywiście w zamkowej bibliotece.

Irena Gajewska wyczarowała beztroską, skąpaną w promieniach słońca, sielankową powieść. Dla pensjonarek pobyt w oddalonym od cywilizacji, malowniczo położonym zamku jest niezwykłą przygodą. Uczennice pod okiem wychowawczyń uczą się, bawią, organizują zawody sportowe. Dziewczynki udają się także na wycieczkę do pobliskiego Buczacza, gdzie zwiedzają m.in. ruiny zamku Potockich. Wywracając do góry nogami smutne życie Zuli, sprawiają, że młoda właścicielka Kierdeju choć na kilka chwil może oddalić się zmartwień zaprzątających jej myśli.

Fabuła książki nie jest zbyt skomplikowana, autorka upraszcza wiele spraw, ale należy pamiętać, że książka ukazała się po raz pierwszy blisko wiek temu, w 1918 r. Adresowana do młodszych czytelników opowieść, choć dziś trąci myszką, zapewne wówczas rozpalała wyobraźnię dziesięcio, czy dwunastolatków. Myślę, że nie tylko dziewczynki z wypiekami na twarzy przewracały stronę za stroną, aby dowiedzieć się, czy rezolutnym Heli i Loli uda się pomóc Zuli i trafić na ślad skarbu stryja Edwarda. Kto wie, czy powieść choć w niewielkim stopniu nie inspirowała Jana Brzechwy i Kornela Makuszyńskiego do stworzenia swych najbardziej znanych dzieł.

„Kierdej” jest prawdopodobnie jedyną opublikowaną powieścią dla młodych czytelników, jaka wyszła spod pióra Ireny Gajewskiej. Przed wybuchem II wojny światowej książka doczekała się trzech wydań (posiadam wydanie II z 1922 r.), wydanie czwarte ukazało się w pod koniec XX wieku. Zainteresowanym osobom sugeruję jednak zdobycie któregoś z wydań przedwojennych, gdyż znalazłem informację, że wznowiona w 2000 r. książka zawiera bardzo dużą liczbę błędów.


Ilustracje: Bolesław Lewański
Wydawca: Księgarnia Świętego Wojciecha. Poznań-Warszawa
Rok wydania: 1922
Liczba stron: 221


piątek, 16 czerwca 2017

„444”



Macieja Siembieda „444”


Uwaga! Nowe nazwisko w polskim thrilerze. Przepowiednia ukryta w obrazie Jana Matejki może odmienić losy świata i twoje… W 1881 r. Jan Matejko maluje “Chrzest Warneńczyka”, który wkrótce stanie się najczęściej kradzionym polskim płótnem. Pasjonującą rozgrywkę o “Chrzest” toczą m.in: hitlerowski grabieżca dzieł sztuki, żydowski antykwariusz z Krakowa oraz dyrektor Muzeum Narodowego. Dlaczego?

Tajemnicę obrazu tropi prokurator IPN Jakub Kania. Wpada na trop związku płótna Matejki z islamską przepowiednią arby, według której – co 444 lata czterech wybrańców zyska szansę pojednania islamu z chrześcijaństwem. Jednym z nich jest polski król Władysław Warneńczyk, któremu pojednanie się udało, ale tylko na trzy dni, zanim nie zerwano pokoju w Segedynie. Czy Jakub Kania zdoła wyjaśnić zagadkę obrazu i stawić czoła współczesnej organizacji islamskiej, która zrobi wszystko, aby udaremnić spełnienie przepowiedni?


Źródło:

Recenzja powieści:


Wydawca: Wielka Litera
ISBN: 978-83-8032-162-5
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 560


czwartek, 15 czerwca 2017

„Wielki spór w piątej klasie”



Wacława Potemkowska „Wielki spór w piątej klasie”


Uczeń Marek Koryzna nie otrzymuje promocji do kolejnej klasy. Zdolny, pomysłowy i dobroduszny chłopiec znajduje się na życiowym zakręcie. Niedawno stracił matkę. Opiekuje  się nim ojciec, który choć bardzo kocha syna, jest w stosunku do niego raczej oschły i wychowuje go twardą ręką. Podczas lekcji historii Marek podpowiada koledze Stefanowi Dębickiemu. Ten jednak jest niezadowolony z „przysługi” i głośno informuje o tym profesora, pana Miłobędzkiego. Pomiędzy chłopcami rodzi się konflikt. Klasa dzieli się na dwa obozy, część opowiada się po stronie Marka, inni skupiają się wokół Stefana. Znajdują się również uczniowie, którzy starają się doprowadzić do zakończenia sporu i sprawić, aby klasa piąta ponownie stałą się zgraną paczką. Nie jest to łatwe zadanie. Żaden z dwójki ambitnych młodych bohaterów, choć w głębi serca pragnąłby pojednania, nie chce stracić przed kolegami twarzy i wyciągnąć jako pierwszy ręki do rywala.

Niemal cała fabuła „Wielkiego sporu…” osnuta jest wokół konfliktu między Markiem a Stefanem. Akcja powieści rozgrywa się głównie w budynku szkoły. Z dużą przyjemnością zasiadłem w szkolnej ławie i obserwowałem w jaki sposób przedwojenni nauczyciele radzą sobie z prowadzeniem lekcji a dzieciaki głowiąc się nad rozwiązaniem trudniejszych zadań przygryzają obsadki. Autorka  przenosi czytelnika do czasów, w których uczniowie odnosili się do nauczycieli i do siebie nawzajem z szacunkiem. Chłopcy jak to chłopcy, lubią dokazywać, a w szlachetnych sercach dziewcząt budzą się pierwsze oznaki sympatii do psocących urwisów. Marek Koryna również, jeśli tylko nadarza się okazja nie stroni od figli. Jeden z jego nieprzemyślanych żartów omal nie kończy się tragicznie…



Wacława Potemkowska


Wacława Potemkowska (ur. w 1898 r.) pracowała jako nauczycielka języka polskiego, udzielała również korepetycji. Nie wykluczone więc, że niektóre sytuacje przedstawione w książce były inspirowane wydarzeniami z jej zawodowego życia. Autorka położyła duży nacisk na nakreślenie przeżyć (dramatów) dorastającego chłopca oraz na ukazanie relacji między uczniami i między uczniami a gronem pedagogicznym, stąd też bliżej tej powieści do utworów Stanisława Pasławskiego niż twórczości Kornela Makuszyńskiego. Powieść przypadnie zapewne do także gustu czytelnikom, którym nieobca jest książka Wiktora Gomulickiego „Wspomnienia niebieskiego mundurka”.

Pierwsze (dwutomowe) wydanie powieści „Wielki spór w piątej klasie” ukazało się w 1930 r. w popularnej wówczas serii „Biblioteka Książek Błękitnych” (nr 82 i 83). W 1933 r. książka ukazała się dzięki Wydawnictwu Gebethner i Wolff. Po wojnie powieść wznawiano jeszcze dwukrotnie w 1946 r. (to wydanie posiadam) i 1948 r. Pani Wacława pisywała opowiadania i czytanki dla młodzieży. W „Bibliografii literatury dla dzieci i młodzieży 1918-1939” (wyd. w 1995 r.) znajdziemy jednak zaledwie jedną inną (dwutomową) pozycję jej  autorstwa: „Koniczyna, czyli trzy pokolenia młodych dziewcząt” (wyd. 1932 r. i 1933 r.). Wynika z tego, że pozostałe utwory pani Wacławy drukowane były w czasopismach dla młodych czytelników. Po wybuchu II wojny światowej Wacława Potemkowska publikowała w prasie konspiracyjnej a także uczyła na tajnych kompletach. Była sanitariuszką w czasie powstania warszawskiego. Poległa 2 sierpnia 1944 r.


Wydawca: Trzaska, Evert i Michalski
Rok wydania: 1946
Liczba stron: 132


Powieść Wacławy Potemkowskiej jest dostępna w formie cyfrowej na stronie:


wtorek, 6 czerwca 2017

„Szachownica, czyli sztuka rozpoznania”



Maja Rausch „Szachownica, czyli sztuka rozpoznania”


Pełna uroku, świetnie napisana, sensacyjna powieść, nie tylko dla młodych czytelników. Tajemnica, fałszerstwo, pełne interesujących zwrotów akcji dochodzenie... Bohaterowie książki poruszają się niczym pionki po szachownicy, którą niejako jest współczesny Poznań – od Ostrowa Tumskiego przez Stare Miasto po Jeżyce, Górczyn, Wildę, Junikowo... Pierwszoplanową postacią jest historyk sztuki, przewodnik, a także nauczyciel w liceum plastycznym Florian Rosiński, który trafia na ślad mistyfikacji. Szachownica... otrzymała honorowe wyróżnienie w Konkursie Literackim „Poznań – miasto to powieść”.

Źródło:




Więcej o powieści:


Wydawca: Wydawnictwo Miejskie Posnania
ISBN: 978-83-7768-166-4
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 272


piątek, 2 czerwca 2017

„Konstelacja zbrodni”



Krzysztof Beśka „Konstelacja zbrodni”

Patronat medialny: Zapomniana Biblioteka i Forum Miłośników Pana Samochodzika


„Konstelacja zbrodni” jest trzecią po „Ornacie z krwi” oraz „Krypcie Hindenburga” powieścią Krzysztofa Beśki, której bohaterem jest młody, zdolny dziennikarz Tomasz Horn. Z lektury poprzednich dwóch książek cyklu, możemy dowiedzieć się, że Tomasz przed podjęciem studiów dziennikarskich, przez kilka miesięcy studiował historię. I mimo, iż od lat pracował w zawodzie, zapełniając artykułami łamy gazet, od czasu do czasu przydzielano mu zadanie związane z jego młodzieńczą pasją. Na ogół zlecenie takie nie kończyło się na zwykłym oddaniu gotowego materiału sekretarzowi redakcji, lecz przeradzało się w pasjonującą, niebezpieczną przygodę, w której niepoślednią rolę odgrywała właśnie zagadka historyczna.




Tak było i tym razem. Redakcja, w której Horn zamierzał wkrótce rozpocząć nowy rozdział w swej karierze zawodowej powierzyła mu zadanie zrealizowania reportażu poświęconego niecodziennemu wydarzeniu. Tomasz ma zrelacjonować ceremonię ponownego pochówku szczątków Mikołaja Kopernika. W tym celu wyrusza do Fromborka, nie przeczuwając, że najbliższe dni będą obfitować w szereg trudnych do przezwyciężania problemów. We Fromborku okazuje się, że jacyś tajemniczy osobnicy usiłują skraść szczątki astronoma a w niewyjaśnionych okolicznościach ginie poszukiwacz przygód i archeolog Ludwik Rosłoń, który był mocno zaangażowany w poszukiwanie grobu Kopernika. W samym sercu wydarzeń znajduje się Horn oraz towarzysząca mu paleoantropolog Monika Lauder. Pojawia się także dobry znajomy dziennikarza, który wspierał jego poczynania także na kartach poprzednich powieści - komisarz Artur Matejuk. Jak wkrótce się przekonamy, pomoc policjanta okaże się nieodzowna.




Lidzbark Warmiński, Toruń, Frombork i Gdańsk. W miastach, które przed wiekami były tak bliskie Kopernikowi, dziś toczy się brutalna i bezpardonowa walka o odkrycie tajemnicy związanej z naukowcem i kanonikiem warmińskim. Bohaterowie błyskawicznie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji. Podobnie jak i w poprzednich tomach cyklu czytelnik nie ma czasu na chwilę wytchnienia. Dramatyczne wydarzenia rozgrywają się na lądzie i na morzu. Życie Tomasza Tomasz Horna i Moniki Lauder, którzy starają się uprzedzić zmierzających po trupach do celu przestępców jest nieustanne zagrożone.

Mimo, iż na kartach powieści przeplata się kilka wątków, nie ma wśród nich wątku miłosnego. Szybkie tempo akcji sprawia, że bohaterowie nie mają czasu aby głęboko spojrzeć sobie w oczy, nie mówiąc już o pozwoleniu sobie na czułe słowa czy gesty. Krzysztof Beśka znakomicie oddaje klimat miast do których docierają bohaterowie. Autor przenosi także czytelnika do czasów, w których żył wielki astronom. Nie brakuje też nawiązań do bliższych nam lat II wojny światowej. Nie ukrywam, że podróże w przeszłość uważam za najmocniejszą stronę nie tylko poprzednich tomów cyklu, lecz również niniejszej powieści. Polecam.


Wydawnictwo: Oficynka
ISBN: 978-83-64307-94-2
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 485


Recenzje powieści „Ornat z krwi” i „Krypta Hindenburga”:

O przygodach Tomasza Horna można porozmawiać 
na Forum Miłośników Pana Samochodzika:



czwartek, 25 maja 2017

„Mój ojciec i dęby”



Arkady Fiedler „Mój ojciec i dęby”


Tym razem Arkady Fiedler zaprasza nas w podróż do krainy swojego dzieciństwa i młodości. Wędrujemy po terenach położonych nad Wartą, spędzamy czas wśród rogalińskich dębów, uczestniczymy w polowaniach i wyprawach na ryby, jesteśmy świadkami snucia marzeń o egzotycznych eskapadach. Książka jest hołdem złożonym rodzicom autora, zwłaszcza ojcu, który nauczył Arkadego kochać świat, ludzi, zwierzęta i rośliny. Wspólnie przeżyte chwile ukształtowały osobowość młodego Fiedlera – dzięki ojcu został pisarzem-podróżnikiem.

Źródło:


Wydawca: Bernardinum
ISBN: 978-83-7823-268-1
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 276