Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lipca 2017

„Niezwykłe wakacje A.B.C.”



Stanisława Platówna „Niezwykłe wakacje A.B.C.”


Rodzina Ciekońskich nie jest tak zupełnie zwyczajna. Imiona i nazwisko każdego z jej członków rozpoczynają się trzema pierwszymi literami alfabetu. I tak: głowa rodziny to Andrzej Bronisław, mama – Anna Barbara, syn - Artur Bogdan, a dwie córki noszą imiona Agnieszka Beata oraz Alicja Bożena. Ale to nie wszystko, ulubieniec rodziny – pies zwie się Ali Baba. Rodzina A.B.C. mieszka w domku z ogródkiem we Wrocławiu, w dzielnicy Sępólno. Pan Andrzej pracuje w biurze konserwacji zabytków, pani Anna jest absolwentką historii sztuki specjalizującą się w malarstwie ściennym. To właśnie za jej sprawą wakacje 1967 r. na długo zapisały się w pamięci tej niezwykłej familii.




W celu przeprowadzenia badań fresków pani Ciekońska ma udać się do ruin starego zamczyska w Czarnym Stoku. W pracy ma pomagać jej oczywiście mąż. Rodzice korzystając z faktu, że rok szkolny dobiegł końca i za pasem wakacje postanawiają zabrać ze sobą także trójkę latorośli. Przed wyjazdem, do domu rodziny A.B.C. ktoś dokonuje włamania. Dzieci ukrywają to wydarzenie przed rodzicami, obawiając się opóźnienia wakacyjnego wyjazdu.

Po przyjeździe do Czarnego Stoku, Ciekońscy rozbijają namioty u stóp zamkowych ruin. Z zamkiem wiąże się romantyczna i tragiczna legenda o okrutnym rycerzu Arnoldzie von Schwarzenberg oraz jego małżonce Bercie. Młodzież oczywiście zaczyna podejrzewać, że gdzieś w podziemiach zrujnowanego zabytku znajduje się ukryty skarb. Wkrótce w pobliże obozowiska przybywa dwóch tajemniczych osobników. Artur oraz dziewczynki są przekonani, że włamanie do ich domu nie było tak zupełnie przypadkowe…




Choć „Niezwykłe wakacje A.B.C.” to znakomita wakacyjna lektura, znajdziemy w niej też nieco poważniejszy wątek poświęcony trudnościom piętrzącym się przed marzącym o dalszej nauce w liceum i studiach medycznych kilkunastoletnim chłopcem Adasiem.  W bibliografii zmarłej w 1975 r. Stanisławy Platówny nie brakuje zresztą powieści poruszających problemy nastolatków. W książce wydanej ponad 40 lat temu nie mogło oczywiście zabraknąć inteligentnego przedstawiciela milicji obywatelskiej. Autorka, unikając nadmiernego moralizowania, skoncentrowała się na stworzeniu historii przygodowej dla młodego czytelnika. Udało się jej to wyśmienicie. Szkoda, że powieść ta została już niemal zupełnie zapomniana.
           
Pierwsze wydanie „Niezwykłych wakacji A.B.C.” ukazało się w 1968 r., a więc dwa lata po bardziej znanej powieści Jerzego Broszkiewicza „Długi deszczowy tydzień.” Obydwie książki cechuje bardzo zbliżony, wakacyjny klimat. Również bohaterowie: garstka dzieciaków, rodzice, stróż prawa oraz zagadka historyczna z wątkiem sensacyjnym sprawiają, że książki te  można postawić obok siebie na bibliotecznej półce. Polecam.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1973
Liczba stron: 230


środa, 9 marca 2016

„Lipniacy”



 

Helena Bobińska „Lipniacy” 
… czyli warto poszukiwać książek naszego dzieciństwa


Dziś, po ponad 25 latach poszukiwań odnalazłem pierwszą jaką pamiętam powieść, którą samodzielnie przeczytałem w dzieciństwie. To książka Heleny Bobińskiej „Lipniacy”. Jak się jednak okazało, okładka troszkę różni się od tego, co zapamiętałem (wydawało mi się, że narysowane były na niej namioty), za to kolorystykę zapamiętałem idealnie. Książka wydana została przez Naszą Księgarnię w 1983 r. Miałem więc wówczas niespełna 8 lat.

Książkę rozpoznałem, po okładce (wcześniej nie trafiłem na to wydanie, a było ich co najmniej siedem). Po okładce oraz przeczytaniu opisu mam 100 % pewności, że jest to właśnie ta powieść.

Z przedmowy: "Książka osnuta na tle wspomnień z własnego dzieciństwa autorki, jest historią autentycznej zabawy dziecięcej, trwającej przez okres wakacji spędzanych na wsi. Gromadka dzieci buduje z darni wioskę Lipinki, która niebawem przekształca się w Rzeczpospolitą Lipińską. Działo się to w czasach, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami. Toteż zwykła początkowo zabawa nabiera stopniowo coraz głębszej treści, coraz silniej dochodzą do głosu tradycje narodowe i patriotyczne, w jakich wychowani zostali bohaterowie książki. "

O autorce i książce napiszę więcej po przeczytaniu, a więc w wakacje. W wakacje czytałem ją bowiem po  raz pierwszy, kiedy byłem jeszcze małym szkrabem. J


piątek, 20 listopada 2015

Rozmowa z Katarzyną Majgier (część 2)





Katarzyna Majgier – pisarka. Jej powieść „Tajemnice starego pałacu. Duch z Niewiadomic” została zgłoszona do drugiej edycji konkursu na Najlepszą Samochodzikową Książkę 2014 roku. W konkursie zajęła drugie miejsce. Kapituła Konkursu postanowiła uhonorować także powieść wyróżnieniem za krzewienie pasji historycznej oraz popularyzację zainteresowania zabytkami wśród młodych czytelników.




7. Czy postacie bohaterów „Ducha z Niewiadomic” były inspirowani prawdziwymi dziećmi z Pani rodziny lub sąsiedztwa?

Chyba w większym stopniu dziećmi, jakimi kiedyś byliśmy ja i moi przyjaciele, z którymi swego czasu prowadziłam różne dziwne śledztwa, łamałam szyfry i poszukiwałam tropów czegoś ciekawego. Bardzo chcieliśmy wtedy mieć przygody i „żeby coś się działo”. Czytaliśmy książki, które rozbudzały naszą wyobraźnię. Poza powieściami Nienackiego popularna była wtedy seria A. Szklarskiego o Tomku Wilmowskim, książki Bahdaja, Ożogowskiej, Niziurskiego, ale też książki o Indianach i podróżnikach. Tam zawsze dużo się działo i marzyliśmy o takich przeżyciach.

8. Czy pałac podobny do tego w Niewiadomicach istnieje gdzieś w kraju?

Jeśli chodzi o wygląd pałacu, istnieją podobne do niego. Widziałam kilka budynków, których wygląd od razu skojarzył mi się ze scenerią książki dla dzieci. Należy do nich Pałac Schöna w Sosnowcu. To niezwykła, eklektyczna rezydencja, zwieńczona neogotycką wieżą, która wygląda nieco bajkowo. Chciałam, żeby pałac w Niewiadomicach był do niego podobny. Poprosiłam ilustratora książki, Bartka Drejewicza, o uwzględnienie tego. Bartek też interesuje się historią i stworzył świetne, klimatyczne ilustracje.

9. „Duch z Niewiadomic” został wyróżniony „za krzewienie pasji historycznej oraz popularyzację zainteresowania zabytkami wśród młodych czytelników.” Czy jest Pani jakiś sposób zawodowo związana z historią?

Nie, ale interesuję się nią.

10. Pracuje Pani nad kolejnymi przygodami Magdy i Wiktora. Czy podobnie jak Nienacki zamierza Pani stworzyć cykl tomów na wzór „Pana Samochodzika”?

Tak długiego cyklu chyba z tego nie będzie. Pisząc pierwszą część w ogóle nie myślałam o serii, dopiero po rozmowach z wydawnictwem uznałam, że może nastąpić dalszy ciąg. Druga część „Tajemnic...” - „Milioner z Gdańska” właśnie się ukazała, a ja pracuję nad trzecią. W drugiej części będzie więcej bohaterów: z wakacji wróci Arnold, brat Magdy, który „działa szybciej niż myśli”, pojawi się też tytułowy milioner z Gdańska. Okaże się też, że pałacowe lochy intrygują i kuszą więcej osób.

11. Jak Pani wspomniała właśnie ukazała się druga część „Tajemnic starego pałacu”, która nosi tytuł „Milioner z Gdańska.” W jaki sposób zachęciłaby Pani czytelników do sięgnięcia po tę powieść?

Jeśli komuś spodobała się pierwsza część, w drugiej może poznać dalsze losy bohaterów, dowiedzieć się, jak Wiktor i Magda poradzą sobie w roli strażników tajemnicy i kto może chcieć ją odkryć. Starałam się, żeby w kolejnych częściach nie zabrakło przygód, zwrotów akcji i zagadek, ale także ciekawostek historycznych.

Konsultantką merytoryczną „Milionera z Gdańska” była Iwona Kienzler, autorka książek historycznych wydawanych przez Bellonę. To osoba o szerokiej wiedzy. Autorem ilustracji nadal jest Bartek Drejewicz, dzięki któremu są one świetne i klimatyczne, podobnie jak okładka. Cieszę się, że miałam okazję pracować z takimi osobami.

Dziękujemy za rozmowę.




sobota, 14 listopada 2015

Rozmowa z Katarzyną Majgier (część 1)





Katarzyna Majgier – pisarka. Jej powieść „Tajemnice starego pałacu. Duch z Niewiadomic” została zgłoszona do drugiej edycji konkursu na Najlepszą Samochodzikową Książkę 2014 roku. W konkursie zajęła drugie miejsce. Kapituła Konkursu postanowiła uhonorować także powieść wyróżnieniem za krzewienie pasji historycznej oraz popularyzację zainteresowania zabytkami wśród młodych czytelników.





1. Pani powieść „Tajemnice starego pałacu. Duch z Niewiadomic” zajęła drugie miejsce oraz otrzymała wyróżnienie w konkursie na najlepszą Samochodzikową Książkę 2014 roku. Czy spodziewała się Pani, że książka może zostać wyróżniona przez fanów twórczości Zbigniewa Nienackiego?

Katarzyna Majgier: Nie spodziewałam się. :-) A to wspaniała niespodzianka, bo mam sentyment do tych książek.

2. Czy bliskie są Pani powieści o Panu Samochodziku autorstwa Zbigniewa Nienackiego?

Oczywiście! Na takich książkach się wychowałam. Jako dziecko lubiłam powieści przygodowe i historyczne, właśnie takie, jak ta seria. Bohaterowie tych książek badali nieznane terytoria, odkrywali niezwykłe tajemnice, rozwiązywali zagadki przeszłości, prowadzili śledztwa, no i oczywiście mieli ciekawe przygody. Też tak chciałam. :-)

3. Które tomy przygód Pana Samochodzika należą do Pani ulubionych?

Chyba najbardziej zapamiętałam tom „Pan Samochodzik i Templariusze”. Od tej książki zaczęła się moja przygoda z serią i zainteresowałam się templariuszami, starymi zamkami i nierozwikłanymi zagadkami historycznymi. Zaczęło się od serialu, oglądałam go w czasie którychś wakacji i wciągnął mnie. Oczywiście musiałam potem przeczytać książkę. Spodobała mi się, więc ucieszyłam się, że są kolejne tomy i sięgnęłam także po nie.

4. Czy zna Pani powieści Zbigniewa Nienackiego dla dorosłych czytelników?

Wydaje mi się, że ich nie czytałam. Muszę to nadrobić.






5. W Pani bibliografii znajdziemy wyłącznie utwory adresowane do młodych czytelników. Którą ze swoich książek zaproponowałaby osobom, którym przypadła do gustu nagrodzona powieść?

Ostatnio ukazała się druga część „Tajemnic Starego Pałacu”. Nosi tytuł „Milioner z Gdańska” i znalazły się w niej dalsze przygody Wiktora i Magdy. Oboje są zafascynowani wynikami swojego śledztwa, ale muszą też strzec tajemnicy pałacu. A może okaże się, że ma on więcej tajemnic?

Poza książkami dla młodzieży wydałam też powieść dla dorosłych czytelników - „Stuletnią gospodę”. To saga, opisująca losy trzech pokoleń prowadzących tytułową gospodę od zakończenia drugiej wojny światowej do czasów współczesnych. Teraz myślę o serii dla dorosłych czytelników, której akcja obejmowałaby jeszcze dłuższy czas – od dziewiętnastego wieku do współczesności.

6. Na co autor zwraca największą uwagę pisząc dla dzieci lub młodzieży?

Trudno mi się wypowiadać w imieniu wszystkich autorów. Sama staram się, żeby książki były jak najbardziej dopracowane. Dbam o szczegóły, sprawdzam fakty historyczne, bo rażą mnie błędy rzeczowe w takich książkach i zawsze się boję, że sama też takich narobię.

Zależy mi też na tym, żeby postacie były wiarygodne i żeby budziły emocje u czytelników. Chodzi o to, żeby podczas lektury przede wszystkim dobrze się bawili. Jeśli przy okazji czegoś się dowiedzą, to tym lepiej.





wtorek, 14 lipca 2015

„Tajemnice starego pałacu. Duch z Niewiadomic”




Katarzyna Majgier „Tajemnice starego pałacu. Duch z Niewiadomic”


Rodzice dwunastoletniej Magdy wygrywają w grze losowej olbrzymią sumę pieniędzy. Sytuacja życiowa mieszkającej w bloku, zwyczajnej dotąd rodziny zmienia się z dnia na dzień. Państwo Czereśniakowie postanawiają nabyć stary pałac położony w miejscowości Niewiadomice. Niezbyt zadowolona z przeprowadzki dziewczynka zaczyna z czasem fascynować się dziejami pałacu. Z tajemniczą budowlą związana jest legenda o duchu ostatniej właścicielki, którego rzekomo spotkało kilkunastu okolicznych mieszkańców. Pani Niewiadomska zaginęła wkrótce po rozpoczęciu II wojny światowej. Według opowieści została zabita przez Niemców, którzy później podpalili pałac. Jej ciało nigdy nie zostało jednak odnalezione.

Magda poznaje mieszkającego nieopodal rówieśnika - Wiktora. Chłopiec od dawna interesuje się historią pałacu, marzy nawet, że kiedy zostanie bogaty będzie mógł w nim zamieszkać. Z niechęcią patrzy na zmiany w wystroju rezydencji dokonywane przez pozbawionych gustu nowych właścicieli. Mili i sympatyczni bohaterowie zaprzyjaźniają się i razem postanawiają odkryć jaką zagadkę skrywają mury wiekowego zabytku. Nie będę oczywiście zdradzał zakończenia powieści, ale chyba warto napisać, że autorka zeszła z drogi utartych schematów i czytelników, którzy spodziewają się w finale odnalezienia kufra wypełnionego kosztownościami czeka duża niespodzianka.




Katarzynie Majgier udało się stworzyć wciągającą książkę przygodową. Autorka unikając moralizowania zwróciła uwagę młodych czytelników na wiele poważniejszych tematów: miłość do historii, szacunek dla starszych czy konsekwencje dokonywania nieprzemyślanych wyborów. W krzywym zwierciadle, z humorem, przedstawiła także przeobrażenia jakie nastąpiły w życiu (i psychice) rodziny Czereśniaków po niespodziewanej zmianie statusu materialnego.

Powieść „Tajemnice starego pałacu. Duch z Niewiadomic” została zgłoszona do drugiej edycji konkursu na Najlepszą Samochodzikową Książkę 2014 roku. W konkursie zajęła drugie miejsce. Kapituła Konkursu postanowiła uhonorować także powieść wyróżnieniem za krzewienie pasji historycznej oraz popularyzację zainteresowania zabytkami wśród młodych czytelników.[1] Nie są to pierwsze i jedyne wyróżnienia dla „Ducha z Niewiadomic.” Powieść została także nominowana do nagrody IBBY w kategorii "Książka roku."[2] Czytelnicy oraz autorka zapewne polubili bohaterów, gdyż po wakacjach pojawi się kolejny tom przygód Magdy i Wiktora, a Katarzyna Majgier jeszcze w tym roku rozpocznie pracę nad tomem trzecim.[3] Polecam.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ISBN: 978-83-10-12601-6
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 270


poniedziałek, 11 listopada 2013

"Ząb Napoleona"


Aleksander Minkowski "Ząb Napoleona"


Jarek Obłomski  przyjeżdża na wakacje do małego miasteczka o kwiecistej nazwie Róże. Tam w starym dworku mieszka jego babcia Helena. Zbudowany w 1870 r. drewniany dworek z krużgankami i tarasem otoczony jest wiekowymi dębami. Wymarzone miejsce dla młodego chłopaka, który chce odzyskać spokój po pierwszym zawodzie miłosnym.

Rodzina Obłomskich jest ze sobą skłócona od lat. Babka Jarka nie chciała zgodzić się na małżeństwo rodziców chłopca. Mimo, że Jarek ukończył już piętnaście lat, dopiero po raz pierwszy miał okazję ją odwiedzić. W trakcie pobytu w miasteczku chłopiec odkrywa rodzinną legendę. W 1812 r. do dworku Obłomskich zawitał przejazdem, wracając z Rosji sam Napoleon Bonaparte. Pech chciał, że podczas pobytu w dworze, rozbolał cesarza ząb. Niestety w pobliżu nie było lekarza i usunięcia zęba musiał dokonać miejscowy cyrulik. Pradziad babki Heleny, Baltazar Obłomski schował ten ząb do żelaznej szkatuły. Od tej pory ta szczególna pamiątka po Napoleonie stała się rodzinną relikwią. Kiedy we wrześniu 1939 r. wkroczyły do Polski wojska niemieckiego okupanta, dziadek Jarka ukrył szkatułę z zębem. Później nestor rodu został wywieziony na roboty w głąb III Rzeszy, skąd nigdy nie powrócił. Od tego czasu rodzina Obłomskich bezskutecznie poszukiwała pamiątki.

Jarek postanawia poświęcić swój pobyt u babki Heleny na odnalezienie szkatuły. Nie jest to proste zadanie, tym bardziej, że pamiątką Obłomskich zainteresowana jest także grupka młodych ludzi mieszkających w miasteczku. Szefem tej grupy jest Inga. Po początkowych nieporozumieniach, pomiędzy Jarkiem a dziewczyną nawiązuje się nić sympatii.

Aleksander Minkowski nie byłby sobą, gdyby nie wplótł do fabuły powieści problemów nastolatków, do których przecież adresowana jest ta książka. Kłopoty rodzinne, zdrada, rodząca się miłość, przyjaźń, to elementy których nie zabraknie w powieści. Do książki Minkowskiego wróciłem po ponad dwóch dekadach i muszę się przyznać, że o uczuciowych rozterkach Jarka czytałem już ze znacznie mniejszym entuzjazmem niż w czasach kiedy byłem rówieśnikiem głównego bohatera.

Niestety w „Zębie Napoleona” brakuje mi bardziej rozbudowanego wątku historyczno-poszukiwawczego. Jest on tylko tłem do pokazania relacji między młodymi ludźmi. Na szczęście tło jest na tyle wyraziste, że czasu poświęconego na  lekturę powieści Aleksandra Minkowskiego nie uważam za stracony.


(Książka przeczytana w czerwcu 2013 r.)

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria wydawnicza: Klub Siedmiu Przygód
ISBN: 83-10-08313-0
Rok wydania: 1983
Liczba stron: 216

Moja ocena: 4/6

środa, 30 października 2013

"Supergigant z motylem"


Krystyna Boglar "Supergigant z motylem"


W każdym domu są książki, które latami stoją ściśnięte na półkach. Zapominamy co przedstawiają ich okładki, tylko od czasu do czasu ścierając kurz zerkamy na ich wypłowiałe od słońca  grzbiety. Książka, której poświęcę niniejszą recenzję nie załapała się na żadną półkę w  mojej domowej biblioteczce. Nie miała grzbietu, więc wylądowała w pudle z zeszytami szkolnymi i starymi notesami. „Supergigant z motylem” to kilkadziesiąt kartek, które 25 lat temu wyjąłem z kilku numerów tygodnika „Płomyk,” pociąłem i wsunąłem w łapczywe szczęki zszywacza. W ten sposób wraz z Krystyną Boglar zostałem współautorem powieści dla nastoletnich czytelników. Jest do dla mnie wielki powód do dumy, gdyż pani Krystyna to jedna z najpopularniejszych i najbardziej lubianych autorek książek dla dzieci. Na podstawie dwóch jej powieści „Nie głaskać kota pod włos” i „Każdy pies ma dwa końce” powstał w 1978 r. serial telewizyjny „Rodzina Leśniewskich.”

Bohaterem książki „Supergigant z motylem” jest piętnastoletni Michał. Chłopiec nie mogąc znieść ciągłych kłótni oraz braku zainteresowania ze strony rodziców podejmuje decyzję o ucieczce z domu. Podróżuje po całym kraju. Podczas wędrówki spotyka innych, takich jak on uciekinierów. Życie na gigancie nie jest usłane różami. Aby przeżyć młodzi ludzie często kradną. Nie obce są im narkotyki i alkohol. Michał jest inny. Stara się pomagać innym przetrwać trudne chwile osamotnienia. Różnymi sposobami, nie zawsze uczciwymi zdobywa pieniądze. Sobie zostawia tylko tyle, aby wystarczyło mu na przeżycie. Większość rozsyła do domów dziecka.

„Supergigant z motylem” to bardzo dynamiczna powieść. Dużo się dzieje na tych niezbyt wielu stronach książki. Nasz bohater stając w obronie słabszych naraża się szajce handlarzy narkotyków. Jest „aniołem stróżem” dwóch młodszych od siebie włóczykijów,  stara się aby nie zbłądzili do końca na złą drogę. Nie może bezczynnie stać i patrzeć, gdy komuś dzieje się krzywda. Przybrał przydomek „Mściciel” i sam wymierza sprawiedliwość. Mimo wielu dramatycznych przygód, cały czas tęskni za domem, młodszą siostrą, pragnie pojednania rodziców.

Krystyna Boglar jest specjalistką od nadawania przewrotnych tytułów swoim utworom. „Salceson i mrówki,” „Rafał, pyzy i duch przodka,” „Żeby konfitury nie latały za muchą,” „Tango na bananowej skórce,” czy „Pierogi dla Old Firehanda” inspirowane są zapewne kulinarnymi zainteresowaniami pisarki. „Supergigant z motylem” trochę nie pasuje do tej listy, mimo to warto go skonsumować.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria wydawnicza: minibiblioteczka „Płomyka”
Rok wydania: 1988 (dodatek do „Płomyka” od nr 5/1988)
Liczba stron: 103

Moja ocena: 4/6

O książce „Supergigant z motylem” przypomniał mi w komentarzu pod jedną z recenzji Mescalito, za co serdecznie mu dziękuję.

poniedziałek, 7 października 2013

Kazimierz Radowicz, Monika Warneńska, Wojciech Żukrowski



Kazimierz Radowicz "Skarby zatoki" - Monika Warneńska "Podziemny trop"
Wojciech Żukrowski "Poszukiwacze skarbów"


Podczas tegorocznych wędrówek po półkach z książkami nie zawsze spotykałem się arcydziełami literatury przygodowej. Prawdę mówiąc dobre, wciągające powieści przeplatały się z przeciętnymi pozycjami. I chociaż nie zawsze odpowiadał mi styl narracji, często już dosyć archaiczny czy też nachalna propaganda, to jednak w każdej z książek znalazłem mały powiew klimatu dawnych lat. Dlatego też zdecydowałem się napisać po kilka zdań o trzech książkach, które miłośnicy literatury przygodowej mogą przeczytać, lecz nic nie stracą jeśli skreślą je ze swej listy lektur.

Najmniej nieciekawą z nich jest powieść Kazimierza Radowicza „Skarby Zatoki.” Historia licealisty Marka, który z przeciętnego ucznia przeistacza się w prymusa. A wszystko po to aby zostać przyjętym do szkolnego klubu płetwonurków. Kiedy osiąga swój cel, wyrusza wraz z kolegami nad morze. Chłopcy ćwiczą nurkowanie, a po kilku dniach Marek dokonuje pod wodą sensacyjnego odkrycia.

Okazuje się, że dobry autor, aby napisać nieciekawą powieść nie potrzebuje tworzyć opasłego tomiska. Monice Warneńskiej udało się zanudzić czytelnika niewielką książeczką „Podziemny trop”. Przygody wiejskiego chłopca w neolitycznej kopalni krzemienia polane propagandowym sosem są tak mało interesujące, że  książkę dokończyłem tylko dlatego, że jej akcja (dosłownie) toczy się kilkanaście kilometrów od mojego domu.

Tajemnicza okładka książki Wojciecha Żukrowskiego „Poszukiwacze skarbów” to największy plus powieści o grupce dzieci penetrujących ruiny świętokrzyskiego zamczyska.  Akcja rozgrywa się kilka lat po wojnie, dzieciaki poszukują skarbu. Przy okazji podobnie jak w powieści pani Warneńskiej zachłystujemy się solidną dawką propagandy. Szkoda, bo pamiętam z lat szkolnych dwie znakomite powieści autora: „Porwanie w Tiutiurlistanie,” i „Na tronie w Babonie.”

Książki Radowicza, Warneńskiej i Żukrowskiego to utwory o poszukiwaniach skarbów. Poszukiwanie skarbów to pasjonujące zajęcie. Niestety, autorzy zrobili wszystko, aby przekonać czytelników, że tak nie jest. Książki są nudne i przewidywalne.  Wszystkie przedstawione wyżej powieści zdecydowanie polecam osobom mającym problemy ze snem. Już po przeczytaniu kilku kartek którejkolwiek z nich, powieki same się zamykają. Tym, którzy zasypiają gdy tylko przyłożą głowę do poduszki, sugeruję lekturę kilku powieści, o których pisałem we wrześniowych postach.


Kazimierz Radowicz „Skarby zatoki”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie
ISBN: 83-215-8252-4
Rok wydania: 1983
Liczba stron: 222
Moja ocena: 2+/6

Monika Warneńska „Podziemny trop”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lubelskie
ISBN: 83-222-0144-3
Rok wydania: 1981
Liczba stron: 176
Moja ocena: 2/6

Wojciech Żukrowski „Poszukiwacze skarbów”
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1968
Liczba stron: 110
Moja ocena: 2/6




niedziela, 29 września 2013

"Nie ma ceny na miód akacjowy"



Stanisław Kowalewski "Nie ma ceny na miód akacjowy"

Stanisław Kowalewski, mimo iż posiada dość bogaty dorobek literacki nie jest wymieniany jednym tchem obok takich asów polskiej literatury młodzieżowej i przygodowej jak Zbigniew Nienacki, Adam Bahdaj, Alfred Szklarski czy Edmund Niziurski. Na półce mojej domowej biblioteczki stoi obok siebie kilka powieści, które wyszły spod jego pióra: „Czarne okna,” „Zaufajcie wujowi Antoniemu,” „Ślady białego księżyca” oraz „Nie ma ceny na miód akacjowy.”

W trzech z tych książek autor koncentruje się na problemach dorastającej młodzieży na tle przemian minionej epoki. Przygód nie ma w nich zbyt wielu, są za to miłosne rozterki, kłopoty rodzinne i szkolne. Kowalewski często w swoich powieściach balansuje między miłością a przygodą. W powieści „Nie ma ceny na miód akacjowy” szala minimalnie przechyliła się na korzyść przygody, dlatego poświecę tej książce trochę miejsca na blogu.

Akcja powieści rozgrywa się w malowniczej wiosce nad jeziorem. Nad dachami domów wznoszą się wieże dwóch zabytkowych cerkiewek. Za wsią zaczyna się las. Zbigniew Nienacki w pobliżu takiej wioski z pewnością umieściłby grupę archeologów, w książce Kowalewskiego na ich miejscu obóz rozbili studenci Akademii Sztuk Pięknych.

Fabuła utworu Kowalewskiego nie wnosi zbyt wiele do rozwoju powieści przygodowej. Przebywający w wiosce na wakacjach kilkunastoletni Przemek poznaje tajemniczą dziewczynę Alicję.  Pływają łódką po jeziorze, spacerują, rozmawiają, rodzi się uczucie. Mimochodem  młodzi pomagają odszukać sprawców kradzieży cennych ikon z jednej z miejscowych cerkiewek.

Powieść wydano w serii „Klub Siedmiu Przygód” a okładka łudząco przypomina tę zaprojektowaną przez Barbarę Dutkowską do książki Nienackiego „Nowe przygody Pana Samochodzika.” (patrz zdjęcia do pierwszej recenzji na blogu). Niestety dopiero po przewróceniu kilkudziesięciu kartek książki zaczyna zarysowywać się jakaś namiastka powieści przygodowej. Minusów jest nieco więcej. Bardzo naiwna zagadka kradzieży ikon, nie sprawia czytelnikowi większych kłopotów. Niektóre postacie w powieści są zupełnie zbyteczne, nie wiadomo po co autor je wprowadził, skoro nic nie wnoszą do rozwoju akcji. Klimat lat 70-tych, w których rozgrywa się akcja książki jest niezbyt wyczuwalny, nie wiele przecież można zmieścić na 140 stronach. Tym samym razi bardzo widoczna oszczędność autora w rozbudowywaniu fabuły. Przyznam, że nieco więcej obiecywałem sobie po tej powieści, tymczasem książka okazała się kolejną przeciętną powieścią wydaną w przeciętnych czasach PRL-u.


(Książka przeczytana w kwietniu 2013 r.)


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria wydawnicza: Klub Siedmiu Przygód
ISBN: 83-10-09031-5
Rok wydania: 1986
Liczba stron: 143

Moja ocena: 3/6

sobota, 28 września 2013

"Długi deszczowy tydzień"


Jerzy Broszkiewicz "Długi deszczowy tydzień"


Dawno temu za górami, za lasami, gdzieś na Podkarpaciu istniały wioski, w których gospodarstwa domowe nie miały dostępu do internetu a mieszkańcy nie posiadali komputerów. Na tronie KC PZPR zasiadał towarzysz Wiesław, telewizja dopiero  raczkowała, łącznikami ze światem były radio i gazeta kupiona w odległym o kilka kilometrów sklepie GS.[1] Ludzie nucili pod nosem przeboje Skaldów, Trubadurów i Alibabek. Dla dzisiejszych nastolatków brzmi to jak bajka a była to przecież połowa lat 60-tych XX wieku.

Dwadzieścia lat później i ja przyjechałem do mojej babci na wieś. I prawdopodobnie wtedy po raz pierwszy otworzyłem książkę Jerzego Broszkiewicza „Długi deszczowy tydzień.” Prawdę mówiąc, gdy po latach wracam we wspomnieniach do dziecięcych wakacji na wsi, nie przypominam sobie zbyt wielu deszczowych dni. Tymczasem dla dzieci, które przyjechały do przysiółka Czarny Kamień pogoda nie była zbyt łaskawa. Można powiedzieć, że Katarzyna, Włodek, Ika, Groszek i Janek mieli dosłownie przechlapane. Tym bardziej, że od najbliższego miasteczka dzieliło ich kilkanaście kilometrów a w maleńkiej osadzie nie było zbyt wielu atrakcji dla dzieci. Na skraju wsi znajdowała się tylko opuszczona, zabytkowa kapliczka. Dzieci musiały więc same zaplanować swój wolny czas.

Przypadkowo przeczytany artykuł o kradzieżach dzieł sztuki ludowej i sakralnej w okolicy, podsuwa im niecodzienny pomysł. Postanawiają zamieścić w gazecie informację o odkryciu w tejże kapliczce cennego zabytku i zwabić tym samym tajemniczego złodzieja a później schwytać go na gorącym uczynku. Po ukazaniu się artykułu do Czarnego Kamienia przybywa kilku różnorakich osobników. Dzieciakom wszyscy wydają się podejrzani. Ciągle obserwują więc kapliczkę i zastawiają w niej pułapki.
                                                      
Powieść Jerzego Broszkiewicza „Długi deszczowy tydzień” doczekała się co najmniej ośmiu wydań, w tym kilku wznowień w serii „Klub Siedmiu Przygód.” Nic dziwnego, przygody piątki sprytnych dzieciaków są niezwykle wciągające, napisane barwnym, kwiecistym językiem.  Książka mimo dość odstręczającego tytułu, nie dłuży się. No, może trochę, na początku, ale gdy przebrniemy przez kilkanaście pierwszych stron, a młodzi bohaterowie wpadną na pomysł jak zagospodarować deszczowe ranki i popołudnia, możemy wraz z nimi zabawić się w detektywów.

Pamiętam, że gdy czytałem książkę w dzieciństwie, nie mogłem się od niej oderwać. Po latach oderwać się już mogę, co nie znaczy, że nie spędziłem przy lekturze kilku miłych godzin. Ta powieść to przedsmak literatury przygodowej, którą odkryłem kilka lat później. Przedsmak przygód Pana Samochodzika.

(Książka przeczytana w sierpniu 2013 r.)

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria wydawnicza: Biblioteka Młodych
Rok wydania: 1977
Liczba stron: 247

Moja ocena: 4/6



[1] GS – Gminna Spółdzielnia - sklep, w którym można kupić chleb, rower, piwo i węgiel.


niedziela, 22 września 2013

"Szatan z siódmej klasy"


 Kornel Makuszyński "Szatan z siódmej klasy"


Sam już nie pamiętam, co było pierwsze: książka czy film? W każdym razie, czytając powieść „Szatan z siódmej klasy” miałem przed oczami twarze bohaterów filmu w reżyserii Marii Kaniewskiej z 1960 r. Prawdę mówiąc tylko jedną twarz. Poli Raksy. Podobną wizję miał na początku lat 80-tych Grzegorz Markowski. Ba, on poszedł znacznie dalej. Za jej twarz dałby się nawet zabić. A czy dałby się zabić za fiołkowe oczy panny Wandzi Gąsowskiej? Jeśli nie, Adaś Cisowski z pewnością chętnie by go zastąpił. Chociaż niezupełnie…

Kim był ów tajemniczy Adaś? To główny bohater powieści Kornela Makuszyńskiego, spryciarz kuty na cztery nogi, zdolny uczeń, wrażliwy i uczuciowy chłopiec. Nie, on na pewno nie dał by się zabić. Wychodził cało z wielu opresji, śledził przestępców, rozwiązywał podchwytliwe zagadki, łamał dziewczęce serca, szukał skarbów. Jego pomysły wprowadzały popłoch w szeregach grona pedagogicznego. Mam poważne podejrzenie, że to właśnie z postaci Adasia Cisowskiego garściami czerpał Ian Fleming pisząc bestsellerowe powieści o przygodach agenta Jamesa Bonda.

Zamiast srebrno-szarego Aston Martina Adaś ma do dyspozycji własne nogi oraz starą konną bryczkę. Nie pija wstrząśniętych, nie zmieszanych trunków, przeciwnie delektuje się mlekiem. Przeżywa wstrząsy i zmieszany czerwieni się patrząc na uroczą Wandzię. Tak, Bonda i Adasia łączą tylko kobiety. Bond ma na liczniku tabuny platynowych pań pokrytych warstwą makijażu. Dla Adasia Wandzia będzie pierwszą. Ale on stawia na miłość a Wandzia go nie zdradzi. Przed wojną kobiety były inne…

Bond rozbija się helikopterami nad Londynem, Paryżem, Tokio, Nowym Jorkiem. Adaś w niewielkiej wiosce nieopodal Wilna spaceruje wokół zapadłego dworku, zdmuchuje pył ze starych ksiąg na strychu, przed snem czyta stuletnie pamiętniki. Nawet mu się nie śniło, że 15 lat po wojnie nakręcą o nim film.

Agentowi OO7 pomagają oficerowie brytyjskiego wywiadu. Adaś ma na głowie sympatycznego, zdziecinniałego profesora, jego niezaradnego brata, niedoświadczoną panienkę. Kilku nie przebierających w środkach opryszków jest gotowych na wszystko aby go uprzedzić w poszukiwaniu skarbu z epoki wojen napoleońskich. Ale nie z nim te numery…

Kim jest panna Wandzia Gąsowska? To spiritus movens powieści Kornela Makuszyńskiego Mam pewne wątpliwości czy ten szlachetny młodzieniec zrezygnowałby z wakacji nad morzem na rzecz wyjazdu do malutkiej wioski, gdyby nie poprosiła go o to panienka o fiołkowych oczach. Prawdę mówiąc, w książce pozostałe części ciała Wandzi występują zdecydowanie w roli drugoplanowej, ustępując pola jej narządom wzroku.

Książka napisana jest bardzo ciepłym językiem, pan Makuszyński niezwykle plastycznie opisał podwileńską prowincję. Postacie są wyraźne, z lekka przerysowane, albo czarne, albo białe. Kiedyś świat był chyba nieco prostszy. Wartka akcja sprawia, że nie nudzimy się ani przez moment. Gdy dodamy do tego szczyptę humoru i wakacyjny klimat otrzymamy wspaniałą ucztę literacką przygotowaną w przedwojennej kuchni. Każda strona tego klasycznego już niewątpliwie dzieła smakuje doskonale także i dziś.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1961
Liczba stron: 238

Moja ocena: 6/6


O najlepszej ekranizacji tej powieści przeczytacie tutaj:

 


środa, 4 września 2013

 "Nowe przygody Pana Samochodzika"


 Zbigniew Nienacki  "Nowe przygody Pana Samochodzika"


Rozklejony, poplamiony, popękany, polepiony taśmą. W tym roku mój egzemplarz „Nowych przygód Pana Samochodzika” skończył 30 lat. Zostały na nim plamy po zupie – będąc dzieckiem uwielbiałem czytać książki przy obiedzie. Można znaleźć na nim odciski palców –lubiłem poczytać, gdy zdyszany wracałem z boiska. Zapowiadałem się ponoć na dobrego bramkarza. Niestety zamiast kopać z kolegami piłkę, więcej czasu spędzałem w szkolnej bibliotece.

Ale książkę, o której teraz napiszę kilkadziesiąt zdań kupiła mi mama. W prawym dolnym rogu okładki w czarnym kwadraciku - główka Indianina z nosem wypisz-wymaluj Julian Tuwim. Trzy pióra pióropusza układają się w napis: KLUB SIEDMIU PRZYGÓD. To moja ulubiona seria przygodowa. Ten mały znaczek to gwarancja jakości. Wypożyczając książki z tym logo wiedziałem, że mam przed sobą kilka godzin podróży przez wspaniałe światy wyczarowane przez ulubionych pisarzy mojego dzieciństwa.

Na środku okładki niebieska plama. Później dowiedziałem się, że to malowniczy Jeziorak. Ta plama wody przyciągała jak magnes autora, którego imię i nazwisko niewielką czcionką wydrukowano u góry okładki: ZBIGNIEW NIENACKI. Z lewej strony (nieco zaklejony taśmą) wynurza się z wody śmieszny samochodzik z wielką, staroświecką lampą. W kabinie niewielki profil główki z delikatnym uśmiechem na twarzy. To Pan Tomasz. Łatwo się domyślić skąd wziął się jego przydomek – Pan Samochodzik. Wyrusza nad jezioro aby odnaleźć zatopiony skarb. Pan Tomasz jest pracownikiem  Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Sztuki. Do jego zadań należą sprawy związane kradzieżami dzieł sztuki. Dzięki „żyłce detektywistycznej” niejednemu przestępcy pokrzyżował plany, odzyskując bezcenne dla kultury polskiej skarby. Tym razem gra toczy się o dzieła sztuki zatopione wraz z ciężarówką w pięknym mazurskim akwenie.

Tuż obok nazwiska autora, niewielki, żółty namiocik. Tym razem twarz, która z niego wygląda już się nie uśmiecha. To chyba jakiś czarny charakter. Osobników z nieczystym sumieniem występuje w książce kilku. Jeden z nich, zbuntowany młodzieniec, przywódca gangu, na ostatnich stronach trochę się wybieli. Właśnie jego sumienie wypierze Pan Tomasz. W książce często bywa tak jak w życiu. Mężczyzna nie zawsze radzi sobie z praniem, więc w wybielaniu tego nieszczęsnego sumienia będzie uczestniczyć piękna i mądra dziewczyna.

Odwracam książkę. Na plecach okładki, na niebieskiej plamie – mniejszy zielony kleks z małym namiotem. Kleks – to wyspa. U góry, między numerem ISBN a ceną - dwóch dżentelmenów z kwaśnymi minami. Jeden w czapce marynarskiej i krawacie, drugi pewnie nie zabrał nad wodę maszynki do golenia i pozuje z bujnym zarostem Barbarze Dutkowskiej, która ilustrowała powieść. Tuż przy nich kobieta obdarzona bujną czupryną. Na jej twarzy trzy kropki. Autorka rysunku zapomniała o ustach, a przecież w książce buzia tej pani niemal się nie zamyka.

Pod niebieską plamą znów namiocik, z którego wyłaniają się trzy główki. To harcerze, dzielni, pomysłowi, żądni przygód. Oni również będą pomagali Panu Tomaszowi na kartach książki. Działania Pana Samochodzika tak ich wciągną, że Zbigniew Nienacki nie będzie miał innego wyjścia i zaprosi ich jeszcze do kilku swoich powieści.

Trzy namioty, jezioro, podejrzani osobnicy, dziwny wehikuł gwarantują, że wieczory spędzone przy kartach tej powieści nie będą stracone. To rewelacyjna książka na wakacje i na jesienne dni. Kiedy zdążymy już zatęsknić za przygodą, szumem fal i pogawędkami przy ognisku trzeba koniecznie sięgnąć na półkę po książkę z napisem pod niebieską plamą Jezioraka: NOWE PRZYGODY PANA SAMOCHODZIKA.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria wydawnicza: Klub Siedmiu Przygód
ISBN: 83-10-08456-0
Rok wydania: 1983
Liczba stron: 247

Moja ocena: 6+/6

Dzięki tej książce poznałem Pana Samochodzika oraz odkryłem wiele innych powieści przygodowych. Dzięki niej wiem też co robić aby przygoda umiała mnie znaleźć. Dzięki tej książce powstał mój książkowy blog.