piątek, 6 marca 2015

„Sąd nad Antychrystem”



Aleksander Błażejowski „Sąd nad Antychrystem”


W latach dwudziestych ubiegłego wieku, w pewnej warszawskiej kamienicy przy ulicy Chmielnej, w nędznym, zaniedbanym pokoiku zostają znalezione zakrwawione zwłoki mężczyzny. Przybyli na miejsce zbrodni policjanci ustalają, że ofiarą jest Rosjanin, niejaki Gałkin. Tył głowy ofiary zmiażdżono uderzeniem jakiegoś twardego przedmiotu. Denat w dłoni ściska papiery pokryte zaszyfrowanym tekstem oraz połowę banknotu studolarowego. Podczas późniejszej rewizji, w domu ofiary zostają wykryte liczne schowki, a w nich kilkanaście tysięcy dolarów. Dlaczego Gałkin nie korzystał z tych środków, lecz prowadził ascetyczny tryb życia? Policja podejrzewa, że zabójstwo może mieć podkład polityczny. Jednocześnie zbliża się termin premiery sztuki „Sąd nad Antychrystem” uznanego dramaturga Ludwika Karnickiego. Czy jej autor ma jakiś związek ze zbrodnią w kamienicy na Chmielnej?

Podobnie jak w powieści „Czerwony Błazen” Błażejowskiego, również śledztwo w sprawie zabójstwa Gałkina prowadzi niezbyt błyskotliwy komisarz Borewicz. Prawdę mówiąc, jego postać nie pojawia się zbyt często na kartach książki, a o poczynaniach detektywa dowiadujemy się zazwyczaj z ust innych postaci zaangażowanych w czynności śledcze. Nie mają zresztą również i oni dobrego zdania o metodach stosowanych przez swego kolegę. Zarzucają mu chaos i jednokierunkowość w prowadzonych sprawach. Jest w tym nie mało racji, bo zarówno w „Czerwonym Błaźnie” jak i w niniejszej powieści wkład Borewicza w rozwikłanie zagadek kryminalnych jest marginalny i gdyby nie koleżeńska pomoc oraz przypadek, żadne ze śledztw nie zostałyby zapewne doprowadzone do szczęśliwego końca.

Trudno jednoznacznie określić, kto jest głównym bohaterem książki. Na jej kartach przewija się bowiem bardzo wiele postaci, z których każda ma do odegrania istotną rolę, i gdyby jej zabrakło, szkielet fabuły posypałby się niczym domek  kart. Pobyt w Rosji odcisnął piętno na kolejnej już powieści Błażejowskiego. Mamy tu bowiem nie tylko wątek zabójstwa bolszewickiego szpiega, pojawiają się także piękne białogłowy zza wschodniej granicy. Autor znacznie większy nacisk położył na ukazanie nocnego życia oraz klimatu warszawskich lokali, oraz na nieco melodramatyczny wątek romansowy niż na konstruowanie zawiłej kryminalnej intrygi. Bez trudu można więc można dostrzec w „Sądzie nad Antychrystem” pierwiastki zapowiadające znakomitą powieść napisaną przez Błażejowskiego cztery lata później – „Korytarz podziemny B.”[1] Polecam.


Wydawca: CM
Seria wydawnicza: Kryminały przedwojennej Warszawy
ISBN: 978-83-63424-11-4
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 156


3 komentarze: