niedziela, 7 grudnia 2014

„Sprawa przy drzwiach zamkniętych”




Leo Belmont „Sprawa przy drzwiach zamkniętych”


Na strychu pewnej kamienicy zostaje znaleziona nieprzytomna kilkuletnia dziewczynka Masza. Dziewczynka ma poważne obrażenia ciała, została także brutalnie zgwałcona.  O dokonanie przestępstwa oskarżony zostaje cieszący się wcześniej dobrą opinią urzędnik bankowy niższego szczebla - Edward Klein. Przy dziewczynce leży porzucona laska, którą świadkowie identyfikują jako jego własność. Na skutek wstrząsu po traumatycznym przeżyciu Masza cierpi na stany lękowe oraz ataki epileptyczne.

Rozpoczyna się przewód sądowy. Zeznaje cała galeria osób, w tym rodzice ofiary, żona podsądnego, mieszkańcy kamienicy, sklepikarze, przyjaciel, lekarz i przełożony z pracy. Ich zeznania nie tylko nie ułatwiają udowodnienia winy podejrzanemu, lecz komplikują sprawę coraz bardziej. Okazuje się bowiem, że nie tylko Klein mógł w feralnym dniu 13 lipca 1908 r. zwabić dziewczynkę na strych i dokonać tego ohydnego przestępstwa. Choć z zeznań świadków wyłania się bardzo niejednoznaczny obraz oskarżonego, okazuje się również, że i w głowach kilku innych lokatorów kłębiły się zbrodnicze namiętności. W trakcie przesłuchań wychodzi na jaw, że przed laty podsądny mieszkał w innej kamienicy, w której także została zgwałcona i zamordowana dziewczynka. W tamtym przypadku jednak sprawcy nie udało się ustalić.

Konstrukcja niniejszej powieści tylko pozornie jest dosyć prosta. Długie godziny sądowych przesłuchań ubarwione szeregiem detali obyczajowych z życia dawnych mieszkańców rosyjskiego miasta nie nużą.  Przeciwnie, wraz ze zbliżaniem się kolejnych świadków przed oblicze prezesa sądu wciągają czytelnika coraz bardziej. Na uwagę zasługują kwieciste przemowy prokuratora i adwokata, którzy przedstawiają diametralnie różne portrety psychologiczne Kleina. Zastanawia postawa podsądnego, który zrezygnowany, ze spuszczoną głową nie ułatwia pracy swojemu obrońcy. Czy Klein okaże się winny i zostanie skazany na katorgę zależy tylko od przysięgłych.

Akcja książki rozgrywa się w Petersburgu. Z miastem tym do 1904 r. związany był również Leo Belmont (Leopold Blumental). Urodzony w Warszawie pisarz, w Petersburgu został bowiem wpisany na listę adwokatów przysięgłych. Swe bogate prawnicze doświadczenie wykorzystał pisząc kilka, niestety zupełnie już zapominanych powieści kryminalnych. „Sprawa przy drzwiach zamkniętych,” prawdopodobnie pierwsza polska powieść sądowa, miała premierę już ponad sto lat temu. Leo Belmont zmarł z przyczyn naturalnych w warszawskim getcie w październiku 1941 r.[1]


Wydawca: Wielki Sen
Seria wydawnicza: Polski kryminał retro
ISBN: 978-83-62391-25-7
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 185



[1] Fotografie grobu Leo Belmonta. Cmentarz Ewangelicko-Augsburski przy ul. Młynarskiej w Warszawie: http://mojecmentarze.blogspot.com/2014/01/leo-belmont.html

3 komentarze:

  1. Skoda, że takie książki zostały po części zapomniane. Kolejny tytuł, który chciałabym przeczytać, jeśli nadarzy się okazja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie książka jest daleka od moich poszukiwań :( Niestety pozycja nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do konkursu :) Zostań swoim własnym Mikołajem :) http://www.krzywaprosta.pl/2014/12/09/konkurs-swiateczny-czyli-zostan-swoim-wlasnym-swietym-mikolajem/

    OdpowiedzUsuń