Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2019

„Zawisza Czarny. Aragonia”



Szymon Jędrusiak „Zawisza Czarny. Aragonia”


Zawisza Czarny to nasz największy bohater z czasów średniowiecza. Zręczny dyplomata, biegły w wojennym rzemiośle rycerz, zapobiegliwy gospodarz, który służąc królom polskiemu i węgierskiemu, dorobił się sporego majątku. Nie był człowiekiem bez skazy: w młodości groziła mu ekskomunika za występki przeciwko biskupowi; pił piwo ponad miarę, nie spłacał długów w terminie, procesował się o pieniądze, nie respektował wyroków sądów, stawał z orężem przeciwko wymiarowi sprawiedliwości. A jednak z jakichś powodów stał się już dla współczesnych symbolem wszelkich cnót, bohaterem narodowym. 

Druga połowa XIV wieku, nadzwyczaj burzliwego stulecia w dziejach Europy. Korona Aragonii jest jednym z najbardziej rozwiniętych handlowo królestw ówczesnego świata, miejscem styku wielu kultur i obyczajów. W takich okolicznościach poznajemy młodego rycerza herbu Sulima, Zawiszę Czarnego z Garbowa. Pojedynkuje się, biesiaduje i walczy o życie. Tymczasem na Wschodzie rodzi się nowa potęga: Polska.




Źródło:

Recenzje powieści:


Wywiad z autorem:


Wydawca: Bukowy Las
ISBN: 978-83-8074-078-5
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 504



poniedziałek, 15 czerwca 2015

„Zmierzch bohaterów”




Andrzej Dudziński „Zmierzch bohaterów”

Opowieść o powojennych losach czterech pancernych


W swej najnowszej książce Andrzej Dudziński podjął próbę przedstawienia losów bohaterów powieści Janusza Przymanowskiego oraz kultowego serialu „Czterej pancerni i pies” w kształtującej się powojennej, socjalistycznej rzeczywistości. Co prawda w tytule powieści pojawia się słowo „zmierzch”, ale czy naprawdę z chwilą kiedy z pól bitewnych opadł kurz a członkowie załogi Rudego z orderami na piersiach i głowami pełnymi marzeń rozpoczęli poszukiwanie nowego miejsca dla siebie, przestali być bohaterami? Na pewno nie. Sytuacja po zakończeniu II wojny światowej sprawiła, że pancerniacy zamiast niemieckim tygrysom musieli stawić czoło trudnościom stwarzanym przez tych, którzy jeszcze tak nie dawno ochoczo dekorowali ich mundury krzyżami walecznych i medalami za zdobycie Berlina.




Powieść Andrzeja Dudzińskiego rozpoczyna się w momencie zakończenia uroczystości weselnych Janka i Marusi oraz Gustlika i Honoraty. Weselnicy rozjeżdżają się po „nowej” Polsce. Kilku z nich decyduje się kontynuować karierę wojskową, inni jak Gustlik czy kapral Wichura zrzucają mundur i próbują zająć się tym, do czego mają największe predyspozycje. I tak Gustlik po ślubie z Honoratą znajduje pracę w kuźni a Wichura kombinuje jak wykorzystać trudne powojenne realia tak, aby zapewnić sobie więcej niż godziwe środki do życia. Spotkamy się także z niezbyt często pojawiającymi się w serialu chorążym Zubrykiem, czy granym przez Mariana Opanię „Zadrą.” Wątek tego ostatniego został w książce znacznie bardziej rozbudowany. Nie zajmuje jednak tak dużo miejsca jak dramatyczne przygody Janka Kosa i Marusi, czy Grigorija i Lidki. Nie da się ukryć, że wyobrażając sobie postacie z książki Andrzeja Dudzińskiego przed mymi oczami pojawiały twarze aktorów odtwarzających główne i drugoplanowe role w serialu reżyserowanym przez Konrada Nałęckiego.

Jako ciekawostkę warto dodać, że Andrzej Dudziński skrzyżował na kartach książki losy pancerniaków i innego kultowego bohatera wojennego serialu sprzed lat – Stanisława Kolickiego, czyli agenta Hansa Klosa. Niestety dowódca Rudego nie był zapewne z tego spotkania zadowolony. Mimo tego, że podpułkownik Kolicki, obecnie oficer bezpieki, również po wojnie zachowuje klasę, nie udaje mu się wyciągnąć z tarapatów młodego Janka. Kos trafia do karnej kompani, zamartwia się o niego będąca przy nadziei Marusia, tęskni Szarik. Szczęście opuszcza także Gustlika, który przypadkowo uwikłany w akcję sabotażową zmuszony jest uciekać z kraju. Powojenna sytuacja przytłacza Lidkę, która opuszcza Grigorija i zostaje kochanką prominentnego radzieckiego oficera. Powojenne realia, i rozbudowująca się socjalistyczna władza dopiekła każdemu z bohaterów. Ich rozchodzą się, ale w momentach próby potrafią się odnaleźć i wyciągnąć do siebie pomocną dłoń.„Zmierzch bohaterów” to jednocześnie znakomicie napisana, pełna wartkiej akcji książka przygodowa. Autor podarował załodze Rudego drugie życie, a czytelnikom którzy wychowywali się na często emitowanym w latach PRL-u serialu stworzył okazję do ponownego spotkania z Jankiem Kosem i gronem jego wypróbowanych przyjaciół. Polecam. Doskonała lektura na wakacje.


Wydawca: Bukowy Las
ISBN: 978-83-64481-22-2
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 498



środa, 4 marca 2015

Siedem pytań do Nadii Szagdaj


NADIA SZAGDAJ, pisarka, autorka cyklu powieści kryminalnych „Kroniki Klary Schulz", których akcja rozgrywa się w pierwszych latach ubiegłego wieku w Breslau.





ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA: Co jest wg Pani najważniejsze (a co najtrudniejsze) podczas pracy nad kryminałem, którego akcja rozgrywa się w odległej przeszłości: klimat dawnych lat, intryga kryminalna, topografia miasta, warstwa obyczajowa? Chyba nie da się z tych składników skomponować dania które smakowałoby wszystkim miłośnikom kryminału retro, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie narzekał.

NADIA SZAGDAJ: Oczywiście, tych narzekających nie brakuje. Do tego każdy pisarz musi się zmierzyć z tak popularnym współcześnie zjawiskiem, jakim jest anonimowość internetowa. Lubię opinie szczere miarodajne i uczciwe. Nie wspomnę o tym, że jak na Czytelnika przystało – kulturalne. Nie rozumiem natomiast, dlaczego ktoś komentuje moje książki, gdy nigdy nie raczył po nie sięgnąć, a pisząc opinię obraźliwą i nieuzasadnioną, nie ma odwagi do podpisania się pod nią imieniem i nazwiskiem… Szczególnie, że gdy pracuję nad powieścią, wbrew temu co może się wydawać osobom nie uprawiającym zawodu pisarza, nie siedzę z lampką wina w jednej dłoni i papierosem w drugiej, czekając aż książka sama się stworzy, a pieniądze zaczną spływać wodospadem wprost na moje konto. Zawód, który uprawiam, jest tak samo wymagający i wyczerpujący, jak każdy inny. Każda ze składowych, które ujął Pan w pytaniu, jest tak samo ważna. I dlatego sądzę, że najtrudniejszym zadaniem jest połączyć te wszystkie składowe w jedną sensowną całość - oddychającą, kolorową i ciekawą.


Czy może Pani zdradzić trochę z tajników swojego warsztatu pisarskiego? 

W „moim warsztacie” panuje artystyczny nieład… Czasem wpadam w coś w rodzaju transu, który przenosi mnie w miejsce i czas, o których mowa w książce. A wtedy może wydarzyć się wszystko. Postacie zaczynają żyć własnym rytmem, zaskakując mnie pod koniec opracowywanej sceny. Wiele wątków przychodzi znienacka, choć wcześniej ich nie planowałam. Dlatego nie piszę zgodnie ze szczegółowo rozpisanymi: konspektem, sceną po scenie, dialogiem, po dialogu, bo moja książka przypominałaby nudny podręcznik do… no cóż, każdego nudzi coś innego. Albo książkę telefoniczną… Pozwalam moim postaciom żyć i współtworzyć akcję. Czasem piszę w miejscach publicznych, by móc czerpać inspirację z ludzi – ich zachowań, głosów, wyglądu. 

Nie przeszkadzają mi hałas, zapachy czy ostre światło. W domu z kolei lubię pisać w nocy, z mruczącym kotem na kolanach, gdy moje dzieci dawno już śpią. Zabieram ze sobą komputer i pracuję tam, gdzie czuję się dobrze. Pisałam nad morzem, siedząc na plaży ze stopami zakopanymi w piasku, w niewielkim pubie przy London Bridge, w barze przy stacji benzynowej, albo nad jednym z kaszubskich jezior, schnąc na pomoście. Jednak zdarzają się takie dni, w które po godzinie siedzenia przy komputerze, mam napisane jedno zdanie. Wtedy już wiem, że ten dzień mogę poświęcić na coś innego, dla dobra powieści.

W trakcie tworzenia powieści, której akcja rozgrywa się ponad sto lat temu, trzeba zapewne często sięgać do materiałów źródłowych, starej prasy, zdjęć, zaglądać do archiwów. Czy lubi Pani ten etap pracy nad książką?

Jasne! Choć bywają ciekawsze i mniej interesujące jej aspekty. Przyznaję, że praca z planem miasta nie jest tak fascynująca, jak ze starymi fotografiami, czy wycinkami z gazet. Jednak moment, w którym ożywia się zatrzymane w kadrze wspomnienie po dawnej rzeczywistości, jest pasjonujący i wzruszający. Tym bardziej, że wiele z obiektów, obyczajów, czy elementów kultury osobistej, które opisuję, po prostu nie istnieje.

Co dalej z Klarą Schulz? Akcja „Grande Finale” rozgrywa się w 1911 r. Niebawem wybuchnie Wielka Wojna. W jednym z wywiadów przeczytałem, że być może będzie ona tłem kolejnego tomu przygód Klary. Czy może Pani zdradzić coś więcej?

Pierwsza Wojna Światowa to okres, w którym czasy „dorosną” do mojej niepokornej, postępowej bohaterki. Nie mogłabym odmówić sobie napisania kolejnej trylogii, szczególnie na tak atrakcyjnym z punktu widzenia pisarza, wojennym gruncie. Być może będzie to dobra okazja do dokonania drobnych spustoszeń w szeregach bohaterów? Choć trudno mi będzie rozstać się z którymkolwiek z nich.


Czy Pani najbliższe plany pisarskie związane są nadal z serią „Kroniki Klary Schulz”, czy też zamierza Pani odpocząć na jakiś czas od swojej bohaterki?

Od kilku tygodni pracuję nad powieścią współczesną. Nadal jestem wierna mojemu miastu, więc planem akcji pozostanie Wrocław. Ale dzisiejszy, bardzo aktualny. Jednak, (delikatnie sprostuję), nie dlatego, że Klara Schulz mnie zmęczyła. To najlepsza towarzyszka literackich przygód. Przerwa wynika z moich ambicji, potrzeby rozwoju i potrzeby pozostawienia po sobie nie tylko jednej charakterystycznej postaci.

Czy czytuje Pani kryminały retro innych polskich autorów? Które ceni Pani najwyżej? 

Niestety: już nie. Zaczytywałam się w książkach Thomasa Harrisa, Maurice Leblanca czy Conan Doyle’a, ale muszę żyć wspomnieniami o tej literaturze. Każda przeczytana przeze mnie powieść to sugestia: stylistyczna i wątkowa. Nie mogę sobie pozwolić na to, by powielić czyjś pomysł, czy przestać „brzmieć” jak Nadia Szagdaj. Dlatego by nie zapomnieć czym jest czytanie, zagłębiam się w literaturę mało fabularną, szczególnie taką, która jest mi pomocna w tworzeniu.

Z którym z detektywów-mężczyzn Klara Schulz potrafiłaby stworzyć równie skuteczny duet jak z Gabrielem Hübschnerem?

Obawiam się, że gdyby Klara zadała się z Sherlockiem Holmesem, oboje skończyliby na dnie, zanim rozwiązaliby jakąkolwiek sprawę… Niestety odnoszę wrażenie, że poza nim żaden inny detektyw nie wytrzymałby jej towarzystwa na dłuższą metę. Wygląda na to, że stworzyłam dla niej idealne „drugie skrzypce”, cierpliwie wygrywające tło, czasem śmiało wiodące prym i  przede wszystkim takie, bez których duet nie mógłby istnieć.

Dziękuję za odpowiedzi i życzę kolejnych fajnych powieści, najlepiej w klimatach retro J

Ja również: za fantastyczny wywiad J


---

Recenzje wszystkich trzech powieści Nadii  Szagdaj 
z cyklu „Kroniki Klary Schulz” znajdziecie na stronach ZAPOMNIANEJ BIBLIOTEKI:



Zapraszam! 


środa, 25 lutego 2015

„Kroniki Klary Schulz. Grande Finale”




Nadia Szagdaj „Kroniki Klary Schulz. Grande Finale”


„Kroniki Klary Schulz. Grande Finale” to trzecia powieść Nadii Szagdaj, której akcja rozgrywa się w Breslau. Tym razem autorka przenosi nas do roku 1911. Bohaterką powieści jest młoda, ambitna detektyw, która nic sobie nie robi z konwenansów a w tropienie przestępców i w rozwiązywanie kryminalnych zagadek wkłada więcej serca i czasu niż w układanie jadłospisów codziennych rodzinnych obiadów. Jak pamiętamy z poprzednich dwóch tomów „Kronik…”, Klara jest córką emerytowanego oficera policji. Jej ojciec Heinz Krencke, cieszył się znakomitą opinią przełożonych i kolegów. Był niezwykle skutecznym policjantem. Niestety nad życiem jego i córki cieniem położyła się tragedia rodzinna. Jego żona, Marie została brutalnie zamordowana, a świadkiem zabójstwa była młoda Klara.

Nie dziwi więc fakt, że stroskany ojciec pragnął jej zapewnić bezpieczne i spokojne życie. Dlatego zapewne ucieszył się, kiedy Klara wyszła za mąż za statecznego lekarza, Bernarda Schulza. Kto wie, może miał nadzieję, że Bernardowi uda się utemperować jego krnąbrną jedynaczkę? Nic z tego. Klara Schulz nadal jest tą samą, pewną siebie, zdecydowaną i pełną temperamentu kobietą. Sto lat temu trudno było spotkać kobietę – detektywa. A jestem pewien, że kobiety-detektywa spodziewającej się dziecka nie spotkał nikt. Zapomniałem bowiem dodać, że Klara podjęła ryzyko i pomiędzy drugim a trzecim tomem przygód spisanych przez Nadię Szagdaj, prawdopodobnie wraz z mężem zdecydowała się na powiększenie rodziny Schulzów.




Stan błogosławiony stanowi pewien problem dla Klary, która z trudem stara się przeorganizować swoje życie i wyeliminować z niego ryzyko związane z detektywistyczną profesją. Na szczęście (lub nieszczęście) na jej drodze staje przystojny mężczyzna. Tym razem jest to wysokiej rangi oficer berlińskiej policji Gabriel Hübschner, oddelegowany do wyjaśnienia sprawy makabrycznego zabójstwa w jednym z prestiżowych hoteli. Przypadkowe spotkanie owocuje nawiązaniem współpracy pomiędzy detektywami. W zamian za pomoc Klary, Hübschner ma zrewanżować się zaangażowaniem w rozwiązanie pewnej dręczącej ją sprawy, której ani Klara, ani policja z Breslau nie była w stanie dotąd rozwikłać. Zapewne nie bez wpływu na decyzję Gabriela ma uroda i wdzięk Klary. Trzeba też przyznać, że i na niej policjant robi duże wrażenie. Ale to nie powinno dziwić czytelników, którzy mieli okazję poznać panią Schulz podczas lektury pierwszych dwóch tomów serii. Wszak Klara jest osobą nie stroniącą od flirtów, a w męskim towarzystwie czuje się jak ryba w wodzie. Nie zawsze podoba się to jej mężowi, no ale gdyby we wszystkim mu ulegała, wtedy zapewne trafiła by na karty łzawego romansidła a nie stała się bohaterką powieści kryminalnej.

Nie byłbym jednak do końca obiektywny, gdybym nie wspomniał, że będąca przy nadziej Klara przestała sięgać po kieliszek. Spogląda co prawda stęsknionym wzrokiem na szafkę z koniakiem, ale raczy się jedynie kawą (co chyba w jej stanie nie jest wskazane) i ziółkami parzonymi przez troskliwą gosposię. Co jakiś czas wymyka się chyłkiem z mieszkania aby spotkać się z Hübschnerem lub ojcem i dowiedzieć się o postępy w interesujących ją sprawach. Mamy dzięki temu możliwość nie tylko poznać dogłębnie relacje domowe w jej rodzinie, lecz odwiedzając kawiarnie i spacerując malowniczymi uliczkami spoglądamy na Breslau początku drugiej dekady ubiegłego stulecia.

Klara nie jest tylko bierną obserwatorką wydarzeń, lecz stara się pomagać mężczyznom w nie do końca formalnym śledztwie. Od czasu do czasu w jej głowie zapala się jednak ostrzegawcza lampka przypominająca jej, aby bardziej uważała, gdyż teraz jest odpowiedzialna nie tylko za swoje życie. Mimo to nie raz zdarzy się jej wpakować w tarapaty, których konsekwencje mogą być bardzo tragiczne. Znajdziemy w powieści oczywiście liczne nawiązania do pierwszych dwóch książek serii.[1] Również z niektórymi z bohaterów mieliśmy już okazję się spotkać. Pojawi się także kilka nowych postaci, a w zasadzie odrażających typów, z którymi będzie musiała się zmierzyć spodziewająca się dziecka kobieta oraz nadzieja berlińskiej policji. Od pierwszej do ostatniej strony nad poczynaniami młodej detektyw unosi się cień tragedii z dzieciństwa. Ale jak czytamy na okładce książki, Klara zamierza rozprawić się wreszcie z „mroczną przeszłością i ostatecznie zakończyć sprawę zabójstwa matki.” Czy jej się to uda i czy sprawcy mordu zostaną wykryci? Odpowiedź na te pytania znajdziemy w trzecim tomie cyklu: „Kroniki Klary Schulz. Grande Finale.” Polecam.


Wydawnictwo: Bukowy Las
Seria wydawnicza: Kroniki Klary Schulz
ISBN: 978-83-64481-33-8
Rok wydania: 2015

Liczba stron: 312



[1] Recenzje dwóch pierwszych tomów „Kronik Klary Schulz”: http://ksiazkiprzygodowe.blogspot.com/search/label/Kroniki%20Klary%20Schulz

niedziela, 25 maja 2014

"Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca"


Nadia Szagdaj "Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca"


Nieco ponad sto lat temu w operze w Breslau zostaje zamordowany znany śpiewak Emmanuel Heiss. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem. Podczas przedstawienia na sali znajduje się młoda detektyw Klara Schulz. Kobieta odkrywa, że śmierć artysty nastąpiła w wyniku precyzyjnie zaplanowanego morderstwa. Od przyjaciela Heissa pani Schulz otrzymuje zlecenie znalezienia zabójcy. Wkrótce ginie również sam zleceniodawca. Klara zamierza oddać matce ofiary pieniądze za prowadzenie sprawy, ta jednak ich nie przyjmuje, prosząc ją aby kontynuowała swe śledztwo. Giną kolejne osoby mające związek z operą. Miejscowa policja nie radzi sobie z wytropieniem mordercy.

Klara Schulz była w dzieciństwie świadkiem zabójstwa swojej matki. Kilka lat po tym traumatycznym wydarzeniu zamierzała pójść w ślady ojca i wstąpić do policji. Pragnęła odnaleźć morderców. Niestety, na początku dwudziestego stulecia mogła liczyć zaledwie na posadę sekretarki w Prezydium Policji. Nie zadawalało to ambitnej dziewczyny, która postanowiła udowodnić wszystkim, że szef policji popełnił błąd nie chcąc jej zatrudnić na stanowisku do jakiego aspirowała. Ojciec widząc determinację córki, mimo początkowej niechęci akceptuje tę decyzję a nawet jej pomaga. Uczy ją strzelania i sposobów unikania ciosów. Pan Krencke zabiera ją także na miejsca zbrodni, dziewczyna przestała się więc obawiać nawet oględzin zwłok. W prezencie ślubnym otrzymuje od ojca pistolet parabellum. Ten upominek ucieszył ją najbardziej. Niestety jak się przekonamy podczas lektury, Klara została zmuszona zrobić z niego użytek.






Śmierć matki odcisnęła piętno na dziewczynie. Klara leczyła się w szpitalu psychiatrycznym, gdzie z jednym z lekarzy dość blisko się zaprzyjaźniła omal nie doprowadzając do rozbicia jego małżeństwa. Nie wylewała też za kołnierz. W trudnych sytuacjach, a tych nie brakowało w trudnej i niebezpiecznej profesji detektywa, uspokajała się często sięgając po kieliszek. Nie przeszkadzało to jej wieść pozornie szczęśliwego małżeńskiego życia. Została matką. Mimo, że kochała męża miała skłonność do flirtowania z mężczyznami, a w kontaktach ze swym byłym kochankiem/psychiatrą zdarzało się jej balansować nawet na krawędzi zdrady.

Warstwa kryminalna książki przeplatana jest wątkami obyczajowymi. Miasto jest nie tylko tłem ale także drugoplanowym  bohaterem powieści. Trochę szkoda jedynie, że bohaterowie żyjący na początku ubiegłego stulecia posługują się językiem swoich praprawnuków.

Powieść Nadii Szagdaj to moje drugie spotkanie z przygodami Klary Schulz. Nie tak dawno miałem przyjemność recenzować powieść „Zniknięcie Sary.”[1] Trudno mi powiedzieć, która z książek zasługuje na wyższą ocenę. Obydwie zawierają wiele smaczków. W „Sprawie Pechowca” autorka wysyła nietuzinkową młodą detektyw nie tylko na spacery starymi wrocławskimi uliczkami. Wraz z Klarą z ukrycia obserwujemy próby w operze, słuchamy koncertu w nieistniejącym już dziś kościele imienia Marcina Lutra. To jednak tylko przystawka do gwoździa programu, a w zasadzie książki: udziału pani detektyw w sekcji zwłok i nielegalnej ekshumacji.

Komu uda się znaleźć klucz do rozwiązania zagadki zbrodni w operze, Klarze Schulz czy policjantom z Breslau? Co łączy ofiary tajemniczego mordercy? Czytelników, którzy wraz z młodą panią detektyw mają ochotę rozwikłać tę sprawę odsyłam do powieści Nadii Szagdaj „Kroniki Klary Schulz. Sprawa Pechowca.”


Wydawnictwo: Bukowy Las
Seria wydawnicza: Kroniki Klary Schulz
ISBN: 978-83-62478-77-4
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 328

Moja ocena: 4+/6

piątek, 4 kwietnia 2014

"Kroniki Klary Schulz. Zniknięcie Sary"



 Nadia Szagdaj "Kroniki Klary Schulz. Zniknięcie Sary"

Na blogu ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA często goszczą recenzje polskich kryminałów w odcieniu sepii. Zazwyczaj ich bohaterowie to błyskotliwi panowie detektywi rozwiązujący najtrudniejsze zagadki kryminalne. Dziś mam przyjemność zrecenzować powieść kryminalną Nadii Szagdaj, w której szare komórki wytęża – kobieta detektyw. Klara Schulz to młoda matka i żona. Wraz z ojcem, byłym policjantem prowadzi biuro detektywistyczne w Breslau. Jest lipiec 1911 r. Talentami  dedukcyjnymi pani Schulz nie ustępuje swoim bardziej znanym kolegom po fachu Jerzemu Drwęckiemu czy też Ignazowi Braunowi. Jest przy tym piękną kobietą, odważną i nieco próżną. Ta właśnie próżność sprawi, że Klara wpakuje się w nie lada kłopoty. A wszystko zacznie się od pełnego pochlebstw listu z zaproszeniem do pracowni fotograficznej w Danzig. Pani Braun bez głębszego zastanowienia postanawia wyjechać nad morze by dać się uwiecznić na zdjęciach nieznajomemu fotografowi. Okazuje się, że ktoś usiłuje podstępnie wywabić ją z Breslau. W jej rodzinnym mieście dochodzi tymczasem do porwań dwóch dziewczyn. Rodziny uprowadzonych mają nadzieję, że detektywom uda się odnaleźć miejsce gdzie są przetrzymywane Sara i Renate.

Niestety podczas powrotu pociągiem z Danzig do Breslau Klarę spotyka dramatyczna przygoda, która sprawi, że pani Schulz będzie miała ogromne problemy z aktywnym udziałem w tropieniu porywaczy. Czy detektywom uda się połączyć ze sobą sprawy zaginięć młodych kobiet? Co wspólnego mają ze sobą obydwie dziewczyny, które pochodzą przecież z różnych światów? Jedna z nich pracuje w fabryce, druga zaś to córka znakomitego lekarza. Nadia Szagdaj postarała się, żeby nie tylko Klara z ojcem, lecz także Czytelnicy mieli twardy orzech do zgryzienia.

„Zniknięcie Sary” to druga powieść o przygodach Klary Schulz. Pierwszej – „Sprawy pechowca” nie miałem jeszcze okazji przeczytać. Umiejscowienie akcji w Breslau sprawiło jednak, że większość recenzentów porównuje książki Nadii Szagdaj do powieści kryminalnych Marka Krajewskiego. Ja pani detektyw nie będę porównywał do Eberharda Mocka. Zauważyłem jednak, że 10 lat przed Klarą podobną podróżą pociągiem odbył wspomniany wcześniej inspektor Braun.[1] Trasa jego wyprawy była nieco inna. Pan Braun przemierzył trasę Berlin - Wejherowo. Jakże inne temperamenty ma jednak ta para detektywów. Ignaz Braun - spokojny, dystyngowany inspektor, Klara Schulz - spontaniczna, pełna temperamentu, nie stroniąca od alkoholu kobieta, ktora swoim niekonwencjonalnym zachowaniem wielokrotnie wzbudzała co najmniej zdziwienie wśród postronnych osób.

Nadia Szagdaj przedstawiając bohaterkę powieści mówi: „To kobieta odważna jak na tamte czasy, wychodząca poza ramy kulturalno-obyczajowe. Przez czytelników nazywana wręcz feminizująco-emancypująca. Z pewnością jest przebojowa. No i robi swoje, realizuje pasję pomimo tego, że patrzy się na nią niezbyt poważnie jako na kobietę-detektyw.”[2]

W powieści „Kroniki Klary Schulz. Zniknięcie Sary” znajdziemy odniesienia do numerologii, hipnozy i jasnowidzenia. Nie będę jednak o nich szerzej pisał, aby nie zabierać Czytelnikom przyjemności płynącej z lektury powieści. Autorka nie zasypuje nas nadmiarem detali geograficznych i historycznych związanych z Breslau. Mimo to nie odczułem ich braku. W zamian mamy dość szczegółowo przedstawione życie rodzinne rodziny Schulzów. Może to wiecznie zapracowany, nie mający czasu mąż - lekarz sprawił, że Klara zdecydowała się na wyjazd do Danzig. Może potrzebowała przejrzeć się choćby w oczach nieznajomego fotografa, skoro wzrok męża ciągle błądził po teczkach z dokumentacją medyczną? Wypada tylko współczuć ich synkowi, który na nadmiar rodzicielskich uczuć nie może narzekać. Ciągle nieobecny ojciec, matka znajdująca czas tylko na to aby w biegu pogłaskać małego Fritza po głowie. Kto wie, czy pochodzący z tak „dobrej” rodziny chłopiec nie wkroczy w przyszłości na drogę przestępstwa i wtedy przypadkiem nie skrzyżują się na dłużej drogi matki-detektywa i syna.

No ale to tylko teoretyczne rozważania a recenzję czas kończyć. Dodam więc jeszcze tylko, że moją uwagę zwróciła estetyczna, dopracowana i bardzo klimatyczna okładka książki. Wydanie ilustrowane zawiera reprodukcje pocztówek przedstawiających zdjęcia Breslau i Danzig z początków XX wieku. W wywiadzie przeprowadzonym z Autorką, znalazłem informację, że planowane są kolejne tomy serii. Ich akcja ma rozgrywać się podczas I wojny światowej.[3] Mam nadzieję, że będą co najmniej równie interesujące jak „Zniknięcie Sary,” które oczywiście polecam miłośnikom kryminałów retro.

Wydawnictwo: Bukowy Las
Seria wydawnicza: Kroniki Klary Schulz
ISBN: 978-83-63431-59-4
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 311

Moja ocena: 4+/6