Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 września 2017

„Mataszkowie i mazurska przygoda”



Tomasz Stochmal „Mataszkowie i mazurska przygoda”


„Mataszkowie i mazurska przygoda” to już trzecia powieść Tomasza Stochmala, na kartach której spotykamy się z sympatycznymi bohaterami: trójką rozmiłowanych w historii chłopców Mataszkiem, Kasztankiem, Grzybciem oraz ich rodzicami i wujkiem. W poprzednich dwóch tomach serii Mataszkowie rozwiązywali zagadki historyczne związane z Helem i Toruniem[1]. Przemierzali uliczki miast wypatrując tajemniczych znaków i napisów, które mogłyby ich naprowadzić na tropy umożliwiające odkrycie skarbów. Kolejne wakacje chłopcy postanawiają spędzić z dala od gwaru i cywilizacji. Ich wybór pada na Mazury. Jak przed każdą wyprawą, także i do tej skrupulatnie się przygotowują. Wertując przewodniki, mapy i atlasy zamierzają zdobyć jak najwięcej informacji o miejscowościach, które znajdą się na trasie ich wędrówek i o zabytkowych obiektach, które warto odwiedzić.




Rodzina Mataszków zatrzymuje się na kwaterę we wsi Wojnowo. To miejscowość o wspaniałej historii. Znajduje się tutaj dawny klasztor staroobrzędowców. W klasztornej kaplicy pośród wielu zabytkowych przedmiotów zachowały się cenne, stare ikony. Pierwotnie w kaplicy wiekowych malowideł było znacznie więcej. Niestety ich los jest nieznany. Nie wiadomo czy zostały skradzione, zniszczone lub ukryte w jakimś tajemniczym miejscu. Mataszek wraz pozostałymi chłopcami postanawiają rozwikłać tajemnicę zniknięcia ikon. Pragną je odnaleźć i sprawić aby ponownie przyozdobiły ściany kaplicy.




Młodzi czytelnicy, którzy sięgną po nową książkę Tomasza Stochmala, mogą zaczerpnąć z niej garść ciekawostek o społeczności staroobrzędowców, którzy w pierwszej połowie XIX stulecia osiedlili się na Mazurach. Bohaterowie odwiedzają miejsca związane z życiem i działalnością wyznawców tej doktryny. Przed Mataszkami trudne zadanie, dlatego kiedy poznają mieszkającą w okolicy dziewczynkę Olę, szybko się z nią zaprzyjaźniają. Chętnie korzystają z jej wiedzy i znajomości terenu. Jej pomoc okazuje się niezwykle wartościowa, gdyż dziewczynka także należy do staroobrzędowców.




Na końcowych stronach powieści autor zamieścił słowniczek wyjaśniający trudniejsze pojęcia zawarte w tekście. Na szczęście nie ma ich zbyt dużo, wszak książka, tak jak poprzednie tomiki serii adresowana jest przede wszystkim do młodych czytelników. W książce znajduje się także mapka Doliny Krutyni z zaznaczonymi miejscami, do których docierają młodzi odkrywcy. Dzieciaki, które miały już okazję poznać przygody Mataszków na Helu i w Toruniu, z pewnością nie rozczarują się kolejnym spotkaniem z rezolutną trójką chłopców i z przyjemnością wraz z nimi przemierzać będą urokliwe zakątki Mazur odsłaniając tajemnice w jakie obfituje ten malowniczy i nadal nie do końca poznany region naszego kraju. Polecam.


Wydawca: Stotom
Ilustracje: Paulina Lewandowska
ISBN: 978-83-943175-4-6
Liczba stron: 88
Rok wydania: 2017




[1] Recenzje powieści „Mataszkowie i tajemnice Helu” oraz „Mataszkowie i skarby Torunia”: http://www.zapomnianabiblioteka.pl/search/label/Tomasz%20Stochmal

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

„Czarny koń zabija nocą”



Jacek Roy „Czarny koń zabija nocą”


Wakacje 1975 r. Do prywatnego pensjonatu „Rybitwa” w Świnoujściu przybywa detektyw amator Arystoteles Bax. Celem jego wizyty nie jest jednak beztroski odpoczynek. Rok wcześniej w pensjonacie została zamordowana pewna kobieta. Sprawca zbrodni mimo upływu dwunastu miesięcy nadal pozostaje na wolności. Miejscowa milicja nie potrafi poradzić sobie z wyjaśnieniem skomplikowanej sprawy, której akta z wolna zaczyna pokrywać kurz. Bax zjawia się w Świnoujściu na prośbę przyjaciela - majora MO Szymańskiego. Po roku w willi znów gromadzą się te same osoby, które bawiły w niej gdy w niezwykłych okolicznościach została uduszona pani Rożnowska. W trakcie pobytu w „Rybitwie” goście, wśród których są cudzoziemcy, organizują turniej szachowy. Niestety i tym razem w pensjonacie popełniona zostaje zbrodnia…



Tadeusz Starostecki „Plan Wilka”
Najlepsze kryminały PRL/Lata 50


Głównymi bohaterami PRL-owskich kryminałów nie często zostawały takie postacie jak prywatny detektyw współpracujący na specjalnych zasadach z organami ścigania. W socjalistycznej rzeczywistości trudno było nawet między wierszami przemycić aluzje odnośnie nieudolności stróżów prawa, a funkcjonariuszom MO wcześniej czy później, ale jednak zawsze udawało się doprowadzić do wykrycia sprawcy przestępstwa. Bax jest tu ewenementem. Oprócz oryginalnego imienia może poszczycić się bowiem niemałymi sukcesami, ba, w życiorysie ma nawet prowadzenie szkoleń dla funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.

Nie trudno dostrzec, że powieść Jacka Roya inspirowana jest dokonaniami zachodnich klasyków powieści kryminalnej. Bohaterowie stłoczeni są na niewielkiej przestrzeni pensjonatu prowadzonego przez Pana Borowskiego. Pośród nich krąży genialny detektyw, którego zadaniem zdemaskowanie tajemniczego zabójcy. Zachowanie każdego z gości daje Baxowi wiele powodów do domysłów. Detektyw stara się dociec, co oprócz zamiłowania do szachów łączy przebywających w willi gości. Mężczyzna jest przekonany, że wszystkie osoby powróciły do willi w sobie jedynie znanym celu a poznanie prawdziwego powodu ich wizyty mogłoby go znacznie przybliżyć do rozwiązania skomplikowanej zagadki. Polecam.


Wydawnictwo: CM
Seria wydawnicza: Najlepsze kryminały PRL. Lata 70
ISBN: 978-83-65499-60-8
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 212


sobota, 29 lipca 2017

„Tajemnica białego kamienia”



Mieczysława Buczkówna „Tajemnica białego kamienia”


Uczeń klasy piątej Jacek oraz jego dziesięcioletnia siostra Ewa wyjeżdżają na wakacje. Najbliższe dwa miesiące spędzą w wiosce Biały Kamień. Mieszka tam dziadek, wujostwo, a co najważniejsze rówieśnik Jacka - Bolek oraz mały Maciuś. Gospodarstwo położone jest nad malowniczym jeziorem, w centrum którego znajduje się niewielka wyspa. W chaszczach na wyspie ukryte są ruiny zamku oraz znajduje się olbrzymi głaz, z którym związana jest tajemnicza legenda. Dzieciaki postanawiają wybrać się na wyspę. Są przekonane, że w dawno zapomnianych lochach uda im się odnaleźć skarb.




Pobyt dzieci u rodziny na wsi obfituje w wiele przygód. Dla wychowanych na warszawskim osiedlu młodych ludzi jest to pierwsza wizyta w miejscu, w którym przyroda wręcz puka do okien. Dzieci poznają najbliższą okolicę. Szukają grzybów i jagód, poznają nowe gatunki roślin i zwierząt, pomagają wujkowi w żniwach, wypływają z dziadkiem na jezioro. Każda wycieczka lub przechadzka odsłania przed nimi kolejne sekrety natury. Nie brakuje w powieści bardziej emocjonujących wydarzeń, jak np. nocna wyprawa do lasu, czy eksploracja ruin starego zamczyska.




Akacja powieści rozgrywa się latem 1960 r., a więc siedemnaście lat po zakończeniu II wojny światowej. Echa tych tragicznych czasów nadal pobrzmiewają w tle powieści. Mimo, że dzieciaki chętnie wysłuchałyby wspomnień dziadka z tego okresu, ten niechętnie do nich wraca. Nic dziwnego, wielu jego przyjaciół i sąsiadów nie przeżyło niemieckiej okupacji[1]. Książka nasączona jest mnóstwem edukacyjnych ciekawostek, które są jednak podane w tak subtelny i plastyczny sposób, że zagadka historyczna i poszukiwanie skarbu nie stają się wcale najważniejszym punktem powieści, lecz są równorzędnymi elementami fabuły. Upłynęło kilkadziesiąt lat, trudno już na wsi spotkać krowę, a o przejażdżce wozem wypełnionym stertą snopków można jedynie pomarzyć. Smsy wyparły pisanie listów, dzieciaki oczekują innych prezentów na urodziny, nie zadowala ich byle drobiazg. Nie ma już dziadków, którzy mogliby zaciekawić wnuków wojennymi historiami… Jakże rożni się ta powieść od książek dla dzieci i młodzieży, które trafiają dziś na półki księgarskie.




W dorobku zmarłej w 2015 r. autorki, prywatnie żony poety Mieczysława Jastruna, dominują zbiory wierszy dla młodych czytelników[2]. Kiedy zerkniemy na tytuły tych tomików, nie sposób nie dostrzec faktu, że spoiwem twórczości Buczkówny jest miłość i odkrywanie piękna przyrody ojczystej a głównym adresatem jej utworów - dziecko. Wrażliwość, kultura języka, poetyka i niespieszne tempo akcji zapewne sprawiłyby, że „Tajemnica białego kamienia” nie znalazłaby wielu czytelników, gdyby jakieś wydawnictwo zdecydowało się dziś na jej wznowienie. A szkoda bo to jedna z najpiękniejszych powieści dla dzieci jaka powstała w latach PRL-u. Trudno znaleźć w niej jakikolwiek słaby punkt. Polecam ją szczególnie osobom pokolenia dzisiejszych czterdziesto i pięćdziesięciolatków, dla których podobnie jak dla Jacka i Ewy spędzanie wakacji u dziadków na wsi było zawsze niezapomnianą przygodą.


Wydawca: Czytelnik
Ilustracje: Jan Wilkoń
Data wydania: 1966


sobota, 15 lipca 2017

„Niezwykłe wakacje A.B.C.”



Stanisława Platówna „Niezwykłe wakacje A.B.C.”


Rodzina Ciekońskich nie jest tak zupełnie zwyczajna. Imiona i nazwisko każdego z jej członków rozpoczynają się trzema pierwszymi literami alfabetu. I tak: głowa rodziny to Andrzej Bronisław, mama – Anna Barbara, syn - Artur Bogdan, a dwie córki noszą imiona Agnieszka Beata oraz Alicja Bożena. Ale to nie wszystko, ulubieniec rodziny – pies zwie się Ali Baba. Rodzina A.B.C. mieszka w domku z ogródkiem we Wrocławiu, w dzielnicy Sępólno. Pan Andrzej pracuje w biurze konserwacji zabytków, pani Anna jest absolwentką historii sztuki specjalizującą się w malarstwie ściennym. To właśnie za jej sprawą wakacje 1967 r. na długo zapisały się w pamięci tej niezwykłej familii.




W celu przeprowadzenia badań fresków pani Ciekońska ma udać się do ruin starego zamczyska w Czarnym Stoku. W pracy ma pomagać jej oczywiście mąż. Rodzice korzystając z faktu, że rok szkolny dobiegł końca i za pasem wakacje postanawiają zabrać ze sobą także trójkę latorośli. Przed wyjazdem, do domu rodziny A.B.C. ktoś dokonuje włamania. Dzieci ukrywają to wydarzenie przed rodzicami, obawiając się opóźnienia wakacyjnego wyjazdu.

Po przyjeździe do Czarnego Stoku, Ciekońscy rozbijają namioty u stóp zamkowych ruin. Z zamkiem wiąże się romantyczna i tragiczna legenda o okrutnym rycerzu Arnoldzie von Schwarzenberg oraz jego małżonce Bercie. Młodzież oczywiście zaczyna podejrzewać, że gdzieś w podziemiach zrujnowanego zabytku znajduje się ukryty skarb. Wkrótce w pobliże obozowiska przybywa dwóch tajemniczych osobników. Artur oraz dziewczynki są przekonani, że włamanie do ich domu nie było tak zupełnie przypadkowe…




Choć „Niezwykłe wakacje A.B.C.” to znakomita wakacyjna lektura, znajdziemy w niej też nieco poważniejszy wątek poświęcony trudnościom piętrzącym się przed marzącym o dalszej nauce w liceum i studiach medycznych kilkunastoletnim chłopcem Adasiem.  W bibliografii zmarłej w 1975 r. Stanisławy Platówny nie brakuje zresztą powieści poruszających problemy nastolatków. W książce wydanej ponad 40 lat temu nie mogło oczywiście zabraknąć inteligentnego przedstawiciela milicji obywatelskiej. Autorka, unikając nadmiernego moralizowania, skoncentrowała się na stworzeniu historii przygodowej dla młodego czytelnika. Udało się jej to wyśmienicie. Szkoda, że powieść ta została już niemal zupełnie zapomniana.
           
Pierwsze wydanie „Niezwykłych wakacji A.B.C.” ukazało się w 1968 r., a więc dwa lata po bardziej znanej powieści Jerzego Broszkiewicza „Długi deszczowy tydzień.” Obydwie książki cechuje bardzo zbliżony, wakacyjny klimat. Również bohaterowie: garstka dzieciaków, rodzice, stróż prawa oraz zagadka historyczna z wątkiem sensacyjnym sprawiają, że książki te  można postawić obok siebie na bibliotecznej półce. Polecam.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1973
Liczba stron: 230


czwartek, 29 czerwca 2017

„Kierdej”



Irena Gajewska „Kierdej”


Nieopodal kresowego miasteczka Buczacz od kilku wieków wznosiło się stare zamczysko, które od nazwiska właścicieli nazywane było Kierdejem. W mocno już nadgryzionych zębem czasu murach mieszkała wraz z chorą matką Zula Kierdejówna. Młoda, to była, piękna, szlachetna i dobroduszna dziewczyna. Niestety sen z jej powiek spędzał stan zdrowia ukochanej matki. Nie mogła biedaczka pozwolić sobie na leczenie najdroższej osoby, bo mimo iż prastare nosiła nazwisko i zamieszkiwała w komnatach zamkowych, w skarbcu rodowym od dawna widać było jedynie zakurzone dno. Wiodła sobie Zula wraz z matką i dwojgiem wiernych służących skromne i spokojne życie. Od czasu do czasu wspominała tylko przekazywaną z pokolenia na pokolenie legendę o ukrytym w tajemniczej skrytce przez stryja Zuli Edwarda Kierdeja ogromnym skarbie. Odnalezienie legendarnych kosztowności rozwiązałoby szereg problemów i pozwoliłoby na wysłanie matki dziewczyny na kosztowną kurację.


W tym samym mniej więcej czasie we Lwowie, na pensji prowadzonej przez panią Rozwowską, dochodzi do poważnej awarii sieci wodociągowej. Trzydzieści podopiecznych wraz z wychowawczyniami wyjeżdża na czas remontu urządzeń do zamku Kierdej. Tam bowiem wynajęto kwatery, w których przez najbliższe kilka miesięcy dziewczynki będą mieszkać i zdobywać wiedzę. Wśród pensjonarek, które przybywają do rodowej rezydencji Kierdejów są Hela i Lola, które gdy tylko dowiadują się o kłopotach Zuli postanawiają jej pomóc. Każdą wolną od zajęć chwilę poświęcają na myszkowanie w zamkowych zakamarkach. Odkrywają tajemnicze korytarze, strychy i pomieszczenia, do których od lat nikt nie zaglądał. Celem ich zabiegów jest oczywiście odszukanie skarbu. W trakcie poszukiwań muszą uważać aby nie wpaść w oko starej klucznicy pani Wańkowiczowej oraz ogrodnikowi Szymonowi. Zachowanie tej dwójki wydaje się zresztą dziewczynkom niezwykle podejrzane. Wskazówka mogąca pomóc w odnalezieniu skarbu zaszyfrowana jest w akrostychu napisanym na marginesie jednej ze starych ksiąg przez pasjonującego się botaniką pana Edwarda. Księga znajduje się oczywiście w zamkowej bibliotece.

Irena Gajewska wyczarowała beztroską, skąpaną w promieniach słońca, sielankową powieść. Dla pensjonarek pobyt w oddalonym od cywilizacji, malowniczo położonym zamku jest niezwykłą przygodą. Uczennice pod okiem wychowawczyń uczą się, bawią, organizują zawody sportowe. Dziewczynki udają się także na wycieczkę do pobliskiego Buczacza, gdzie zwiedzają m.in. ruiny zamku Potockich. Wywracając do góry nogami smutne życie Zuli, sprawiają, że młoda właścicielka Kierdeju choć na kilka chwil może oddalić się zmartwień zaprzątających jej myśli.

Fabuła książki nie jest zbyt skomplikowana, autorka upraszcza wiele spraw, ale należy pamiętać, że książka ukazała się po raz pierwszy blisko wiek temu, w 1918 r. Adresowana do młodszych czytelników opowieść, choć dziś trąci myszką, zapewne wówczas rozpalała wyobraźnię dziesięcio, czy dwunastolatków. Myślę, że nie tylko dziewczynki z wypiekami na twarzy przewracały stronę za stroną, aby dowiedzieć się, czy rezolutnym Heli i Loli uda się pomóc Zuli i trafić na ślad skarbu stryja Edwarda. Kto wie, czy powieść choć w niewielkim stopniu nie inspirowała Jana Brzechwy i Kornela Makuszyńskiego do stworzenia swych najbardziej znanych dzieł.

„Kierdej” jest prawdopodobnie jedyną opublikowaną powieścią dla młodych czytelników, jaka wyszła spod pióra Ireny Gajewskiej. Przed wybuchem II wojny światowej książka doczekała się trzech wydań (posiadam wydanie II z 1922 r.), wydanie czwarte ukazało się w pod koniec XX wieku. Zainteresowanym osobom sugeruję jednak zdobycie któregoś z wydań przedwojennych, gdyż znalazłem informację, że wznowiona w 2000 r. książka zawiera bardzo dużą liczbę błędów.


Ilustracje: Bolesław Lewański
Wydawca: Księgarnia Świętego Wojciecha. Poznań-Warszawa
Rok wydania: 1922
Liczba stron: 221


piątek, 2 czerwca 2017

„Konstelacja zbrodni”



Krzysztof Beśka „Konstelacja zbrodni”

Patronat medialny: Zapomniana Biblioteka i Forum Miłośników Pana Samochodzika


„Konstelacja zbrodni” jest trzecią po „Ornacie z krwi” oraz „Krypcie Hindenburga” powieścią Krzysztofa Beśki, której bohaterem jest młody, zdolny dziennikarz Tomasz Horn. Z lektury poprzednich dwóch książek cyklu, możemy dowiedzieć się, że Tomasz przed podjęciem studiów dziennikarskich, przez kilka miesięcy studiował historię. I mimo, iż od lat pracował w zawodzie, zapełniając artykułami łamy gazet, od czasu do czasu przydzielano mu zadanie związane z jego młodzieńczą pasją. Na ogół zlecenie takie nie kończyło się na zwykłym oddaniu gotowego materiału sekretarzowi redakcji, lecz przeradzało się w pasjonującą, niebezpieczną przygodę, w której niepoślednią rolę odgrywała właśnie zagadka historyczna.




Tak było i tym razem. Redakcja, w której Horn zamierzał wkrótce rozpocząć nowy rozdział w swej karierze zawodowej powierzyła mu zadanie zrealizowania reportażu poświęconego niecodziennemu wydarzeniu. Tomasz ma zrelacjonować ceremonię ponownego pochówku szczątków Mikołaja Kopernika. W tym celu wyrusza do Fromborka, nie przeczuwając, że najbliższe dni będą obfitować w szereg trudnych do przezwyciężania problemów. We Fromborku okazuje się, że jacyś tajemniczy osobnicy usiłują skraść szczątki astronoma a w niewyjaśnionych okolicznościach ginie poszukiwacz przygód i archeolog Ludwik Rosłoń, który był mocno zaangażowany w poszukiwanie grobu Kopernika. W samym sercu wydarzeń znajduje się Horn oraz towarzysząca mu paleoantropolog Monika Lauder. Pojawia się także dobry znajomy dziennikarza, który wspierał jego poczynania także na kartach poprzednich powieści - komisarz Artur Matejuk. Jak wkrótce się przekonamy, pomoc policjanta okaże się nieodzowna.




Lidzbark Warmiński, Toruń, Frombork i Gdańsk. W miastach, które przed wiekami były tak bliskie Kopernikowi, dziś toczy się brutalna i bezpardonowa walka o odkrycie tajemnicy związanej z naukowcem i kanonikiem warmińskim. Bohaterowie błyskawicznie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji. Podobnie jak i w poprzednich tomach cyklu czytelnik nie ma czasu na chwilę wytchnienia. Dramatyczne wydarzenia rozgrywają się na lądzie i na morzu. Życie Tomasza Tomasz Horna i Moniki Lauder, którzy starają się uprzedzić zmierzających po trupach do celu przestępców jest nieustanne zagrożone.

Mimo, iż na kartach powieści przeplata się kilka wątków, nie ma wśród nich wątku miłosnego. Szybkie tempo akcji sprawia, że bohaterowie nie mają czasu aby głęboko spojrzeć sobie w oczy, nie mówiąc już o pozwoleniu sobie na czułe słowa czy gesty. Krzysztof Beśka znakomicie oddaje klimat miast do których docierają bohaterowie. Autor przenosi także czytelnika do czasów, w których żył wielki astronom. Nie brakuje też nawiązań do bliższych nam lat II wojny światowej. Nie ukrywam, że podróże w przeszłość uważam za najmocniejszą stronę nie tylko poprzednich tomów cyklu, lecz również niniejszej powieści. Polecam.


Wydawnictwo: Oficynka
ISBN: 978-83-64307-94-2
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 485


Recenzje powieści „Ornat z krwi” i „Krypta Hindenburga”:

O przygodach Tomasza Horna można porozmawiać 
na Forum Miłośników Pana Samochodzika:



sobota, 22 kwietnia 2017

„Skarb pradziadka”



Ewa Kołaczkowska „Skarb pradziadka”


Dwaj pochodzący z Warszawy dwunastoletni chłopcy i ich nieco młodsza siostra przybywają na wakacje do niewielkiego, położonego pośród pól i lasów miasteczka. Tu, w Zaraszowie mieszka ich dziadek Filip Roszkowski oraz ciocia zwana pieszczotliwie Julisią. Dziadek jest organistą w miejscowym kościele parafialnym, ciotka zajmuje się prowadzeniem domu. Legenda głosi, że jeden z przodków starszego pana ukrył gdzieś w budynku organistówki skarb. Odnalezienie kosztowności stało się celem życia organisty. Niestety, mimo wielu lat poszukiwań, nie udało mu się znaleźć wejścia prowadzącego do skrytki ze skarbem.

Młodzi ludzie postanawiają pomóc zgorzkniałemu dziadkowi i sprawić aby na jego obliczu zagościły wreszcie radość i spokój. Zakładając Związek Trzech Poszukiwaczy Skarbu dzieci są pewne, że to właśnie do nich uśmiechnie się szczęście i wkrótce natrafią na trop, dzięki któremu dokonają odkrycia, o którym przez długie lata będzie się rozprawiać w Zaraszowie i okolicy. Nie jest to oczywiście proste zadanie i nim dzieciaki dopną swego, przeżyją kilka przygód, poznając przy okazji wiele nieznanych, chlubnych faktów z historii własnej rodziny. Trudno nie polubić trójki sympatycznych, rezolutnych młodych bohaterów oraz ich naiwnej, dobrodusznej cioci mieszkającej pod jednym dachem z groźnym i zamkniętym w sobie dziadkiem.




Akcja powieści rozgrywa się latem 1914 r., tuż przed wybuchem I wojny światowej. Pierwsze wydanie książki ukazało się natomiast w 1957 r. Mimo to „Skarb pradziadka” jest utworem napisanym w tak wspaniałym, staroświeckim stylu, jak dzieła dla młodych czytelników wydane przed 1939 r. Mógłbym sobie czytać i czytać tę powieść, lecz niestety, liczy ona zaledwie około 200 stron, okraszonych od czasu do czasu urokliwymi ilustracjami Antoniego Uniechowskiego. Wielka szkoda, że niektóre z wątków nie zostały rozwinięte a autorka nie zdecydowała się na niewielkie skomplikowanie fabuły, co mogłoby sprawić, że powieść stałaby się atrakcyjniejsza dla nieco większego (czytaj „starszego”) kręgu odbiorców.

Książce nie brak wartości edukacyjnych i patriotycznych. Myliłby się jednak ten kto doszukiwałby się w niej socjalistycznego moralizowania, czego nie ustrzegła się w swych pierwszych utworach choćby Hanna Ożogowska (np. powieść dla dzieci „Na Karolewskiej”). Przeciwnie. Ewa Kołaczkowska stworzyła niezwykle ciepły, słoneczny, z rzadka deszczowy, małomiasteczkowy klimat. Pełna tajemniczych zakamarków organistówka, czy mroczna krypta pod miejscowym kościołem zostały przedstawione tak plastycznie, że nie trzeba zbytnio wysilać wyobraźni aby przenieść się do Zaraszowa i wraz z bohaterami uczestniczyć w rozwiązywaniu zagadki historycznej, nawiązującej do dramatycznych wydarzeń i walk powstańczych w 1863 r.

Być może na moją wysoką ocenę powieści wpłynął fakt, że uwielbiałem spędzać wakacje tak jak Staszek, Tomek i Helunia a bliźniaczo podobna do Zaraszowa miejscowość leżała kilka kilometrów od wioski, w której mieszkali moi dziadkowie. Jedynie pod kościołem próżno było szukać krypt, za to na cmentarzu znajdowało się wiele tajemniczych nagrobków, z których do dziś większość, przy milczącej zgodzie kolejnych proboszczów, zostało zastąpionych przez lastrykowe i granitowe pudełka.



Ewa Kołaczkowska


Ewa Kołaczkowska (1910-1985) nie ma niestety w swoim dorobku zbyt wielu powieści, a te które widnieją w jej bibliografii adresowane są raczej do znacznie młodszych czytelników. Mimo to zachęcony lekturą „Skarbu pradziadka” zamierzam sprawdzić co kryje się pod tytułami „Wakacje pana Burmistrza”[1] oraz „Lato w mieście”. W położonych na Lubelszczyźnie Strzyżewicach, w murowanym dworku należącym niegdyś do rodziny Kołaczkowskich, znajduje się siedziba Gminnej Biblioteki Publicznej, której patronką jest oczywiście autorka „Skarbu pradziadka”[2]. Polecam.


Wydawca: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1975
Liczba stron: 194


piątek, 30 września 2016

Siedem pytań do Zuzanny Orlińskiej (część 2)



Zuzanna Orlińska - autorka powieści „Detektywi z klasztornego wzgórza", 
wyróżnionej w konkursie na najlepszą Samochodzikową Książkę 2015 roku. 


8. Czy młodzi bohaterowie wyróżnionej książki oraz Kornel Makuszyński pojawią się jeszcze w którejś z kolejnych Pani powieści?

Nie, nie sądzę. Uważam, że ta opowieść jest już zamknięta. Tym bardziej, że historia przyniosła jej dość smutny epilog w postaci wojny i jej konsekwencji dla wszystkich miejsc, w których rozgrywa się akcja, a także bohaterów, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowych.

9. Czy postacie bohaterów Pani książek są inspirowane przez osoby z Pani otoczenia?

Raczej nie. Może się co prawda zdarzyć, że któryś z bohaterów będzie miał jakieś cechy znanej mi osoby, ale zazwyczaj tworzę ich we własnej wyobraźni.

10. Czy zamierza Pani przeczytać którąś z innych powieści zgłoszonych do naszego konkursu (tej i poprzednich edycji)? A może już Pani którąś z nich przeczytała?

Czytałam “Tajemnice starego pałacu. Duch z Niewiadomic” Katarzyny Majgier. Podobała się też mojemu synowi. Z przyjemnością przeczytałabym więcej, niestety przygotowuję się teraz do pisania kolejnej książki historycznej i czytam niemal wyłącznie literaturę dotyczącą epoki, w której będzie się rozgrywać. Może za jakiś czas będę mogła nadrobić braki i poczytać coś dla czystej przyjemności czytania.



Powieść Zuzanny Orlińskiej „Detektywi z klasztornego wzgórza” 
zajęła czwarte miejsce w Konkursie na najlepszą samochodzikową książkę 2015 roku. 
Kapituła konkursowa przyznała także powieści wyróżnienie 
„za stworzenie literackiego mostu łączącego współczesnych młodych czytelników 
z ulubionymi książkami ich pradziadków”.


11. Pani pozostałe książki są adresowane do jeszcze młodszych czytelników. W gronie naszych forumowiczów nie brakuje osób, których pociechy są w takim właśnie wieku. Czy może Pani pokrótce opowiedzieć o tej „gałęzi” Pani twórczości.

Książki dla młodszych czytelników to “Matka Polka” i “Cierpienia sięciolatka”. Bohater tej ostatniej ma, jak sam tytuł wskazuje, dziesięć lat. Nie ukrywam, że pisząc ją korzystałam obficie z doświadczeń mojego starszego syna, wówczas czwartoklasisty. Dwie pozostałe książki, “Pisklak” i “Ani słowa o Zosi!” są obyczajowymi powieściami dla nastolatek (i nastolatków), ale w każdej z nich jest spora dawka przygód i - obowiązkowo - jakaś zagadka z mniej lub bardziej odległej przeszłości. Jest wreszcie “Stary Noe” - przypowieść dla czytelników w każdym wieku, którą także sama zilustrowałam.

12. Zajmuje się Pani również ilustracją książkową. Ilustracje którego z dawnych wybitnych rysowników inspirują Panią w trakcie prac nad książkami. Szancer, Bobiński, Butenko, Sopoćko a może ktoś inny?

Wychowałam się w rodzinie ilustratorów. Moi rodzice - Wanda i Bogusław Orlińscy - są autorami ilustracji do wielu książek mojego dzieciństwa. Moja mama była studentką Jana Marcina Szancera, jego książki były od zawsze obecne u nas w domu. Ja z kolei studiowałam w pracowni prof. Janusza Stannego, którego twórczość jest dla mnie nieustającą inspiracją, podobnie jak wielu innych artystów. Nie potrafię jednak wymienić jednego twórcy, który byłby dla mnie jakimś szczególnym wzorem.

13. Dlaczego nie zilustrowała Pani swej powieści?

Niezbyt chętnie ilustruję własne książki. Zawsze jestem ciekawa, jak inny ilustrator uzupełni moją wizję swoją wyobraźnią.

14. Każdego autora prosimy aby zdradził co nieco ze swojego warsztatu pisarskiego. Panią poprosimy ponadto aby odsłoniła nam trochę tajemnic związanych z pracą ilustratora.

Praca pisarza i ilustratora nie ma zbyt wielu tajemnic. Być może od innych zawodów różni się tym, że nigdy się nie kończy. Większość pracy toczy się przecież w głowie, a to jest narzędzie, które nie zna odpoczynku. Zawsze pracuje. Zdarza się więc, że najlepsze pomysły przychodzą do głowy w zupełnie nieoczekiwanych momentach, np. pod prysznicem. Samo ich zapisywanie, czy to w formie słów czy rysunków, jest już zupełnie zwyczajnym, żmudnym zajęciem, porównywalnym zapewne z każdą inną pracą biurową, wymagającą długotrwałego siedzenia i wpatrywania się w monitor komputera.

Gratulując wyróżnienia, dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych udanych powieści.


Zapraszam do dyskusji o powieści Zuzanny Orlińskiej
na Forum Miłośników Pana Samochodzika:



środa, 14 września 2016

Siedem pytań do Zuzanny Orlińskiej (część 1)



Zuzanna Orlińska - autorka powieści „Detektywi z klasztornego wzgórza", 
wyróżnionej w konkursie na najlepszą Samochodzikową Książkę 2015 roku. 



1. Czy przyznanie wyróżnienia dla powieści „Detektywi z klasztornego wzgórza” przez Forum Miłośników Pana Samochodzika było dla Pani dużym zaskoczeniem?

Tak, oczywiście, ogromnym! I bardzo przyjemnym.

2. Czy znana jest Pani twórczość Zbigniewa Nienackiego? Jeśli tak, który z tomów przygód Pana Samochodzika podoba się Pani najbardziej?

Pamiętam, że lubiłam czytać książki o Panu Samochodziku. Najczęściej wracałam chyba do “Pana Samochodzika i złotej rękawicy”, “Księgi strachów”, a mój ulubiony tom to “Pan Samochodzik i templariusze”. Być może to właśnie tej lekturze “Detektywi z klasztornego wzgórza” zawdzięczają swój templariuszowski trop - bo dorastałam w przekonaniu, że w sensacyjnej książce dla młodzieży z wątkiem historycznym musi być coś o templariuszach!

3. Często powraca Pani do „Jeżycjady” Małgorzaty Musierowicz. Po jakie inne książki sięgała Pani w dzieciństwie?

Ponieważ od czwartego roku życia zajmowałam się głównie czytaniem, bardzo trudno mi wymienić wszystkie tytuły.  Czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce, a moja czytelnicza niecierpliwość była tak wielka, że czytałam nawet maszynopisy książek, nad którymi moi rodzice - oboje są ilustratorami - aktualnie pracowali. Po prostu nie byłam w stanie zaczekać, aż zilustrowana książka ukaże się drukiem. Inna sprawa, że wtedy proces wydawniczy trwał znacznie dłużej niż dziś i zachodziła obawa, że mogłabym wyrosnąć z jakiejś książki, zanim zostanie opublikowana... 

4. Na co autor zwraca szczególną uwagę pisząc dla młodych czytelników?

Nie wiem, czy są jakieś szczególne, odmienne prawidła, którymi powinien kierować się autor książek dla młodych czytelników. Myślę, że pisze się tak samo jak dla dorosłych. Najważniejsze jest stworzenie wiarygodnego powieściowego świata, którego czytelnik nie będzie miał ochoty opuścić.



Powieść Zuzanny Orlińskiej „Detektywi z klasztornego wzgórza” 
zajęła czwarte miejsce w Konkursie na najlepszą samochodzikową książkę 2015 roku. 
Kapituła konkursowa przyznała także powieści wyróżnienie 
„za stworzenie literackiego mostu łączącego współczesnych młodych czytelników 
z ulubionymi książkami ich pradziadków”.


5. Jak długo trwała praca nad powieścią „Detektywi z klasztornego wzgórza”? Co sprawiło Pani najwięcej trudności?

Praca nad tą książką trwała bardzo długo - prawie dwa lata. Samo pisanie nie zajęło zbyt wiele czasu, ale bardzo długo gromadziłam materiały dotyczące epoki, w której toczy się akcja książki. Przez pierwsze półtora roku wyłącznie czytałam: pamiętniki, wspomnienia, książki historyczne, materiały prasowe z lat 30. Opisane w powieści wydarzenia rozgrywają się w maju 1930 roku - czytałam więc codzienne gazety z tego okresu. Nawet warunki pogodowe w książce dostosowywałam do prognozy meteorologicznej z danego dnia. Czytelnik może więc mieć pewność, że jeśli w którymś z rozdziałów Kornela Makuszyńskiego zmoczył przelotny deszczyk, naprawdę padał on tego dnia w Warszawie, a przynajmniej był przewidziany w prognozie.

Szukanie materiałów było trudne, ale sprawiło mi też ogromną satysfakcję. Myślę, że z całej ekipy “Detektywów” to ja wykonałam najtrudniejszą detektywistyczną robotę. Należało bowiem wyszukać rozmaite fakty historyczne i tak misternie powplatać je w fabułę powieści, by czytelnik nie zorientował się, co jest prawdą, a co fikcją.

6. W powieści „Detektywi z klasztornego wzgórza” znaczącą rolę odgrywa Kornel Makuszyński. Nawiązań do twórczości pisarza jest w książce znacznie więcej. Również niespieszne tempo akcji oraz ciepły wakacyjny klimat przywodzą na myśl najbardziej znane powieści tego autora. Trudno nie zauważyć, że jego książki są Pani bardzo bliskie.

Bardzo lubiłam książki Kornela Makuszyńskiego, ich ciepło, humor, wspaniałą galerię dobrych (ale nie nudnych) postaci. Mam świadomość, że obecnie młodzież niezbyt często sięga po te powieści, być może ze względu na specyficzny język. Chciałam przywrócić twórczość Kornela Makuszyńskiego współczesnym czytelnikom. Może ktoś, kto przeczyta “Detektywów z klasztornego wzgórza” będzie miał ochotę przeprowadzić prywatne śledztwo i wytropić wszystkie nawiązania do książek pana Kornela, jakie umieściłam w powieści?

7. Uczestniczy Pani w spotkaniach autorskich. Czy miała Pani okazję porozmawiać z młodymi czytelnikami na temat „Detektywów z klasztornego wzgórza”? Jakie pytania zadają młodzi ludzie? Czy zrozumiały jest dla nich świat bez komórek, laptopów i innych nowinek technicznych?

To prawda, że rzeczywistość przedstawiona w książce jest dla młodych ludzi dosyć egzotyczna. Dziwią się, kiedy opowiadam im, że do Czerwińska, dokąd obecnie samochodem jedzie się z Warszawy niecałą godzinę, trzeba było płynąć statkiem prawie całą noc. Pokazuję im autentyczne zdjęcia z lat 30., dzięki którym łatwiej wyobrazić sobie tamten świat, dawno już nie istniejący. Najdziwniejsze pytanie zadano mi na spotkaniu w szkole w Czerwińsku: “Skąd pani znała nasze nazwiska?”. Okazało się, że potomkowie rodzin, o których mowa w książce, żyją tam do dzisiaj. Musiałam wytłumaczyć, że korzystałam z opowieści mojego taty i jego braci, którzy w Czerwińsku spędzili dzieciństwo. Przyjęłam zasadę, że jeśli tylko to będzie możliwe, bohaterowie będą postaciami prawdziwymi. Dzięki temu maleńką rólkę mogłam powierzyć także własnemu pradziadkowi - przystaniowemu Janowi Orlińskiemu.   


Zapraszam do dyskusji o powieści Zuzanny Orlińskiej 
na Forum Miłośników Pana Samochodzika:

sobota, 10 września 2016

"Mataszkowie i skarby Torunia"



Tomasz Stochmal "Mataszkowie i skarby Torunia"


Mataszkowie to nietypowa rodzina. Kiedy rozpoczynają się wakacje nie interesuje ich wyjazd nad morze i leżenie plackiem na plaży, czy też  wielogodzinne wpatrywanie się w monitor komputera. Przeciwnie, to zwolennicy aktywnego wypoczynku, którym najwięcej radości sprawia poznawanie nowych punktów na mapie naszego kraju, szczególnie takich, które mogą poszczycić się wielowiekową historią. Do każdych wakacji przygotowują się już kilka miesięcy przed wyruszeniem w drogę. Odwiedzają biblioteki, kupują przewodniki turystyczne i mapy. Starają się dowiedzieć możliwie najwięcej o miejscach, w których będą spędzać czas wolny od pracy i nauki. Tak było kiedy odkrywali sekrety latarni morskiej, o czym młodzi czytelnicy mogą się przekonać sięgając po pierwszą powieść Tomasza Stochmala "Mataszkowie i tajemnice Helu"[1] i tak jest rok później, przed letnim wyjazdem do malowniczego Torunia. Bowiem kolejne wakacje rodzina Mataszków spędzi właśnie w starym nadwiślańskim grodzie. Przeżyje w nim nowe pasjonujące przygody i wykorzystując niewątpliwy talent detektywistyczny jednego z jej członków zmierzy się z kolejnymi zagadkami historycznymi.



„Mataszkowie i tajemnice Helu” 
pierwszy tomik wakacyjnych przygód Mataszków.


Trójka chłopców Mataszek, Kasztanek oraz Grzybcio, razem z rodzicami i niezastąpionym wujkiem, z wypiekami na twarzach przemierza uliczki Torunia. Chłopcy odkrywają urok kamieniczek oraz wielu innych zabytkowych obiektów tego miasta. W pewnym momencie w podziemnym tunelu prowadzącym do fortu zauważają tajemnicze znaki na wyryte cegłach. Sielankowe dotąd zwiedzanie Torunia przeistacza się w niezwykłą, pełną emocji wakacyjną przygodę. Kiedy znaki zaczynają pojawiać się także i w innych miejscach, młodzi odkrywcy zaczynają wierzyć, że być może uda im się na trafić na ślad skarbu. 

Niewątpliwie jednym z celów, jakie postawił przed sobą autor było rozbudzenie w młodych czytelnikach turystyczno-historycznego bakcyla. Młoda osoba, która sięgnie po książkę Tomasza Stochmala i zacznie postępować podobnie do jej bohaterów z pewnością będzie odtąd inaczej spoglądać na zabytkowe obiekty jakie spotka na swej drodze w czasie wakacyjnej wycieczki, czy choćby zwykłego niedzielnego spaceru.

Podobnie jak Mataszek i jego towarzysze warto mieć oczy dookoła głowy, a w głowie wiedzę o miejscach do których przybywamy. Łatwiej wtedy dostrzec coś pozornie nieistotnego, coś co może poprowadzić i nas ku pięknej przygodzie. Warto czasem wysilić się nieco bardziej i spojrzeć na miejscowość, do której przyjechaliśmy z innej perspektywy. Kraków to o wiele więcej niż Wawel, rynek i Kościół Mariacki, a w Warszawie godne uwagi są nie tylko Łazienki i Pałac Kultury. Pamiętajmy także, że Polska to nie tylko dawna i obecna stolica, piasek nad morzem i rozdeptane przez turystów Zakopane. W naszym kraju jest wiele zapomnianych, pełnych tajemnic zabytków, które czekają na swoich odkrywców. Weźmy to pod uwagę wyruszając ze swoimi pociechami na wakacyjną wyprawę w przyszłym roku.


Wydawca: Stotom
ISBN: 978-83-943175-1-5
Liczba stron: 87
Rok wydania: 2016


piątek, 2 września 2016

Siedem pytań do Artura Pacuły (część 2)



Artur Pacuła - autor powieści „Gdzie jest korona cara?" wyróżnionej w konkursie na najlepszą Samochodzikową Książkę 2015 roku. 


8. Czy postacie bohaterów powieści „Gdzie jest korona cara?” były inspirowane osobami z Twojego otoczenia?

Oczywiście, choć żadna z nich nie jest w stu procentach odwzorowana. Korzystałem z nich wybiórczo, aby z kilku cech i zachowań zbudować kogoś nowego, innego. Na początku miałem kłopot, jak nazywać poboczne postacie. W końcu poszedłem na łatwiznę. Wszystkie mają imiona lub ksywki moich znajomych i przyjaciół.

9. Czy planujesz kontynuację „Korony cara”? Jeżeli tak to o czym będzie? I na jakim etapie są obecnie prace?

Od początku chciałem napisać trzy książki o przygodach tych samych bohaterów. Teraz myślę, że może więcej. Powstała już druga część pt. „Gdzie jest skrzynia z karabinami?”. Przeszła najważniejszą weryfikację i trafiła już do redakcji. Tworzą się ilustracje i okładka. Akcja zaczyna się tuż po „Koronie cara”. Igor jedzie do Katowic do wujka i wydaje mu się, że nie ma nudniejszego miasta na świecie. Zdziwi się, bo szybko wpadnie w wir poszukiwań skrzyni z karabinami ukrytej podczas Trzeciego Powstania Śląskiego. Ekipa znów się połączy, bo dzieciaki mają swoje sposoby na załatwianie tego, czego aktualnie chcą.

10. Czy trudno jest dziś wydać powieść przygodową dla młodzieży? Czy wydawnictwa wykazują zainteresowanie takimi projektami?

Nie bardzo… Wysłałem swoją książkę w wiele miejsc. Prawdę mówiąc przypominam sobie tylko jedną odpowiedź po przeczytaniu skryptu  – negatywną. Pozytywną, bo książka niby fajna, ale nie możemy wydać… Miałem też odpowiedzi bez czytania skryptu: „debiutów” nie wydajemy albo „polskich” nie wydajemy. Dlatego zdecydowałem się na wydanie w formie „self-publishingu”, gdzie autor niejako sponsoruje wydanie książki. Ma jednocześnie pełny wpływ na treść.

Mówię to wszystko bez żalu do wydawnictw. Wygrywają prawa ekonomii i to na trudnym rynku. Muszą płacić za obecność na półce, foldery itp. Smutno zrobiło mi się tylko w jednym sklepie z książkami. Przygotowano specjalny regał na debiuty. Rzuciłem się z nadzieją, a tam z sześciu półek trzy były zajęte przez kontynuację Millenium (formalnie to debiut); dwie przez „spin-off” przygód Greya (oficjalnie debiut) i jedna była zajęta przez 4 inne książki.

Jednak, kiedy patrzę na swoją książkę w sklepach internetowych, to się uśmiecham. Ktoś już ja przeczytał. Do paru czytelników dotarłem. Fajnie. Nie ma co narzekać.

11. Czy czytujesz kontynuacje Samochodzików z wydawnictwa Warmia? Jeżeli tak, to którego z kontynuatorów uważasz za najlepszego?

Nie. Kiedy zaczęły się ukazywać, byłem już starszy i czytałem inne książki. Kto wie czy nie sięgnę teraz, po powrocie dzięki synowi w świat Pana Tomasza.

12. Co sądzisz o czytelnictwie w Polsce? Czy rzeczywiście jest tak źle, jak grzmią media? Czy warto pisać?

Sam nie wiem, co o tym myśleć… Media grzmią, a księgarnie pełne… Ludzi i nowych tytułów. Nie mogę nadążyć z czytaniem wszystkich książek, które się ukazują, a wzbudzają moje zainteresowanie. Jak patrzę na dzieciaki zafascynowane książkami i czytające, co się da, to myślę, że nie jest tak źle.

Pytanie czy warto pisać jest retoryczne. Oczywiście. Choćby dla siebie. A jest szansa, że się jeszcze komuś spodoba.

13. Jaki jest Twój ulubiony sposób spędzania letnich miesięcy? Czyżby wspinaczka skałkowa?
Nigdy i nigdzie się nie wspinałem. Nie mam do tego zdolności. Chyba się też boję. Jednak zazdroszczę wszystkim, którzy to robią. Widziałem błysk w oku mojej córki, kiedy zjeżdżała tyrolką i wiedziałem, że to jest coś wspaniałego. Jej obóz wspinaczkowy był inspiracją.

Bardzo lubię żeglować. Jeziorak przepłynąłem we wszystkie strony wiele razy. Inne jeziora mazurskie i warmińskie też. Oprócz tego kocham góry i spędzać w nich wolny czas. Gdybym mógł polecać, to oczywiście Karkonosze i Kotlinę Kłodzką.

Lato nie musi oznaczać leżakowania. Zwiedzanie nowych miejsc jest fajne i zawsze obfituje w przygody.

14. W swej powieści poruszasz problemy nastolatków, podobne czynił dawniej Aleksander Minkowski. Czy pisząc swą powieść inspirowałeś się jego twórczością?

Zupełnie nie. Kilka jego książek przeczytałem dawno temu. Dlatego nie miały wpływu na moją opowieść. Wszystkie inspiracje brałem z otoczenia.

15. Jakimi słowami można by zachęcić czytelników do sięgnięcia po powieść „Gdzie jest korona cara?”?

Każdy może przeżyć takie przygody, jak bohaterowie „Korony cara”. Wystarczy rozejrzeć się wokół i poszukać. Wakacje są do tego najlepszym momentem. Mam nadzieję, że ta książka będzie dla czytelników dobrą rozrywką i inspiracją.

Dziękujemy za rozmowę, gratulujemy wyróżnienia i życzymy kolejnych udanych powieści.


Zapraszam do dyskusji o powieści Artura Pacuły 
na Forum Miłośników Pana Samochodzika:


niedziela, 7 sierpnia 2016

Siedem pytań do Artura Pacuły (część 1)



Artur Pacuła - autor powieści „Gdzie jest korona cara?" wyróżnionej w konkursie na najlepszą Samochodzikową Książkę 2015 roku. 


1. Z pewnością w dzieciństwie czytałeś samochodziki Zbigniewa Nienackiego. Która część podoba Ci się najbardziej? Czy masz swojego ulubieńca wśród bohaterów?

Nie pamiętam ile lat temu przeczytałem pierwszą książkę z Panem Samochodzikiem. To było bardzo dawno. Jestem przekonany, że początek fascynacji dał serial z Templariuszami w tle. Zapewne nie ma w tym nic oryginalnego. Potem sięgnąłem po kolejne tomy, choć nie mam pewności, czy czytałem je we właściwej kolejności. Wtedy nie można było iść do księgarni i kupić każdą książkę, na którą miało się ochotę. W bibliotece czekało się kilka tygodni na zwrot tego, czy innego tomu.

Nie mam jednej ulubionej książki z Panem Samochodzikiem. Każda podobała mi się na swój specyficzny sposób. „Niesamowity dwór” z powodu mieszkania w oddalonym od świata miejscu z tajemnymi przejściami. „Nowe przygody..” z powodu ścigacza Nemo i rzucania spinningiem (tylko dlatego zgadzałem się chodzić z tatą na ryby, aby spróbować rzucać). „Tajemnica tajemnic” z powodu magicznej Pragi. „Złota rękawica” z powodu żeglowania.

Czytam właśnie po kolei wszystkie tomy raz jeszcze z synem i odkrywam wszystko na nowo. Bardzo lubię Bigosa… Za jego luz. Poza tym cenię Waldemara Baturę, jako „tego złego”. Nie zgadzam się oczywiście z jego postępowaniem, ale w konstrukcji opowieści nie ma to jak dobrze wymyślona postać negatywna.

2. Jakie książki przygodowe oprócz powieści Zbigniewa Nienackiego najchętniej czytywałaś w dzieciństwie?

Przede wszystkim wszystkie przygody Tomka Wilmowskiego. Niebywałą pasję do podróży wzbudziły we mnie te książki. Wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Marzyłem o podróży do Triestu, aby zobaczyć port, z którego wypływał w rejs do Australii. Sama Australia była poza zasięgiem przecież. Najbardziej podobała mi się „Tajemnicza wyprawa Tomka” i podróż po Syberii.



Kapituła konkursowa przyznała powieści wyróżnienie "za umiejętność pisania 
o sprawach młodzieży oraz stworzenie udanego scenariusza dla wakacyjnej przygody".


3. Skąd pomysł by zająć się książką przygodową dla młodzieży?

Moja córka popadała w uzależnienie od książek kilka lat temu. Czytała kilkadziesiąt rocznie. Uprosiła mnie, abym przeczytał jedną z nich. Wziąłem więc „Złodzieja pioruna” Ricka Riordana i przeczytałem. Kiedy skończyłem pomyślałem: eee, takie coś to i ja mógłbym napisać… Minęło kilka miesięcy i zabrałem się za „Koronę Cara”.

Pisałem z myślą, że jestem nastolatkiem i w czasie wakacji wpada mi do ręki książka, której nie znam. Zaczynam czytać i mnie wciąga. Nie myślałem na serio o wydaniu jej przed recenzją mojej córki. Kiedy powiedziała, że jest OK, bardzo mi ulżyło…

4. Na co autor zwraca największą uwagę pisząc dla dzieci lub młodzieży?

Musiałem się wystrzegać skomplikowanych odniesień historycznych, które uwielbiam, ale młodzież niekoniecznie. Starałem się tak wpleść je w opowiadanie historii, aby nie zanudziły czytelnika. Jednak jakaś wiedza jest potrzebna i musi się przewinąć. Staram się, aby historia opowiadana w powieści była jak najbliższa rzeczywistości. Stąd długo grzebię w źródłach. Musiałem uważać, aby wszyscy mówili językiem zrozumiałym i adekwatnym do wieku. Pisząc książkę zorientowałem się, że język kolokwialny różni się od pisanego. Choć brzmi to jak oczywistość, to jednak było to dla mnie „odkrycie”. Zapisanie zwykłej rozmowy okazało się niejasne.

Choć książka jest przygodowa i dotyczy poszukiwania skarbów, to chciałem wpleść kilka spraw, które wydają się ważne dla młodzieży. Z którymi muszą się borykać na co dzień. Nie zawsze im wszystko wychodzi, a my chcemy, żeby byli nieomylni…

Często opisuję muzykę, której słuchają bohaterowie. Wydaje mi się, że ona właśnie wygrywa z innymi rozrywkami i angażuje młodzież najbardziej. Kiedyś może uda mi się stworzyć „soundtrack” do książki J

5. Czy „Gdzie jest korona cara?” to Twój debiut literacki?

W takim sensie, że ukazała się drukiem, to tak. Dawno temu pisałem sobie różne rzeczy, ale większość zgubiłem. Tytuł „Gdzie jest korona cara?” wymyśliłem właśnie wtedy. Wynikał z fascynacji Zamkiem Czocha. Powstało do niego kilka wersji różnych historii, które działy się w różnych momentach historycznych. Tytuł został, ale historia opowiedziana w książce jest nowa.

6. Co spowodowało, że akcję w swojej książce umieściłeś na Dolnym Śląsku, głównie w okolicach zamku Czocha? Czy często odwiedzasz ten zamek?

Pochodzę z Wałbrzycha. Do zeszłego roku nikt nie wiedział gdzie to jest… Jednak cały Dolny Śląsk, to wielka opowieść o ukrytych przejściach, skarbach, przygodach. Do tego góry, przyroda, zamki. Nie ma lepszego miejsca do rozpoczynania takiego opowiadania.

Do Zamku Czocha trafiłem wiele lat temu. Była to kolejna wycieczka ze znajomymi. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Przeczytałem wszystko, co dało się znaleźć w bibliotekach i księgarniach na jego temat. Odwiedzałem go potem kilka razy i niezmiennie robi wspaniałe wrażenie. Polecam gorąco!

7. Jak długo trwała praca nad powieścią? Co sprawiło Ci najwięcej trudności?

Książkę pisałem rok. Pisanie jest moim hobby, a nie zawodem. Dlatego trwało to tak długo. Miałem możliwość pisania w chwilach wolnych od pracy i rodziny. Pisałem w podróży, czekając na spotkanie, zabijając czas w poczekalni. Dlatego największą trudnością było utrzymanie kontynuacji historii. Na przykład dopiero redakcja wychwyciła, że Monika na początku rozdziału jest we fioletowym sweterku, a na koniec w różowym… 


Zapraszam do dyskusji o powieści Artura Pacuły 
na Forum Miłośników Pana Samochodzika: