sobota, 12 marca 2016

„Zaklęty dwór”




Walery Łoziński „Zaklęty dwór”


Walery Łoziński, pisarz, historyk i awanturnik, kiedy zmarł w 1861 r. we Lwowie, liczył zaledwie 24 lata. Mimo młodego wieku, pozostawił po sobie dość pokaźny dorobek literacki. Jego najbardziej znaną powieścią jest ukończony dwa lata przed śmiercią „Zaklęty dwór”. Książka uważana za jedną z pierwszych polskich powieści sensacyjno przygodowych, miała stanowić pierwszą część trylogii osnutej wokół wydarzeń związanych z powstaniem krakowskim w 1846 r. Gdyby nie porywczy charakter, Łozińskiemu zapewne udałoby się zamiar zrealizować. Niestety, pośród licznych namiętności młodego pana Walerego były również biesiady i pojedynki. I właśnie w wyniku obrażeń odniesionych w pojedynku, autor „Zaklętego dworu” rozstał ze światem doczesnym. Po wielu, wielu latach ukazał się jedynie ocenzurowany, drugi tom zapowiadanej trylogii – „Dwie noce.”

„Zaklęty dwór”, podobnie jak wiele wydawanych wówczas utworów miał premierę na łamach prasy. Był to „Dziennik Literacki”, którego jednym z redaktorów był młodszy brat Walerego - Władysław Łoziński.[1] Akcja powieści rozgrywa się w niewielkich galicyjskich wioskach w 1845 r. W tajemniczym dworze w Żwirowie straszy duch zmarłego starościca Mikołaja Żwirskiego. Na mocy testamentu, rozległe dobra dziedzica przypadają jego dalekiemu krewnemu, ubogiemu Juliuszowi. Testament zabrania zbliżania się komukolwiek do starego dworu. Na straży ostatniej woli Mikołaja, a tym samym sekretu Żwirowa stoi klucznik Kost` Bulij. Kiedy wspomnianego Juliusza odwiedza dawny przyjaciel ze szkolnej ławy Damazy Czorgut, zakłóceniu ulega ustabilizowane życie głównych bohaterów. Klucznik niemal wychodzi ze skóry, aby tajemnica dworu w Żwirowie nie ujrzała światła dziennego.




Powieść „Zaklęty dwór” została w 1976 r. zekranizowana przez Antoniego Krauze.



Czytałem powieść niespiesznie, delektując się każdą stroną. Po zakończeniu lektury jestem niemal przekonany, że podobnie czynił przed napisaniem swych najbardziej znanych utworów Kornel Makuszyński. Mimo, że obydwaj klasycy żyli w jakże odmiennych epokach, nie da się nie zauważyć, jak bardzo zbliżony do „Zaklętego dworu” klimat mają jego dzieła „Szatan z siódmej klasy” czy nieco mniej znane powieści „Złamany miecz”[2] i „List z tamtego świata”[3]. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że urodzony kilkadziesiąt lat później Makuszyński, zauroczony książką Łozińskiego wpadł w pewnego rodzaju pułapkę, z której nie umiał się wyzwolić i stworzył całą serię powieści opartych na podobnym schemacie: dworek, lato, przygoda, tajemnica.[4]

Musimy pamiętać, że powieść została napisana ponad 150 lat temu, stąd też wiele zwrotów, wyrazów i wyrażeń od dawna już nie funkcjonuje w naszym języku. Mimo, iż pisownia i interpunkcja została w pewnym stopniu uaktualniona, nadal w treści znajdziemy wiele archaicznych sformułowań. Niektórym zapewne będzie to przeszkadzać, ale znajdą się też czytelnicy, którzy docenią możliwość obcowania urokliwym, staroświeckim językiem naszych przodków. Podobne uwagi można mieć względem fabuły, która dziś może wydawać się rozwlekła i przewidywalna. Ale to co dla wielu jest wadą książki, dla mnie jest jej największym plusem. Przecież pokolenie Łozińskiego żyło, czuło, myślało i zachowywało się inaczej my. Warto o tym pamiętać, nim skrytykujemy jakąkolwiek powieść powstałą kilkadziesiąt lat temu. Upływowi czasu oparły się natomiast barwne, mocną kreską rysowane postacie bohaterów. Tu na plan pierwszy wysuwa się pan Damazy. Kto wie, czy tworząc postać tego zawadiaki, Łoziński nie czerpał z własnych młodzieńczych przeżyć. O ile jednak Czorgut wychodził z opresji obronna ręką, Łozińskiego szczęście opuściło już na początku drogi życiowej.

Znajdziemy w „Zaklętym dworze” wątek romansowy, nie zabraknie także intryg. Warto nadmienić, że autor stara się w powieści przedstawić problem bratania się szlachty z ludem oraz nawiązuje do działań konspiratorów sprzed okresu Wiosny Ludów. Lektura „Zaklętego dworu” dostarcza ponadto czytelnikowi wielu wyobrażeń o życiu ówczesnych mieszkańców Galicji. Z najbardziej znanej książki Łozińskiego warto wynotować pewien fragment: „My, powieściopisarze, bez dyplomów i patentów, szczególnych używamy praw i przywilejów. Nie masz dla nas ni murów, ni zamków, ni stróżów, ni krat, nie troszczymy się o żadne zakazy i przeszkody, nie szanujemy niczyjej woli i tajemnicy, nie przebaczamy nikomu żadnej słabostki i śmieszności, wściubiamy nos, gdzie chcemy, zaglądamy, gdzie się nam podoba, podsłuchujemy, co nam potrzeba, a pochwyciwszy raz czytelnika w swoją władzę przerzucamy go jak piłkę z miejsca na miejsce.”[5] Polecam.


Wydawca: Książka i Wiedza
Rok wydania: 1952
Liczba stron: 462




[1] Autor powieści „Oko proroka” oraz „Skarb watażki”.
[4] Na Forum Miłośników Pana Samochodzika pojawiła się dyskusja, której niektórzy uczestnicy uważają, że utwór Walerego Łozińskiego mógł również zainspirować Zbigniewa Nienackiego do napisania powieści „Pan Samochodzik i niesamowity dwór”:
[5] Walery Łoziński „Zaklęty dwór”, s. 356.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza