Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2019

„Czas pomsty”



Maciej Liziniewicz „Czas pomsty”


Rok 1630. Z wojennej tułaczki powraca Żegota Nadolski. Niezamożny, pokiereszowany na duszy i ciele szlachcic, dokonując przed laty niewłaściwych wyborów opuścił rodzinny dwór. Wyruszając na wojaczkę, i mając nadzieję na uzupełnienie pustki rodowym skarbczyku, nie zastanawiał się nad tym, czy pozostawiona z dziećmi żona sprosta trudom codziennej egzystencji. Zapewne, gdyby wiedział, że za kilka lat, kiedy wróci do swego domostwa, powitają go puste ściany, i krzyże nad grobami najbliższych jego decyzje byłyby inne. Czasu jednak nie można cofnąć. Szlachcicowi, który na bitewnych polach dziesiątki razy wychodził bez większego szwanku z rozmaitych opresji, i po wielokroć udawało się śmierć okpić, pozostała jedynie zemsta. Żegota nie wierzy w pogłoski o tym, że zbrodni na jego rodzinie dopuścili się Tatarzy. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że okoliczności śmierci ukochanej żony i dzieci spowite są mrokiem przerażającej tajemnicy.

Akcja powieści obfitująca w cały szereg dramatycznych, często budzących grozę wydarzeń, z każdą stroną nabiera tempa. Można bez trudu dostrzec, że każdy kolejny krok bohaterów jest dokładnie przemyślany i zaplanowany przez autora. Dzięki temu ich poczynania zyskują na wiarygodności. Aby dociec prawdy i rozwikłać zagadkę śmierci najbliższych, Nadolski zmuszony jest ponownie wyruszyć na długą wędrówkę. Wraz z towarzyszami przemierza leśne dukty i uroczyska, odwiedza stare szlacheckie siedziby, podrzędne gospody a także dociera do murów starego zamczyska. Żegocie towarzyszy szczęk szabli i świst strzał, a wyrzuty sumienia i rozterki duchowe krzyżują się z nieśmiało jeszcze kiełkującym zalążkiem nowego uczucia. Niespodziewanie powiększa się szczupłe grono wspierających Nadolskiego towarzyszy. Nie brakuje jednak i takich, którzy pragnęliby aby szlachcic pochodzący z niewielkiej wioski Wygnanka przeniósł się na tamten świat.

Biblią każdego z współczesnych autorów piszących o czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej jest bez wątpienia wydane ponad sto lat temu dwutomowe dzieło „Prawem i lewem. Obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku” Władysława Łozińskiego. Maciej Liziniewicz zapewne oparł się na pracy tego zasłużonego powieściopisarza i historyka. Dostrzegłem tu jednak także inspirację dwiema powieściami przygodowymi dla młodych czytelników napisanych przez Łozińskiego jeszcze w schyłkowych latach XIX stulecia. Mam tu na myśli „Oko proroka” oraz „Skarb watażki”.

Nim bohaterowie „Czasu pomsty” odbyli pełną niebezpiecznych przygód eskapadę mrocznymi podziemnymi korytarzami, ponad sto lat wcześniej podobne emocje przeżywało trzech chłopców wraz z rajcą miejskim panem Rafałowiczem na kartach powieści „Szwedzi w Warszawie” Walerego Przyborowskiego. Pewnie niejeden z miłośników polskich powieści historycznych dostrzeże też w utworze Macieja Liziniewicza echa dzieł Józefa Ignacego Kraszewskiego, Zofii Kossak oraz znakomitej książki historyczno-kryminalnej „Crimen” Józefa Hena. Zapewne większość z tych powieści odcisnęła swój ślad na wrażliwości literackiej autora przygód Żegoty Nadolskiego.

W rolach epizodycznych pojawia się na kartach książki kilka postaci, które zapisały się, nie zawsze chlubnie, w dziejach XVII-wiecznej Polski. Niewątpliwie Maciej Liziniewicz spędził wiele czasu wertując pamiętniki z epoki, ale dla osoby pasjonującej się historią, a taką jest autor „Czasu pomsty”, praca z materiałami źródłowymi jest przyjemnością[1]. To co dziś wydaje się nam niepojęte bądź niezrozumiałe, dla naszych żyjących niemal czterysta lat temu przodków, było chlebem powszednim. Niespotykane już sposoby kojarzenia małżeństw, wszechobecna brutalizacja życia, załatwianie swoich spraw z szablą w dłoni, lęk przed zjawiskami trudnymi do wytłumaczenia, czy niekonwencjonalne metody egzekwowania prawa, dla mieszkańców ówczesnej Rzeczypospolitej nie były niczym dziwnym. Tworząc postacie bohaterów Maciej Liziniewicz wziął to wszystko pod uwagę, oddając jak najwierniej sposób patrzenia na świat osób wywodzących się z różnych warstw społecznych.

Znajdą w powieści coś dla siebie również amatorzy wrażeń rodem nie z tego świata. Pojawia się tu postać wiedźmy, a Żegota Nadolski wraz z kompanami musi zmierzyć się z pewnym demonicznym „osobnikiem”. Na szczęście jednak szczypta fantasy nie przesłania fabuły osadzonej niezwykle solidnie w realiach historycznych. Odpowiednie zrównoważenie elementów nadprzyrodzonych z odtworzeniem barwnych realiów życia na skrawku XVII-wiecznej Rzeczypospolitej uważam za jeden z najważniejszych walorów książki.

Maciej Liziniewicz debiutował powieścią „Scheda”, która została doceniona przez członków kapituły konkursu na Najlepszą Samochodzikową Książkę 2017 roku. W jednym z wywiadów autor zdradził, że prace nad drugim tomem „Czasu pomsty” zostały już ukończone[2]. Mam zatem nadzieję, że na pojawienie się w księgarniach kolejnej książki z pasjonującymi przygodami doświadczonego przez los szlachcica pieczętującego się herbem Bojno, nie będziemy musieli zbyt długo czekać. Cieszę, się, że do Jacka Komudy i Jacka Piekary dołączył kolejny autor potrafiący barwnie i ze swadą pisać o czasach szlacheckiej Rzeczypospolitej. Polecam.


Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Dzikie Pola
ISBN: 978-83-245-8368-3
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 416


niedziela, 9 czerwca 2019

„Czas pomsty” (Zapowiedź)



Maciej Liziniewicz „Czas pomsty” (Zapowiedź)
Premiera 19.06.2019 r.


Szlachcic Nadolski wraca z wojny w rodzinne strony. Jego dobra są splądrowane, żona i dzieci nie żyją. Wszystkiemu winni są rzekomo Tatarzy, ale Nadolski w to nie wierzy. Próbuje dociec prawdy, by pomścić najbliższych.

Czy przerażające zbrodnie uda się wyjaśnić? Kto spośród bohaterów jest dobry, a kto zły? Kolejne strony dają odpowiedzi na te pytania. Pozwalają też poznać zapomniany skrawek szlacheckiej Rzeczypospolitej, gdzie o sprawiedliwość trzeba było walczyć z szablą w dłoni. I gdzie nadprzyrodzone miesza się z realnym.

"Zdawać by się mogło, że los aż nadto doświadczył Żegotę Nadolskiego herbu Bojno. Powraca on wszak w rodzinne strony jako weteran wielu bitew i wojen. Co gorsza, przyjdzie mu uklęknąć przy grobach najbliższych, którzy zginęli podczas najazdu Tatarów. Nie wie jednak, że przeznaczenie szykuje dla niego o wiele mroczniejszą przyszłość. Nie wie, że za śmiercią jego rodziny kryje się straszliwa tajemnica, a jego samego czeka rozwikłanie iście diabelskiej intrygi, w której urok wiedźmy i wrogie szable to najmniejsze z zagrożeń. Wartka, żywa akcja, świetny warsztat i piękna wizja rzeczywistości szlacheckiej – to Dzikie Pola w całej okazałości.

Źródło:


Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN: 978-83-245-8368-3
Data wydania: 2019
Liczba stron: 416



niedziela, 10 kwietnia 2016

„Pionek”



Małgorzata i Michał Kuźmińscy „Pionek”

W gliwickim parku zostaje brutalnie zamordowana młoda dziewczyna. Przypomina to lokalnej społeczności o seryjnym mordercy, który zabijał kobiety w Bytomiu, Gliwicach i Zabrzu. Skazany za te zbrodnie Wampir z Szombierek niedługo wyjdzie na wolność. Niezależny dziennikarz Sebastian Strzygoń wraca do sprawy sprzed lat. Pomaga mu antropolożka Anna Serafin. To ona podejmuje się przeprowadzić wywiad z wampirem. Mnożą się pytania, komuś bardzo zależy, by przeszłość pozostała pogrzebana. Teraźniejszość też nie daje o sobie zapomnieć … Kto rozstawia pionki w tej niebezpiecznej grze?

Źródło:

Rozmowa z autorami w Radio Kraków:

Wydawca książki na Facebooku:


Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN: 978-83-271-5525-2
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 440


czwartek, 21 sierpnia 2014

"Sąd Ostateczny"




Anna Klejzerowicz "Sąd Ostateczny"



Wiosną przedstawiłem Czytelnikom ZAPOMNIANEJ BIBLIOTEKI bardzo dobrą powieść Anny Klejzerowicz „List z powstania.”[1] Dzisiejszą recenzję poświęcę powieści kryminalnej tej autorki „Sąd Ostateczny.” Kryminał ma dwóch bohaterów. Pierwszym z nich jest Emil Żądło, cierpiący na chroniczny brak pieniędzy mężczyzna przed czterdziestką. Emil pracował niegdyś w policji, rzucił jednak tę robotę i został dziennikarzem. Pracy nie miał niestety ostatnio zbyt wiele. Nierzadko zaglądał do kieliszka, po wejściu do domu witała go pusta lodówka, spóźniał się z płaceniem alimentów. Coraz częściej myślał, że jego życie dawno straciło sens. Drugim bohaterem powieści jest obraz niderlandzkiego malarza Hansa Memlinga. Znajdujące się w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku malowidło stało się inspiracją dla szalonego zabójcy i przekleństwem dla przegranego dziennikarza.

Emil Żądło często snuje się spłukany po uliczkach Gdańska. Pewnego dnia spotyka w barze dawną znajomą sprzed lat. Dorota wraz z narzeczonym sączy piwo. Okazuje się, że Damian (ów narzeczony) jest właścicielem niewielkiej, bezpłatnej gazetki. Po wypiciu kilku piw Emil otrzymuje propozycję napisania do niej kilku tekstów oraz niewielką pożyczkę. Nazajutrz dziennikarz dowiaduje się, że młodzi ludzie, z którymi spędził wieczór zostali zamordowani. Ciała ofiar zostały dziwnie upozowane. Żądło nieformalnie włączając się w prowadzone śledztwo nie wie jeszcze, że psychopatyczny morderca zagrozi jego najbliższym. Policja znajduje kolejne zwłoki. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Emil odkrywa, że kluczem do rozwiązania zagadki jest wspomniany wcześniej piętnastowieczny obraz.

Z podobnymi pomysłami na upozowanie ciał inspirowane dziełami sztuki miałem okazję spotkać się już wielokrotnie, ostatnio czytając trylogię Tomasza Białkowskiego.[2] Postać zgorzkniałego, nie stroniącego od alkoholu detektywa także jest już nieco wyeksploatowana przez autorów powieści kryminalnych. Mam także zastrzeżenia do wątku miłosnego (zapomniałem dodać, że bohater poznaje piękną pracownicę gdańskiego muzeum pomagającą mu w tropieniu zabójcy), który jest niestety zbyt cukierkowo przedstawiony.

Mimo to książka Anny Klejzerowicz może być atrakcyjną propozycją dla czytelników, którzy nie sięgają zbyt często po powieści kryminalne. Autorka dysponuje lekkim piórem (choć niektórym dialogom nie zaszkodziłoby przeredagowanie)  i talentem pozwalającym nasycać swoje książki atmosferą tajemniczości, strachu, niepewności. I to właśnie uważam za największą zaletę tego kryminału. Powieść stanowić będzie zapewne również gratkę dla Gdańszczan, bowiem pisarka postarała się o wierne oddanie topografii  tysiącletniego miasta.

(Recenzja z archiwum Zapomnianej Biblioteki)


Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-245-8782-7
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 246

niedziela, 9 marca 2014

"Śląskie dziękczynienie"


Konrad T. Lewandowski "Śląskie dziękczynienie"


Powieść „Śląskie dziękczynienie” zamyka kryminalną serię Konrada T. Lewandowskiego o przygodach nadkomisarza Jerzego Drwęckiego. Składa się na nią pięć powieści, których akcja rozgrywa się w latach dwudziestych XX wieku. Bohater prowadzi śledztwa nie tylko  w Warszawie. Ma okazje zaprezentować swój policyjny kunszt również na tle kolegów z Łodzi, Poznania, a w ostatniej powieści również ze Śląska.

W „Śląskim dziękczynieniu” nadkomisarz Drwęcki zostaje bowiem poproszony o podjecie się pośrednictwa polegającego na doprowadzeniu do „zawieszenia broni” między Wojciechem Korfantym a rządem. „Przy okazji” stołeczny policjant organizuje wykłady z kryminalistyki dla śląskich policjantów. Przypadkowa sprawa odkrycia zwłok mężczyzny splata się z właściwym celem  przyjazdu Drwęckiego na Śląsk. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że w sprawę zamieszani są również przedsiębiorcy i gangsterzy zza oceanu, a sumienie samego Korfantego nie jest zbyt czyste.

Podobnie jak w czterech poprzednich powieściach Lewandowski stara się wiernie oddać realia okresu międzywojennego. Tym razem nadinspektor zamieszkuje w familoku u 60-letniej akuszerki, pani Renaty i jej wnuka, niesfornego Walika, dla którego na czas pobytu na Śląsku zostaje przyszywanym ojcem. Drwęckiemu z dość dużym trudem przychodzi przystosowanie się do stylu życia i obyczajów tutejszych mieszkańców. Nieznajomość miejscowych zwyczajów rekompensuje sobie niebywałą inteligencją, wiedzą i wyszkoleniem, czym zyskuje sobie szacunek u tymczasowych podkomendnych.

Lewandowski znany jest bardziej jako autor powieści fantazy i fantastyczno-naukowych. W jednym z wywiadów z autorem, możemy przeczytać, jak doszło do powstania serii kryminałów o nadkomisarzu Drwęckim: „W maju 2006 na Tar­gach Książki w War­sza­wie wzią­łem w teczkę garść moich ksią­żek po pol­sku i cze­sku, po czym ruszy­łem w obchód sto­isk przed­sta­wia­jąc się jako pisarz do wyna­ję­cia, który żadnego gatunku lite­rac­kiego się nie boi. Wszę­dzie potrak­to­wano mnie jak wariata, z wyjąt­kiem Wydaw­nic­twa Dol­no­ślą­skiego. Zamó­wili kry­mi­nał, ale rów­nie dobrze mogli zamó­wić powieść gejow­ską, bo też była na to moda i też bym się wywią­zał.”[1]

Choć od wydania „Śląskiego dziękczynienia” upłynęło już 4 lata, mam nadzieję, że Wydawnictwo Dolnośląskie złoży zamówienie u autora na kolejne części serii. W końcu lata dwudzieste i trzydzieste ubiegłego wieku to prawdziwa kopalnia inspiracji nie tylko dla autorów powieści kryminalnych.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-245-8870-1
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 266

Moja ocena: 4+/6

piątek, 28 lutego 2014

"Elektryczne perły"


Konrad T. Lewandowski "Elektryczne perły"



Powieść „Elektryczne perły” Konrada T. Lewandowskiego to bardzo przyjemna, lekka kryminalna podróż po międzywojennej Warszawie i Poznaniu. Jest to już moje czwarte spotkanie z nadkomisarzem Jerzym Drwęckim, asem stołecznej policji lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Sylwetkę nadkomisarza nakreśliłem w trzech poprzednich recenzjach zamieszczonych na blogu.

Akcja powieści rozpoczyna się 1929 r. W budynku transformatorowi zajezdni tramwajowej przy ulicy Kawęczyńskiej w Warszawie ginie jeden z pracowników. Ciało mężczyzny zostaje niemal całkowicie spalone, a z kości denata pod wpływem bardzo wysokiej temperatury  zostały wytopione krople fosforanu wapnia przypominające wyglądem perły. Jedną z pereł znajduje nadkomisarz Drwęcki. Po pewnym czasie okazuje się, że drugą perłę otrzymał Tadeusz Boy-Żeleński. Drwęcki odkrywa, że przyczyną morderstwa mogą nadużycia finansowe w przedsiębiorstwie. W wyniku odgórnych nacisków zostaje odsunięty od sprawy i oddelegowany do Poznania, gdzie ma zajmować się zabezpieczaniem dzieł sztuki podczas mającej się niebawem rozpocząć Powszechnej Wystawy Krajowej.

Jednak w stolicy Wielkopolski nadkomisarz nadal prowadzi nieformalne śledztwo. Pomaga mu w tym tamtejszy komisarz Michał Witkowiak, z którego gościny korzysta Jerzy podczas pobytu „na zesłaniu.” Nie będę więcej zdradzał szczegółów fabuły, dodam tylko, że sprawa ma związek z wieloma postaciami świata ówczesnej kultury, które możemy spotkać na kartach powieści.

Konrad T. Lewandowski pieczołowicie odtwarza życie mieszkańców przedwojennego Poznania. Wyczuwa się ich dumę z organizacji tak ważnej dla kraju imprezy. Przedstawione są antagonizmy między stronnictwami politycznymi jak również mieszkańcami dwóch miast. Już wtedy można zauważyć, że za kilkadziesiąt lat kibice poznańskiego Lecha i warszawskiej Legii nie będą do siebie pałali nadmierną sympatią. Poznajemy problemy rodzinne komisarza Witkowiaka, którego zbuntowana młodsza siostra przyprawia o codzienne bóle głowy. Wreszcie i nam jest dane zwiedzić pawilony wystawiennicze PeWuKi.

„Elektryczne perły” to moim zdaniem najlepsza z powieści Konrada T. Lewandowskiego, które przeczytałem. Na lekturę czeka jeszcze ostatni (jak dotąd) tom serii: „Śląskie dziękczynienie.” Mam nadzieję, że i tym razem spędzę przy nim miło kilka wieczorów.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-245-8593-9
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 317

Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Magnetyzer"


Konrad T. Lewandowski "Magnetyzer"


„Magnetyzer” to pierwsza część kryminalnego cyklu powieściowego Konrada T. Lewandowskiego, którego bohaterem jest młody, zdolny warszawski policjant Jerzy Drwęcki. Podobnie jak w pozostałych książkach serii, akcja utworu toczy się w Warszawie pod koniec laty dwudziestych ubiegłego wieku. Miałem już okazję zapoznać się z przygodami komisarza przy okazji lektury „Bogini z labradoru” oraz „Perkalowego dybuka.” Recenzje tych powieści Czytelnik znajdzie w listopadowych i grudniowych postach na blogu.

Tym razem Jerzy Drwęcki tropi tajemniczego zakonnika, posiadającego nieziemską moc wpływania na ludzi. Zakonnik wszedł posiadanie tajemniczej księgi z zapiskami Władimira Iwanowicza Razguninowa, osobistego cesarskiego magnetyzera. Korzystając z zawartej w niej wiedzy ów zakonnik doprowadził wiele młodych kobiety do popełnienia samobójstwa.

Nie zdradzę wiele pisząc, że kluczowe znaczenie dla rozwikłania sprawy mają opowieści weterana powstania styczniowego – wujaszka Hiacyntusa. Historia przodka starego wiarusa, podporucznika Jana Fedorczyka okazuje się mieć związek z prowadzonym śledztwem, a ściślej mówiąc z zapiskami Razguninowa. Lewandowski bardzo sprawnie wplata w treść historię sprzed lat, ubarwiając fabułę powieści i napędzając jednocześnie ślamazarnie prowadzoną przez komisarza sprawę.

Podobnie jak w wymienionych wcześniej powieściach, Jerzy Drwęcki „korzysta z usług” warszawskiego podziemia przestępczego. Okazuje się, że czasem łatwiej się dogadać z rzezimieszkami niż uzyskać pomoc ze strony przedstawicieli władzy duchownej z kardynałem Aleksandrem Kakowskim na czele.

Na kartach „Magnetyzera” mamy okazję wraz z komisarzem do zapoznania się ze śmietanką kulturalną stolicy dwudziestolecia międzywojennego. Tym razem w powieści zagościli m.in. poeci Julian Tuwim, Tadeusz Boy-Żelenski, Antoni Słonimski, rzeźbiarz Xawery Dunikowski, lekkoatleta Janusz Kusociński oraz stali bywalcy cyklu: pułkownik Bolesław Wieniawa-Długoszowski, filozof Franciszek Fiszer oraz sam komendant Józef Piłsudski. Warto odnotować także, że oprócz wymienionych wyżej znakomitości, w książce pojawia się urocza Marysia, przyszła małżonka komisarza Drwęckiego.

Jak wspomniałem na początku, recenzje kryminałów Konrada T. Lewandowskiego zamieszczam w porządku w jakim miałem przyjemność je przeczytać, a nie w jakim zostały wydane. Sugeruję jednak Czytelnikom lekturę cyklu we właściwej kolejności i rozpoczęcie jej właśnie od "Magnetyzera."

Książka przeczytana w grudniu 2013 r.
 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-7384-597-8
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 235

Moja ocena: 4/6

czwartek, 5 grudnia 2013

"Bogini z labradoru"


Konrad T. Lewandowski "Bogini z labradoru"


Zbrodnie, okultyzm, intrygi i seks wypełniają powieść Konrada T. Lewandowskiego „Bogini z labradoru.” Dużo się dzieje a zaczyna dość banalnie. Z podróży poślubnej wraca świeżo upieczony małżonek, nadkomisarz policji Jerzy Drwęcki. Na warszawskim dworcu kolejowym czeka na niego pułkownik Wieniawa-Długoszowski. Mamy jesień 1928 r. Wkrótce rozpoczną się uroczystości dziesiątej rocznicy odzyskania niepodległości. Wieniawa obawia się, że przygotowania do obchodów może zakłócić sekta okultystów, w skład której wchodzi wielu stołecznych prominentów. Okazuje się, że stowarzyszenie okultystów-patriotów Astral Narodu do swojej działalności wciągnęło samą panią Komendantową. Pułkownik prosi Drwęckiego aby zajął się tą sprawą. Działać trzeba dyskretnie, gdyż okultyści wszędzie mają swoich ludzi. Po pewnym czasie okazuje się, że kluczowe znaczenie dla sprawy ma tajemniczy posąg bogini wykonany z minerału zwanego labradorem. 

Konrad T. Lewandowski wiele miejsca poświęcił sekretom alkowy młodego małżeństwa. Marysia Drwęcka nie należy do kobiet pruderyjnych. Kiedy mąż jest w pracy, ona dokształca się czytając „Kamasutrę.” Śmiało eksperymentuje w łóżku a jej rozciągliwe, ponętne ciało kusi Jerzego każdego ranka i wieczora. Co ciekawe, po upojnych uniesieniach małżonka nadal jest głodna wrażeń. Nie chodzi jej jednak o kolejne łóżkowe wygibasy a o wojenne przeżycia małżonka. Okazuje się bowiem, że przedmałżeńskie życie Drwęckiego pełne jest skrywanych przed nią mrocznych tajemnic. Kilka lat przed objęciem stanowiska nadkomisarza, mąż Marysi brał udział w krwawych walkach w obronie Lwowa. Z jego ręki padło kilkudziesięciu żołnierzy. Niejednokrotnie otarł się o śmierć. 

W powieści przewija się szereg barwnych postaci. Niektóre z nich, jak babcia i wujaszek Hiacyntus znamy z innych tomów serii. Oprócz nich na pierwszy plan wysuwa się członkini sekty, dyrektorowa  Zasławska oraz Gryfek, lwowski złodziejaszek, który pod kuratelą nadkomisarza toczy walkę o zejście z niecnej drogi przestępstwa. Ci dwoje są dawnymi towarzyszami walk Jerzego Drwęckiego. O odzyskanie posążku bogini stara się przybyły z Anglii detektyw Pulteney. Po ulicach Warszawy grasuje psychopatyczny morderca, który siejąc postrach wśród prostytutek spędza sen z powiek organizatorom obchodów rocznicowych, obawiających się wybuchu paniki wśród mieszkańców miasta. Również i temu psychopacie zależy na zdobyciu posągu bogini. Pod nadkomisarzem kopią dołki jego podkomendni, którzy tylko czyhają na to aby Drwęckiemu podwinęła mu się noga. Prym w tym wiedzie jego były zwierzchnik Sawilski. Jerzy ma również okazję do spotkania z dwiema postaciami historycznymi. Kilkakrotnie rozmawia z poetą Witoldem Gombrowiczem, jest mu dany także zaszczyt uściśnięcia dłoni marszałka Piłsudskiego.

Sam wątek kryminalny w powieści nie jest zbyt rozbudowany. Mimo, że w podtytule nieco mniejszą czcionką wydrukowano napis: „powieść kryminalna” po zakończeniu lektury miałem wrażenie, że przeczytałem książkę przygodową. Bardzo dobrą, z wartką akcją, doprawioną sporą porcją humoru, ale jednak przygodową. Polecam.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-7384-655-5
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 262

Moja ocena: 5/6

środa, 13 listopada 2013

"Perkalowy dybuk"


Konrad T. Lewandowski "Perkalowy dybuk"



Przedwojenna Warszawa. Podkomisarz Artur Księżyk z warszawskiego urzędu śledczego bez zgody przełożonych wdaje się w krwawą awanturę z przedstawicielami warszawskiego półświatka. Na ulicy Krochmalnej polała się krew, zginęło sześciu rzezimieszków. Zwierzchnik Księżyka, nadkomisarz Jerzy Drwęcki szuka sposobów aby zatuszować sprawę i ocalić głowę Księżyka, na którego stołeczne podziemie przestępcze wydało wyrok śmierci. Podkomisarz zostaje zdegradowany do stopnia posterunkowego oraz trybie natychmiastowym przeniesiony do Łodzi.

W tym samym czasie w pobliżu męskiego klasztoru zabito prostytutkę. Podejrzany o dokonanie morderstwa zakonnik popełnia samobójstwo. Sprawa jest bardzo delikatna. Niestety nadkomisarz Drwęcki nie może osobiście się nią zająć, gdyż do Warszawy dociera wiadomość o znalezieniu w Łodzi zwłok człowieka z twarzą pokrytą ołowianą maską. Przy zwłokach znaleziono kabalistyczny talizman zwany Dłonią Boga. Wszystko wskazuje na to, że ofiarą jest były podkomendny Drwęckiego a morderstwo ma charakter rytualny.

Przedwojenna Łódź. Do brudnego i zadymionego miasta przyjeżdża nadkomisarz Drwęcki. Nie jest jednak łatwo odnaleźć sprawców zabójstwa Księżyka. Pomoc miejscowej, skorumpowanej policji, drżącej przed nieformalnym szefem miejscowych bandytów – Żydem Ślepym Maksem pozostawia wiele do życzenia. Padają kolejne trupy, porwana zostaje córka policjanta. Jak to zwykle bywa w powieściach kryminalnych, sprawy komplikują się a prowadzący śledztwo nie może posunąć się ani kroku naprzód.

Mimo, że powieść okraszona jest sporą dawką humoru, brakuje nieco obudowania fabuły detalem historycznym. Mamy tu przecież tak barwne postacie jak Tuwim czy Wieniawa, które nakreślone są bardzo schematycznie. Podobnie jest z atmosferą Warszawy na pierwszych stronach książki. Więcej miejsca poświęcił autor próbując oddać klimaty fabrycznej Łodzi, lecz i tu wszystko jest przedstawione zbyt jednostronnie. Miasto pełne błota i szarości. A przecież i szarość ma swoje odcienie, czego w powieści dostrzec nie możemy.

Mamy za to kilka krwistych postaci, jak choćby łódzkiego policjanta Froima, jego rezolutną córeczkę i dziadka - znawcę prawa żydowskiego. Sam bohater książki Lewandowskiego odbiega na plus od kolegów po fachu z powieści kryminalnych innych autorów. Jerzy Drwęcki nie jest typowym twardzielem w nasuniętym na czole kapeluszu. To nie tylko zdolny policjant, ale także głowa rodziny, młody małżonek i ojciec. Poza życiem zawodowym ma także swoje sprawy rodzinne, a nawet, co ciekawe – erotyczne. O młodych małżonków dba teściowa, która widząc zastój w prowadzonym śledztwie,  chcąc przyspieszyć powrót Drwęckiego do żony, przyjeżdża do Łodzi i wraz z Julianem Tuwim stara się nieformalnie pomóc Jerzemu.

„Perkalowy dybuk” to jedna z pięciu powieści Konrada T. Lewandowskiego, których bohaterem jest zdolny i ambitny stołeczny policjant Jerzy Drwęcki. Pozostałe cztery książki cyklu czekają już w szeregu na półce aż po nie sięgnę i zagłębię się w lekturę. Szara, deszczowa jesień za oknem sprzyja rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Zwłaszcza wtedy, gdy ma się w zasięgu ręki kubek z gorącą zawartością.



Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria wydawnicza: Z odciskiem palca
ISBN: 978-83-245-8783-4
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 283

Moja ocena: 4/6